malinowe gory

pokoik z pietrowym drewnianym lozkiem. czerwona posciel w serduszka, dookola gory. wjechalysmy na szczyt w nartach, rzucilysmy plecaki i od razu w trase. na wyciagu, po 3 godzinach szusowania malina zamarzyla o zupie z soczewicy. wracamy zdyszane po 4 godzinach narcianych szalenstw na podwiczorkowa "jause" – na kuchni stoi gar a w nim… soczewicowy eintopf! malina zjadla dwa talerze. potem goracy prysznic, czytynie ksiazki przy kominku, kolacja. po kolacji malina chciala od razu do lozka, bo nie mogla sie doczekac spania na pieterku. przebralysmy sie w pizamy i wskoczylysmy do lozek. poczytalysmy. malina gasi swiatlo. gdzies w gorach przejezdza gasiennica przygotowujaca trasy na nastepny dzien. malina kreci sie i kreci i szepce w kocu konspiracyjnie:
 – mamusiuuuu, tak fajnie jest w tym lozku, ze nie moge zasnac jakooooos….
jak malpka przechodzi po drabince do mnie. glaszcze ja do snu i w ostatniej chwili wysylam na gore, bo inaczej nici ze spania na pieterku. cala noc sni mi sie praca i tak sie mecze, ze poranek cieszy mnie podwojnie. sniadanie z goraca kawa w kubasach w kwiatki i za chwile znow w pelnym ekwipunku jestesmy gotowe do drogi. szukamy naszej tajemnej drogi przez las.lekki spadek, tylko trzeba stac i dac sie niesc nartom przez las. popoludniu spotykamy znajomych i po raz kolejny widze, ze jak sie chce to mozna z kazdej przyjemnosci zrobic nieprzyjemnosc. o 5 zjezdzamy ostatni raz, wsiadamy do samochodu i w 1,5 godziny jestesmyw domu a tam goraca wanna, kominek i pizza wyczarowana przez tate, ktory sobie od nas odpoczal w weekend, torche pochorowal i troche potesknil. malina w lozeczku nawet nie zdazyla przadnie ie pocalowc na dobranoc. zanim ulozylam jej ciuszki juz rowniutko sapala lapiac pierwszy sen za nogi…

taki piekny weekned to jest noz w plecy. tak mi sie nie chcialo dzis pracowac, ze malo sie nie poryczalam wieczorem jak przyszedl nowy projekt jak akurat chcialam klapnac laptopem. za 12 dni wracamy z malina w gory na 10 dni – ferie. nie wiem jak ja te 12 dni przezyje.

zlapac oddech.

moj ostatni weekend wygladal tak, ze po serii burzliwych telefonow wsiadlam w pierwszy samolot do hamburga i polecialam gasic pozar. wprawdzie misja zakonczyla sie sukcesem i to nie pierwszy weekend w stresie, ale jakos mnie zmoglo i fizycznie i emocjonalnie. i odkad wyladowalam w poniedzialek w domu, kloce sie z kazdym kto mi stanie na drodze. jakas cholera we mnie wstapila. wczoraj spontanicznie zadzwonilismy do chaty w alpach (rok temu wyciagnelam od aliska adres:-) czy by nas na jedna noc wzieli. biora zawsze od trzech nocy wzwyz ale zrobili wyjatek. jutro skoro swit wskakujemy w samochod, narty, majty na zmiane pasta do zebow i szczoteczka plus ksiazka i fruuuu!!! od razu mi lepiej.

malinowe przymiotniki

jaki jest mis, ktory okazuje wszystkim zwierzatkom serce? malina skrobie w zeszycie do polskiego:
s e r deczny.

jaki jest mis, ktory duzo pracuje:
p r a cowity.

jaki jest mis, ktory przyjazni sie ze wszyststkimi zwierzatkami:
p r z y rodnik!!!

++++++++ pozniej:
no wlasnie mi sie przypomnialo, ze nie sprawdzilam co malina wpisala przy misiu, ktory wszystkim pomaga. sprawdzam:
p o m ożny!!!! 🙂

kochane mamy chlopcow

mowie wam nie. i jeszcze raz nie. jestem pewna, ze sa wsrod was wyjatki, ale wiekszosc z was powtarza:
 – to chlopak, no musi sie wyszalec. taka natura. no tak to juz jest z chlopcami.
to nie jest zaden argument. dzieciom trzeba dawac tez inne przyklady, innych bohaterow, inne zabawki a nie tylko spidermenow, miecze i karabiny maszynowe.
malina chodzi do hortu z grupka dzieci. 5-10 minut drogi, dwie ulice ze swiatlami do przejscia. co i raz jest popychana przez jakiegos kolege. a to jej zabieraja tornister a to rzucaja kamykami, a to walcza na miecze patykami. wczoraj jeden chcial ja popchnac, malina sie uchylila on stracil rownowage i wywrocil sie tak, ze wszystko mu z tornistra wypadlo. zamiast zbierac swoje rzeczy rzucil sie na maline i zaczal ja okladac kijem, drugi kolega (a niedawno byl u nas w gosciach, bo mama byla w pracy) podbiegl i skoczyl jej na noge. dobrze, ze kurdupel bo by mogl jej zlamac lydke. w horcie chlopcy dostali kare a malina zimny oklad. popoludniu dzwonie do obu matek. prosze zeby ich synowie trzymali sie od maliny z daleka. jedna chce sie spotkac  w czworke, bo to przeciez taki fajny chlopak i niemozliwe, zeby nie moznabylo sie dogadac. moge sie spotkac, ok ale prosze zeby do tego czasu jej syn trzymal sie od maliny z daleka. dzwonie do drugiej a ta to samo: ze to taki dobry chlopiec i ze ja nic nie rozumiem, bo mam corke a chlopcy sa inni. ale ze tez dziewczynki potrafia byc bardzo wulgarne. no niestety nie wytrzymalam. bo to ten chlopak co raz powiedzial malinie, ze ona jest pedalem a raz, ze jest cala z kupy. wszystko wygarnelam zaslepionej mamusi i powiedzialam, ze dopoki sa wulgarni, moge w domu wytlumaczyc na przkladzie jej syna co to znaczy byc zle wychowanym, ale jesli bedzie zachowywal sie agrysywnie to bedziemy rozmawiac przez kuratora. no niestety tez mamusie chlopcow musza sie wziac za wychowanie a nie ciagle rozkladac rece. dwa tygodnie temu bylam  kinie na misiu jogi. panny siedza i chrupia kukurydze i czekaja az zgasnie swiatlo. chlopcy, w zabloconych butach, urzadzaja sobie przez rzedy kinowe bieg przez plotki. ani jedna mama nie zareagowala ani slowem. no bo co. tacy sa chlopcy. musza sie wybiegac.

jestem taka wkurzona, ze nie wiem.
sorry wszystkie mamy, ktore mimo siusiaka u swojego dziecka traktuja je normalnie i wychowuja na cywilizowanego czlowieka.

malinowa strojnisia

ostatnio powiedzialam malinie, ze ja w jej wieku tak sie nie zajmowalam strojeniem jak ona.
 – a czym sie zajmowalas?
 – no… ksiazkami, zabawkami…
malina sie oburzyla:
 – ja tez sie zajmuje ksiazkami i zabawkami! i gotowaniem tez!

przerwa na lunch.

moja asystentka w hamburgu. rozumiemy sie bez slow. lubimy. dobrze nam ze soba:-) od tygodnia mamy prawdziwe urwanie glowy. dwie zarwane noce. wlasnie skypenela do mnie:
 – mam zupelnie zwariowany pomysl!!!!!
 – jaki?
 – pomyslalam, ze moze zrobie sobie 15 minutowa przerwe?
 – nie wiem co to jest. ale zrob i opowiedz jak bylo – odpisuje – jak fajnie to moze tez sprobuje.

aniele bozy, strozu moj…

od dwoch lat wiem, ze jestem glupia i nieodpowiedzialna i za nic nie moge tego naprawic. co przymierze kask narciarski i podchodze do lustra to albo jest mi przykro albo pekam ze smiechu. i jezdze w czarnej czapce z puszystym pomponem i wyrzutami sumienia ze daje dziecku zly przyklad. no ale kto by chcial wygladac jak sierota w nocniku na glowie albo zolnierz niemiecki w okopie? maz mowi: kup wygodny i nie patrz do lusta. mezczyzna. nie rozumie. w sobote wchodzimy do sklepu sportowego po ksiezycowe buty dla maliny a tam akurat jakas akcja kaskowa i jeden piekny kask mruga do mnie oczkiem. przechodzac wiec jakby nigdy nic lapie go za daszek, zakladam, patrze w lustro: da sie zyc!
 – jaki piekny kasek! czy to dla mnie czy dla ci?! – wola malina
byl dla MI, wczoraj wiec pedzilam z malina po gorach w nowym kasku i jak sie pierdyknelam to normalnie jak w bolku i lolku: gwiazdki mi sie pokazaly, narty wypiely i dzis jestem z prawej strony obita i sinawa. i tak sobie mysle, ze bez kasku to moglo byc wczoraj bardzo nierzyjemnie.

chcialabym.

patrze na te kariery, rocznice, blyszczace okladki. chcialbym tak? chcialabym.
slucham o drugim budowanym domu, choc pierwszy jest niemal palacem. chcialabym tak?
chcialabym.
slucham jak kolezanka kupuje dziecku wanne do kapieli na 175 euro i wogole u niej nic nie kosztuje jakos ponizej 100 euro. chcialabym byc taka bogata?
chcialabym.

jak sie bardzo chce to mozna wszystko miec. jak sie bardzo chce. bardzo. to moze ja niedostatecznie bardzo chce? jestem troche leniwa w tym chceniu…

huzia na józia?!

 – mamusiu, jestem zakochana na gabriela…
 – mowi sie zakochana w gabrielu.
 – …w gabrielu.
 – a co z moritzem?
 – na niego tez jestem zakochana.
 – w NIM tez, mowi sie.
 – no w nim tez.
o matko!
 – moge ci powiedziec cala prawde. jestem zakochana na pieciu… – i tu malina wylicza wszystkich chlopakow. no uczuciowe dziecko.
 – w pieciu?!!!
 – w pieciu. noooo…. mamusiu, jak bylas taka mala jak ja to tez bylas NA KOGOS zakochana?

malina samodzielna.

wczoraj wieczorem okazalo sie, ze nagle musze dzis do hamburga. troche krece nosem, bo marzyl mi sie krotki piatek a nie powrot ostatnim piatkowam samolotem. a sobote rano chcialysmy na narty. malina:
 – nie martw sie. ja wszystko przygotuje. tatus wsadzi do bagaznika, tak ze rano tylko wskoczymy do samochodu i ziuuuu!…

malina kwitnie. odkad jestem w nowej firmie, czesciej mnie nie ma przez kilka dni w domu. wszyscy pytaja jak to znosi moje dziecko… ono to swietie znosi, ma wiecej luzu, czuje sie odpowiedzialne za swoje ubranie, planuje z tatusiem co ugotuja na kolacje. i ma od czasu do czasu wytchnienie od moich rygorow. no i strasznie za soba tesknimy – i troche to boli i troche jest piekne. tydzien temu przy sniadaniu malina powidziala tatusiowi przy stole:
 – jak mamusi nie ma to tu taka wielka dziura jest.