od wczoraj czytamy co sie da i porownujemy z naszym przedszkolem. u nas sa normalne jaselka i zadnych dwoch jezusow, za eurytmii dzieci ucza sie utrzymywac rownowage i robic kazda konczyna cos innego, przy stole podaja sobie chlebek, czestuja sie wzajemnie deserem (co oczywiscie nie przeszladza im potem tluc sie po glowie kasztanami), pieka buleczki, ktore potem jedza na sniadanie, a jak sie im stlucze kubeczek to go razem z pania kleja. nie nie boje sie zadnej sekty ani zadnych negatywnych opinii. tu w niemczech na roznych forach znalazlam dyskusje lekarzy, ktorzy waldorff wiaza u homeopatia i szlag ich trafia, ze ludzie (manipulawani od dziecka) lataja do homeopaty zamiast do porzadnego lekarza. ale nasz homeopata studiowal medycyne i nie jest zadnym czarodziejem. a dzis w przykoscielnej szkolce, gdzie malina chodzi do zerowki. pani poprosila mnie na chwile rozmowy. malina jest najmlodsza w grupie, niektore dzieci z tej zerowki chodza juz do niemieckiej pierwszej klasy. pani jest bardzo egzaltowana, wiec wszytko trzeba dzeilic przez dwa, ale az mi serce trzepotalo, jak chwalila maline na calym froncie: jak spiewaja, malina najpiekniej, jak tancza, malina jak tancerka, jak maluja, prosze pani, to ja pani chce tylko powiedziec, ze ma pani artystke. naprawde. to niesamowite. i tak sobie mysle, ze tak sobie malina kwitnie tez dzieki pedagogice waldorff, ktorej glownym zalozeniem jest pomoc w rozwoju, stanie obok i podtrzymywanie, wspieranie, pomoc a nie jak w normalnej pedagogice realizacja planu. i jeszcze mi sie w tym wszystkim podoba, ze te dzieci wierza we wlasne sily, sa zdrowo ambitne i zawyzaja niemieckie statystyki w pieknie zdynych maturach i pomyslnych studiach. ale ciesze sie, ze mnie wczoraj tymisiowa lekko popchnela (chcacy lub niechcacy) do tej nocy przegadanej z mezem. siedzielismy razem, googlowalismy i dyskutowalismy. i jeszcze bedziemy dalej gadac.
waldorff
Opublikowano