malinowy slowniczek.

dzien, ktory pieknie sie zaczal, dzieki wrozce zebatce, rozwinal sie w jakas totalna katastrofe. czasy sa trudne, a nie bedzie latwiej jak wszyscy bedziemy na siebie syczec, burczec i marudzic. odebralam maline pozniej z hordu i pedem do domu, bo iphone pekal mi od pilnych maili. w domu malina dzieki bogu rzuca sie na zbudowana wczoraj kolejke i bawi sie, ze niemal zapomina o calym swiecie. pracuje szybko jak moge. dzwoni maz. narzekam, ze wstreny dzien i ze nie nadazam i ze mam tyle maili do napisania do waznych ludzi, ktorych nie ma mi kto sprawdzic, bo sekretarka u dentysty. okropnosc. malina slucha i zaraz sklada propozycje:
 – mamusiu, jak czegos nie wiesz to sie pytaj. ja mowie dobrze po niemiecku. pomoge ci.
natychmiast korzystam z tego przenosnego slicznego slowniczka. czytam a malina poprawia der die das, ktore niestety beda mi sie mylic do smierci. jest kilka takich ktorych nie naucze sie nigdy. maz wlasnie sprawdzil moja korespondencje. bezblednie.

pierwsza dziurka.

laduje skoro swit w monachium. malina biegnie przez pol lotniska na powitanie z rozdziawiona buzia. mysle, ze tak sie straszenie cieszy. tak, owszem ale buzia rozdziawiona jest, bo prawa jedynka wisi na wlosku i zamykanie ust stalo sie przejsciowo nieprzyjemne. cala droge do domu rozprawiamy o zebie. dziecko jest szczesiwe jak nigdy dotad. tatus podwozi nas do domu a sam jedzie po swieze buleczki na sniadanie. malina postanawia pozbyc sie zeba do powrotu taty. chowa sie za panino a ja musze obiecac, ze nie wejde do pokoju. slysze tylko: ala! ala! i zebym nie wchodzila. wreszcie malina widzi nadjezdzajacego tate i trach! zab laduje w zacisnietej piastce. tatus wraca, ogolne szczesce. i tak az do wieczora. sliczny dzien. wieczorem malina chowa zabek w liliowej aksamitnej sakiewce pod poduszke. na dobranoc czytamy jeszcze ksiazke o wrozce, wiec przyswajam szybko co taka wrozka robi. podmienia zabek i do sakiewki wsuwa moneta oplecioa promieniami slonca. wieczornie musze maline wycalowac nie tylko jak zwykle ale tez w dziurke.
 – dziekuje! – cieszy sie moje przejete dziecko i kaze zgasic swiatla wszedzie – takze obligatoryjne w przedpokoju! – wrozki zebatki nie lubia swiatla. przejeta zasypia natychmiast upewniajac sie jeszcze szybko czy zostawilam uchylone okno.
wyszukuje w piwnicy stara srebrna 50 – ciozlotowke z chopinem. w zlota szmatke motam 10 euro wsuwam do sakiewki razem ze zlotymi promykami slonca:-) pod oknem rozsypuje biale piorka i puszek, zeby bylo wiadomo, ze to nie byla mama tylko prawdziwa wrozka…

dobranoc.

dziecko matki pracujacej w swietlicy

pedze na zlamanie karku, bo nie zdazylam odebrac maliny hortu o 14. mam wyrzuty sumienia. sa ferie. napalimy w kominku polozymy sie na poduchach i bedziemy czytac mala ksiezniczke, (http://www.youtube.com/watch?v=9k_N9JlHroE) ktora podarowalam malinie na ferie.zrobie jej mleka z miodem i niech sobie za oknem leje jak chce i sypie liscmi… wpadam do hortu, malina biegnie z radosny i blagalna mina:
 – mamusiu, posidz tu sobie troszke. zaraz bedziemy jesc salatke owocowa, ktora sami zrobilismy.
pytam wiec opiekunke o ktorej bedzie ta slatka. za godzine. mowie wiec malinie, ze wrorce za godzine. dziecko ze lzami w oczach rzuca mi sie na szyje:
 – oj mamusiu!!! jak ja ci dziekuje ze moge jeszcze zosrtac!!!!
po czym ucieka szybciutko, bo pewnie sie martwi, ze sie rozmysle.

z malinowego pamietnika 2.

obrazek 17-nogiego pajaka, ktory ukazuje szczerbata jame i dlugi jezor. wielkie, straszne oczy. a pod tym:

DIZE SPINE DI IST MANSMAL ZO WÖTENT WI JEZ GRADE.
DIZE SPINE DI HAJST LUFRA.

++++++++++++++++++++++++++++

potem rysunek ducha podpisany:

VORSIST GSPENZTA.

++++++++++++++++++++++++++++

na nastepnej stronie brakuje jeszcze rysunku potwora, ale jest juz podpis:

GRUSEL MONZTA. ES SLEFT AM TAK UND ES SLEFT IN DER NAHT.

+++++++++++++++++++++++++++++

czyli malina w nastroju haloweenowym. to jej pamietnik i do ortografii i gramatyki nie wtracamy sie ani slowem czy pisze po polsku czy po niemiecku. poprawiamy ja przy odrabianiu pracy domowej, przy pisaniu listu do babci lub kolezanek, ale ten pamietnik jest jej sfera i jestesmy zachwyceni, ze ona ma taki pomysl, ze siada i pisze. niech pisze co chce.

tlumaczenie wolne z proba podania bledow (bardzo trudne:-):

1. ten pajag jezd czasami tagi wsciegly jak teras wlasnie.
ten pajag nasywa sie lufra.

2. ówaga duh.

3. straszny potfur. on spi dniem i noca.

rusza sie!!!!!!!!!!

od wczoraj kiwa sie dolna jedynka. ta wlasnie ktora pierwsza wyrznela sie pieciomiesiecznej malinie, czego bysmy wtedy w zyciu nie zauwazyli ale blysnala perliscie w czasie zakupow, ze nie sposob bylo ja przeoczyc. to juz 6 lat temu.
wszelkie kiwajace sie zeby to byl do tej pory fakszywy alarm, ale teraz rzeczywiscie. malina na to konto ma od wczoraj szampanski humor, sprzata, czyta, madrzy sie i peka z radosci.

klamstwo.

interesuje mnie teraz tylko klamstwo. zycie bez klamstwa jest niemozliwe. ale gdzie sa granice akceptacji? dlaczego moje dziecko klamie jak najete, choc nie musi? nie chodzi o wielkie, wazne sprawy. chodzi o glupstwa. czytam o klamstwie i dlaczego dzieci klamia. zaden z wymienionych powodow nie dotyczy maliny. czy to mozliwe, ze ona musi wypaczac rzeczywistosc? ze to jej charakter? moze jak przeczytam te ksiazke to bede madrzejsza.

pierwsze nauki?

jeden z kolegow w horcie ma mame tajlandke i nie mowi wcale po niemiecku. dzieci strasznie przejete misja straja sie mu pomagac. pokazuja na migi o co chodzi i kaza powtarzac pojedyncze slowa. malina opowiada jak go dzis uczyli slow mama, tata. pokazywali na maline: "mama", na kolege maliny: "tata" i skladali dlonie w serduszko na znak, ze sie kochaja.
 – pieknie! – chwale. a malina opowiada i demonstruje dalej:
 – tak! on takie rzeczy juz rozumie! tez zlozyl raczki w serduszko a potem pokazal tak:
i malina wesolo wystawia jeden paluszek a z paluszkow drugiej dloni robi kolko i jednoznacznym ruchem przesuwa w gore i w dol po wysunietym palcu. na co ja sie smieje tylko, bo co mam zrobic?
 – fajnie?
 – no fajnie. ale co to znaczy? – pytam
 – nie wiesz co to znaczy??? 
stroje glupka, bo troche jestem w szoku:  – nie, nie wiem.
 – no, ze mama i tata!! – i malina dalej demonstruje a ja kurcze nie wiem co mowic, bo malina nie ma jeszce 7 lat. jak dla mnie to jakos wczesnie na takie rzeczy.
 – no ze co? – dopytuje sie wiec.
 – no tak jak ty i tatus! ze biora slub i on jej zaklada na paluszek obraczke!!! pierscionek!!!