malina jeszcze w wakacyjnym rytmie za nic nie mogla rano wstac. dopiero jak jej naszeptalam do ucha, ze spoznialscy maja w tütach kartofle zamiast slodyczy, to przeczolgala sie do lazienki i jakos doprowadzila do stanu zeskiej pierwszoklasistki. lekkie sniadanko z tornistrem na plecach. mielismy pieknie isc spacerkiem, ale bylo tak zimno, ze wskoczylismy do samochodu i pojechalismy do kosciola na specjalna msze wspolna dla pierwszoklasistow katolikow, protestantow i ortodoxow. dzieci pospiewaly, dostaly obrazki, blogoslawienstwo i gwiazdke, zeby je prowadzila do szkoly. no wiec z ta gwiazdka juz glupio bylo jechac samochodem, bo wszyscy szli na piechote. zmarzlismy jak sopelki.
szkola. tlumy rodzicow. wszystko okropne. straszna pani dyrektor, okropni rodzice, malina w okropnej klasie 1c z okropna nauczycielka. moj maz, ktory ma ze mna czysciec za zycia trzymal mnie za reke, bo mnie zna 16 lat i wie, ze jak mnie pusci to zabiore maline pod pache i uciekne. o jezu jaka wscieklosc we mnie kipiala, jakas bezradna histeria, bezsilnosc i swiadomosc, ze nie moge nagle wszystkiego zmienic.
malina zas dzielnie, dumnie i z taka pewnoscia siebie jakby od lat uczeszczala do tej szkoly maszerowala wsrod tlumu dzieci, z ktorego zna tylko 1 (slownie: jedna) dziewczynke, ktora wprawdzie wyladowala tez w 1c, ale w wakacje zaprzyjaznila sie z franciszka i z nia usiadla w lawce. malina usiadla wiec z chlopakiem (jako jedyna dziewczyna w klasie!) i zaraz zaczeli sobie sprawdzac co maja w piornikach. pani nauczycielka jest podobna do zaby i jak na moj gust strasznie antypatyczna – w przeciwienstwie do pozostalych milych nauczycielek 1a, 1b, 1d. przepytala nas, ktore dzieci ida po lekcjach do domu, ktore zostaja w swietlicy a ktore ida do hort (tez swietlica, ale poza szkola i ze specjalnym programem edukacyjnym i obiadem). potem malina tlumaczyla nam, ze niektore dzieci to niestety nie moga zostac w swietlicy tylko musza isc do odmu. biedne! – dodala.
zajecia trwaly 45 minut, w czasie ktorych lazilismy z mezem wokol szkoly i jakos udalo mi sie nie beczec. odebralismy maline wniebowzieta. wszytko jej sie podobalo. wszystko! moje mysli i nastroj sa oczywiscie moja tajemnica i malina nic z tego nie zalapala. w domu malina zabrala sie za swoja tüte i szczerze mowiac do wieczora odzywiala sie misiami gumowymi, guma do zucia, piankami, czekoladkami, lizakami. karius i baktus mieli dzis uczte niebios!
wieczorem poszlysmy na spacer, bo malina zaprosila mnie na lody. potem pojechalysmy na szybkie zakupy: buty, rajstopy, spodnie. malina wybiera wszystko czarne i szare i tlumaczy, ze chce byc mlodziezowa.
czuje, ze nie zdazymy na kolacje, wiec zapraszam ja na na crepes z musem jablkowym. placki juz sie pieka a ja widze, ze w wakacyjnej jeszcze portmonetce mam tylko karty i zadnej gotowki. a karty nie akceptuja w niewielkim barze. przeliczamy drobniaki w malinowej portmonetce. musi starczyc jeszcze na oplacenie garazu. ufff. starczy na crepes i jeszcze na swiezo wycisniety sok pomaranczowy. juz mamy zamowic sok, ale widze, ze sie przeliczylam.
– malina, napijemy sie w domu. nie starczy nam na garaz jesli kupimy sok.
malina kiwa ze zrozumieniem glowa a pani za lada pyta uprzejmie ile nam brakuje. 1 euro. dostajemy sok taniej (obiecujemy, ze oddamy nastepnym razem!) a malina radosnie tlumaczy sprzedawczyni:
– nie mamy juz pieniedzy, bo bylismy na urlopie i wszystko wydalismy.
a w samochodzie dodaje jeszcze:
– nie martw sie, ze nie mamy pieniedzy. jak chcesz to porozmawiam z oma i opa to nam dadza.
zadzwonila mama sasiadeczki. sasiadeczka poszla wlasnie do trzeciej klasy i strasznie jest ciekawa do ktorej nauczycielki trafila malina. tu nauczyciele prowadza klase dwa lata a potem sie zmieniaja. jeszcze przed wakacjami powiedziala, ze bedzie trzymac za nas kciuki, zeby malina dostala jej nauczycielke, najlepsza w calej szkole, fantastyczna, ukochana przez dzieci i w ogole. ehhh… wymruczalam w sluchawke nazwisko malinowej wychowawczyni 1c. a sasiadeczka w krzyk:
– no suuuuuper!!! to sie przydaly kciuki! malina jest u naszej pani! toll! echt toll!
z wrazenia zrobilam sobie jajecznice z 4 jajek i zjadlam prosto z patelni. malina spi juz dawno i usmiecha sie przez sen. to byl jeden z najpiekniejszych dni jej 6 letniego zycia. a ja czuje sie jakbym zaorala pole jako plug, kon i oracz jednoczesnie.