niemieckimi kartami gramy w slowka po polsku. malina widzi niemieckie polecenie na karcie i czyta je po polsku. fantastyczne. rzucamy kostkami z literkami:
dobre wychowanie malinowe
jestesmy w sklepie z bielizna. malina zachwycona koronkami, jedwabiem, rozyczkami. nagle wyciaga wieszak z czyms czarnym, przeroczystym, zwiewnym i obszytym czarnymi piorkami:
malina genetycznie naznaczona?
pisze historie z wakacji, historie z weekendu, znajduje rymy i zapisuje je w zeszycie. chetnie taska olbrzymi slownik z regalu i sprawdza czy karussel ma dwa "l" czy jedno, bo ja nie mam pojecia. zbiera listki wkleja je artystycznie, maluje, klei, cwiczy na pianinie, czyta w obu jezykach coraz sprawniej i sprawniej, zapamietuje wierszyki po dwohc przesluchaniach, bo rymy latwo wpadaja jej w ucho i sama chetnie sobie slowka rymuje w obu jezykach – no uczy sie to dziecko chetnie i niezle jej to idzie, ale…
malina wywrotowa
malina siedzi na krawedzi bagaznika. wkladam jej rolki. biale w rozowe esy floresy i lylowe kwiatki. wygladaja jak jakies lyzwy z bajki.
bolesny temat.
na spacerze spotykamy znajoma, ktora pcha wozek z przesliczna 3- miesieczna coreczka w towarzystwie dwoch starszych synow. po krotkim wstepie, zachwytach i komplementach wciagamy sie w wymiane zdan o ciezkim porodzie, ktory zakonczyl sie niezbedna cesarka – trzecia juz niestety. maz nie rozumie wiele, malina laskocze dzidziusia w stopki, sciskamy sie na pozegnanie i idziemy dalej. malina zamyslona. za zakretem pyta:
jak mus to mus.
odkad malina chodzi do szkoly brzydko je. brzydko trzyma sztucce, wierci sie, ciagle cos jej spada na ubranie a od niedawna mlaszcze. uwazam, ze trzeba glownie wychowywac dobrym przykladem, wiec staram sie nie poprawiac jej bez przerwy, ale czasem juz nie moge:
telegram.
serce skaczace. prosze zbadac tarczyce. przeswietlenie – tarczyca skurczona jakas. badania krwi. tarczyca w porzadku. silna anemia. skad anemia. prosze zbadac zoladek. sonda zoladka. zoladek w porzadku, troche zapalony, jakies tabletki maja pomoc. no to zelazo na anemia. bol plecow nie pozwala wstac z lozka. ani wsiasc do samochodu. ortopeda. ciagnie i wygina. kregoslup nosi jakis ciezar, prosze go zrzucic. stop. dodatkowe wyniki z laboratorium. tarczyca robi a kuku. hashimoto.
jestem.
serce przebadane, wysluchane, podgladane na usg. jak trzeba sie spiac, wysilic to bije jak dzwon, jak ma sie uspokoic to nie umie tylko sie potyka jak pijany zajac. teraz dostane ekg calodobowe i zobaczymy jak czesto sie tak zachlystuje, potyka i podskakuje jakby mialo czkawke. pani doktor poradzila przebadac tarczyce. no wiec podgladlismy tarczyce. skurczona jakas, wiec przebadalismy krew na hashimoto. na szczescie trop byl falszywy. okazalo sie jednak, ze mam bardzo silna anemie i zadnego racjonalnego powodu do niej. no moze poza zoladkiem, ktory tez podgladalismy na usg. w przyszlym tygodniu wpuscimy tam kamere i sprawdzimy od srodka o co chodzi. w karku mam taki bol, ze budze sie co rano sztywna i nie moge wstac z lozka. chodze na masaze, ktore pomagaja na kilka godzin. pan homeopata mowi, ze wylazi ze mnie stres, bol, niezadowolenie i smutek i zebym sie za te uczucia zabrala jak najszybciej, bo szkoda zycia. mimo wszystko czuje, ze jest lepiej. przychodza swieze pomysly, cierpliwosc malinowa, ogrodowa opalenizna i "zapominanie" komorki na czas zakupow.
jest nijak.
w dniu kiedy mieli mi badac serce, padly wszytkie komputery w klinice. nastepny termin mam 12-go. nie umiem odpoczywac, na niczym sie nie moge skupic, nie moge sie zebrac w sobie, ale tez zupelnie dac sobie luz tez nie. mecze sie zamiast cieszyc 3- miesiecznym urlopem.
mozliwosci morze.
odprowadzilam maline do szkoly i teraz: