wpadam do przedszkola. dzieci siedza jeszcze przy stole, maliny nie ma. pewnie w toalecie. siadam w korytarzyku i czekam. ale od stolu zrywa sie pewna slicznotka z okrzykiem:
– maaaaamusiaaaaa!!! – i sie na mnie rzuca.
ano tak. malina ma krotkie wlosy. to ona!
dobra rada na dzien matki. dla matek z ogrodem.
jak macie ogrod, to pewnie macie piaskownice. warto od czasu do czasu zmienic piasek na nowy. ze wzgledow higienicznych tez. ale przede wszytkim ze wzgledu na odkrycia archeologiczne. ja co wiosne zmieniam i w tym roku znalazlam:
– srebrna lyzeczke, ktora tesciowa karmila w dziecinstwie mojego meza.
– pierscionek o wartosci niemalej, ktory uwielbiam, ale juz w zasadzie odzalowalam.
– malutki dzbanuszek pamiatke po wakacjach na sardynii.
– kilka czesci playmobil, bez ktorych nie funkjonuje zestaw: basen.
– drewnianego aniola z choinki.
malina wniebowzieta: tyle skarbow!
– a skad one sie tam wziely? – pytam.
– nie wiem. a ty?
nowa malina.
dlugie warkoczyki. nie ma. opadajaca zlota fala wlosow. nie ma. malina, ktora przez cale swoje piecioletnie zycie chce byc krolewna z lokami zamarzyla nagle o krotkich wlosach. zabralam ja wczoraj do fryzjera. do pierwszego machniecia nozyczkami pani fryzjerka pytala czy malina jest pewna. a malina jest pewna, zdecydowana i zadowolona z zycia. ciach! na podloge spadla dluga kitka zlocistych wlosow. wloski sa obciete na krocej niz broda na pazia bez grzywki. nagle sie okazalo, ze malina ma wlosy jak zloto, geste i cudowne. wstala z fotela w zachwycie. rano zalozyla dzinsy, granatowa bluze i ruszyla do przedszkola z lapkami w kieszeni. to ma byc rozowa krolewna? moje dziecko?
poradzilam jej zeby nie chodzila z raczkami w spodniach, bo jak sie potknie to padnie na nos. wyglada slicznie.
déjà-vu.
kilka lat temu mielismy odtwarzacz vhs, ktory fantastycznie odtwarzal filmy. nie byl to najnowszy model, wiec po nacisnieciu guziczka "eject" kaseta byla wypluwana przez pol pokoju i lukiem ladowala gdzie chciala. nie zawsze udawalo nam sie ja zlapac, ale nie bylo problemu tylko mnostwo smiechu. po pewnym czasie sprawa sie skomplikowala, bo odtwarzacz nie chcial juz pluc tylko zatrzymywal kasete w swoich wnetrznosciach, maz lecial po srubokret, rozkrecal lobuza na czesci i wydlubywal kasete. to sa czasy bardzo ostroznego wybierania filmow, zeby cala operacja przynajmniej sie opacala.
i dzis wieczorem przezylismy wesole déjà-vu ale z dvd. obejrzelismy film, zbyt zmeczeni na dodatkowe sceny i wywiad z rezyserem naciskamy "open", szufladka sie poslusznie otwiera ale… pusta. zamykamy, otwieramy… pusta. zamykamy, puszczamy film, leci. otwieramy… puste. czary normalnie. pasuje do filmu o afryce. szamani. film leci, plyty nie ma. jeszcze raz. nic. maz leci po srubokret. nie pasuje. maz leci do piwnicy i przynosi komplet srubokretow w slicznym opakowaniu, za ktore go niedawno wysmialam, ze takie specjalne i zupelnie bezuzyteczne. alez owszem uzyteczne. mozna nimi otworzyc dvd i wydlubac zagubiona plyte. maz peka z dumy. a teraz numer wieczoru: wszystko skrecone, od nowa podlaczone, plyta w pudeleczku. a moj maz – niczym pan hilary – poszukuje okularow.
– pewnie zostawiles je w tym dvd. – smieje sie. maz podnosi odtwarzacz, potrzasa nim. cos tam gruchocze. leci do piwnicy, rozkreca diabla i… znajduje okulary. a kto jest winien?
– jakbys mnie tak nie zagadywala i nie smiala sie z moich swietnych srubokretow, to by mi sie cos takiego nie zdarzylo!
w nagrode za zagadywanie dostaje szklaneczke wina i wieczor jest uratowany. niedziela wieczorem to najgorsza czesc tygodnia. kiedys, przed malina, chodzilismy do kina albo do ulubionej restauracji. teraz maz postanowil chowac okulary do odtwarzacza dvd, bo juz dawno nie slyszal zebym sie tak smiala.
brzydkie kaczatko.
dawno juz nie czytalysmy brzydkiego kaczatka. malina wyraznie nie lubi tej bajki. zbyt dlugo trwa niedola kaczatka, smutki, odtracenie i samotnosc. ale dzis malina postanowila znow zmierzyc sie z ta andersenowa tragedia. czytam, czytam, powoli zmierzamy do konca. malina nie wytrzymuje napiecia i wola do kaczatka:
– nie martw sie, juz niedlugo bedziesz bocianem!!!
lis.
widzialysmy na lace lisa. albo on widzial nas. przygladalismy sie sobie w trojke przez chwile, po czym lis dal noge. malina rozmarza sie w samochodzie:
– lis. opowiem tatusiowi, ze widzialysmy lisa. troche byl jak kot.
– to prawda. – przytakuje – jak wielki kot.
– ale tez troche jak pies.
– prawda. troche jak pies.
jedziemy. malina milczy a nagle dodaje:
– ale tez troche lis jest podobny do konia.
– tak?
– tak. ma taki ogon jak kon. konski ogon ma, prawda?
jestem zachwycona. sama bym na to nie wpadla.
– malina, masz racje. lis ma konski ogon.
– tak. i dlatego lis jest troche jak kobieta.
– jak kobieta???!!! – no tu nie starcza mi juz fantazji. chyba, ze malina ma na mysli charakter.
– tak, bo kobieta tez moze miec konski ogon, wiec jest troche jak lis.
malinowe dni.
wzielam wolne do piatku. rozstajemy sie z malina tylko na spanie. mialysmy pojechac do jakiegos bauernhof, ale wszystko juz zajete. caly dzien spedzilysmy w skansenie w gorach. 40 minut jazdy i juz jestesmy w gorach, nad jeziorem i dech nam zapeira z wrazenia jak tu pieknie. oba kolana sa na krzyz poklejone plastrami, buty mokre od wpadniecia do wody, na lokciu siniak jak sliwka.
– a jutro tez?
– tez. – odeszepnelam w malinowe ucho, ale nie wiem czy jeszcze cos slyszala. spala.
malinowy szeroki zasob slow.
– no i zona rybaka wyslala go do zlotej rybki, zeby ta dala im nowe koryto. malina… czy ty w ogole wiesz co to jest koryto?
– tak.
– co?
– korytarz. bo ona chciala nowy korytarz.
malinowa utopia.
susanne spedzila u nas caly dzien. bylo starsznie fajnie. gralismy w pilke, grylowalismy pyszne ryby, popijalysmy prosecco w cieniu kwitnacych jabloni, gadalysmy bez przerwy. o osmej malina poszla spac. susanne nie mogla sie od niej odkleic. na pozegnanie powiedziala:
– wiesz, ze cie lubie. ale kurcze nigdy bym nie pomyslala, ze potrafisz tak super wychowac dziecko. to jest utopia. takich dzieci nie ma, wiesz?
– wiem.
klapki.
– mamusiu, duze maja lepsze zycie niz male.
– tak? dlaczego?
– bo duze moga robic co chca. moga miec kolczyki. albo nawet nie dziureczkowac uszu tylko nosic takie kolczyki klapki.
– klipsy?
– tak. takie klipsy czyli klapki.