hamburg, düsseldorf, pospiech, nowe spotkania, nowe usmiechy, obiecanki cacanki, w sobote stuttgart, w niedziele cannes. braknie mi troche tchu, ale sie spielam w sobie i odrestaurowalam z lekka, dla zachowania pozorow. bo i tak juz sie nikogo nie da nabrac, ze jestem dziewczyna. kobieta jestem dojrzala i to juz nieodwracalnie. ale odchudzona 4 kilo, wybiegana, twarz wymasowana i wyalgowana, stopy jedwabste, dlonie porcelanowe. jutro jeszcze plecy do uszlachetnienia, bo mam dwie kreacje, co nie maja tylu prawie wcale. w tym roku nawet wieczorowe suknie maja kroj plazowek. popoludniu jeszcze fryzjer, pakowanie i fru! i caly czas probuje przekonac sama siebie, ze to strasznie fajnie i ze sie dobrze bawie.
malina sportowa.
zajecia muzyczne tak sie malinie ulozyly, ze musialam ja przeniesc do innej drupy na zajecia sportowe. niestety zostala do wyboru tylko grupa w ktorej maliona jest jedyna dziewczynka. postanowilysmy sprawe wybadac i jesli bedzie zle przeniesc do grupy mieszanej a zrezygnowac z jednej godziny w tygodniu. malina jedyna na wrzosowo-rozowo wsrod bandy pilkarskiej. pisze bandy, bo chlopaki jak malowane, ale urwisy ze dech zapiera. zupelnie inny swiat, inna dynamika, wulkan. ale malina chodzi teraz na zajecia jeszcze chetniej, chetnie gra w pilke nozna i pyta czy moge jej tez kupic koszulke fc bayern. zawsze jak czekamy na zajecia chlopcy skacza na okragle okno w wielkich, ciezkich drzwiach gigantycznej sali gimnastycznej zeby zobaczyc co robi poprzednia grupa. biora kilkumetrowy rozbieg i rzucaja sie brawurowo na to okno. w ten sposob uzyskuja mozliwisc zajrzenia do srodka przez sekunde lub dwie. malina stoi z boku i jakby boi sie stratowania. w koncu wykorzystuje chwilke przerwy w meskim szturmowaniu. podskakuje lekko jak pileczka, zawisa na krawedzi okna i gapi sie jak dlugo jej na to pozwalaja ramionka. a pozwalaja na dlugo bo malina w ogrodzie cwiczy na malpkach fikolki i ma sliczne muskulki. chlopakom strasznie to sie spodobalo, ale zaden nie mogl tak dlugo wytrzymac jak malina. dzis odbieram moja rozowa chudzinke a w szatni rzucaja sie na mnie wszystkie urwisy na raz. przekrzykuja sie, bo kazdy chce mi powidziec, ze malina w skoku w dal skoczyla najdalej i… przeskoczyla dziecieca skocznie. chlopaki byly przejete a tymon machal reka:
– a ja z nia chodze do szkoly muzycznej. do tej samej klasy!!!
w nagrode poszlysmy na crepes z bananami i lody. musze przestac o tym myslec, bo normalnie pekam z dumy i milosci a jeszcze musze troche popracowac.
malinowy mecz polska – niemcy
opowiadamy malinie, ze jak bedzie spala odberdzie sie mecz pilkarski: polska – niemcy.
– ale to nie ma sensu! – uburza sie malina
– dlaczego?
– bo polacy nie mowia po niemiecku a niemcy po poslku. to jak oni maja grac?!!!
w zwiazku z tym naszla mnie refleksja, ze pilkarze nie mowia. nie musza. za to inni mowia duzo i glupio. niby w ich imieniu, ale tak naprawde to tylko w swoim.
co ma wspolnego ciaza i jogging?
mijani przechodnie usmiechaja sie bezinteresownie. bardzo przyjemne.
samotny tata. maz agaty mroz.
czytam na roznych forach duzo madrych wypowiedzi na temat mlodej mamy, ktora osierocila dwumiesieczna coreczke. umarla na raka.
naszla mnie refleksja: dlaczego przeraza nas samotny ojciec bardziej niz samotna matka? w XXI wieku?
czy rozwazalybysmy rownie plomiennie moralna strone decyzji o dziecku gdyby tata byl smiertelnie chory a mama zdrowa?
malina tanczaca.

miedzy nami kobietami czyli dialogi w lazience.
malina przebiera sie sie w pizamke, ja zmywam makijaz. zabki umyte. malina robi sie rozmowna.
– co robisz? myjesz makijazu?
– makijaz. tak.
– to dobrze. wiesz czemu codziennie trzeba umyc makijazu?
– makijaz. czemu?
– zeby rano zrobic sobie nowy makijAz.
– racja! – usmiecham sie.
– a wlosow nie mozna codziennie farbowac, wiesz dlaczego?
– no?
– ailika mowi, ze jak sie czesto farbuje wlosy to sie bedzie mialo raka.
– tak?
– tak, ale to nieprawda, bo raka dostaje sie od choroby a nie od malowania wlosow. raka sie dostaje jak sie na przyklad lize plot!
– plot?
– tak, bo na plotu sa bakterie.
– na plocie.
….
– mamusiu a gdzie ty idziesz?
– nigdzie. a gdzie mam isc?
– myslalam, ze gdzies idziesz, bo masz taka piekna sukienke.
– to jest koszula nocna.
– tak? ja tez taka chce!
– jak bedziesz duza, to tez bedziesz taka miala.
– dobrze, ale bede w niej chodzila do przedszkola a nie spala, dobrze?
od clio skopiowane. bardzo ladne.
Brukom ulic się dziwić przez okna,
liczyć
wrony i łykać dzisiejszość,
wszystkie myśli
odrzucać od siebie
i zostawić jedynie najmniejszą,
nie nazywać niczego słowami,
nie wyplatać ze
wzruszeń określeń,
nie wpisywać w zeszyty
spostrzeżeń,
definicji nie sączyć z uniesień.-
Nie ozdabiać się rzewnowzdychliwie
w beznadziejność twarzowo przezłotą,
rozczochranych, cygańskich tęsknotek nie
nazywać liliową tęsknotą,
nie przyjmować
odwiedzin wspomnienia,
które łzawi się zwykle
półpłacząc,
nie hodować w doniczce miłości
i nie skrapiać snów wonną rozpaczą. –
Łapać
muchy i ziewać szeroko;
nie odnawiać
skończonych rozdziałów, –
i nie zbierać
kolekcji ze spleenów,
autografów i zgasłych
zapałów-
łykać ranki hałaśną radością i na dłoniach
podawać im serce, a wieczorem zasypiać
w prostocie, jak w dziecinnej mięciutkiej kołderce.
/Zuzanna Ginczanka/
malinowe gusta muzyczne.
tatus laduje skrzynki z butelkami do bagaznika. jedzie po napoje, bez ktorych nie da sie tej sauny przezyc. 35 stopni. skwar. po drodze zawiezie maline do szkoly muzycznej. ladowanie troche trwa, wiec malina wykorzystuje te kilka minut na atak na samochodowe radio. wpada w siedzenie kierowcy, skacze po stacjach radiowych i szuka ulubionych piosenek. dobrze zeby spiewala pani a najlepiej shakira. wtedy malina rozkreca radio do oporu i spiewa do wtoru. po czym najczesciej traci glos. dzis te przyjemnosc musi dzielic z nia cala okolica, bo jest skwar i tata opuscil wszystkie okna. cos slysze z ogrodu.
– co ona tam spiewa? – pytam meza.
– nie wiem jakies zawodzenie.
ide sprawdzic. carmina burana. no. no.
byc albo nie byc.
– jestem luca toni!!!! – wola malina i biega po ogrodzie.
– a wiesz kto to jest? – jestem pod wrazeniem.
– nie wiem. ale jestem!