jaki milutki, jaki czysciutki.

malina ma sciane ksiazek. mnostwo bajek do sluchania.
ale nic. no nic a nic nie przebije wierszykow danuty wawilow, ktore czytaja tata i syn stuhr i pani jungowska. te wierszyki sa genialne, sa genialne czytane i podparte genialna muzyka. jestem zakochana. malina zna prawie wszytkie na pamiec. bo pani wawilow tak tak je sprytnie zrymowala, ze mimo (np. daktyle) czasem kilku dlugich zwrotek dziecko latwo sie ich uczy na pamiec.
no posluchajcie tylko:

http://www.kulturalnyplaczabaw.pl/swinka__Danuta_Wawilow,200.html

i w realu i w virtualu.

dziewczyna
chodzi z chlopakiem, ktory okazuje sie skurwielem.
wychodzi za niego za maz i odkrywa, ze jest wiekszym skurwielem niz przypuszczala.
ma z nim pierwsze dziecko i z rozpacza widzi, ze jest coraz gorzej.
szybko zachodzi w druga ciaze.
placze, ze ma dwoje dzieci z totalnym skurwielem.
wszyscy glaszcza ja po glowie i przeklinaja skurwiela.

malina w szkole

dostala uwage w dzienniczku.
byloby to dziecko bardzo specjalne, jezykowe, malujace, chetnie liczace, tanczace, ale nie moze usiedziec na tylku. no nie moze i juz.

bo jak moze to woli stac na glowie.

moze powinnam byl jednak poslac ja do waldorf.

malina wieczorem.

od 8 lat i dwoch miesiecy malina co wieczor dostaje swoja dawke glaskow, calusow, kiedys kolysanke i bajeczke, potem bajeczke raz po polsku raz po niemiecku, czasem masaz stop, czasem pleckow.
w czasie narciarskich ferii malina lezala nade mna i do snu czytala sobie sama. w tydzien rozprawila sie z cala ksiazka o hexe lili.
wrocilysmy do domu. przewczoraj dziecko przygotowalo tornister na nastepny dzien i oznajmilo:
 – to ja ide myc zabki i sobie jeszcze poczytam przed snem.
 – no lec juz na gore – kiwam glowa – i myj zabki. ja zaraz przylece.
 – ale nie musisz. ja sobie sama poczytam.
 – ale przynajmniej wsadze cie pod prysznic – zawalczylam o swoje matczyne prawo do wachania czystego dziecka przed snem, utulenia, poglaskania i ucalowania.
ale juz wczoraj po kolacji malina zrobila szybki unik:
 – to ja juz dziekuje. ide sie myc i sobie SAMA poczytam na dobranoc. – malina ucalowala tate, ucalowala mnie i rzucila jeszcze:
 – no to pa!

a my.
zostalismy.
sami.
przy stole.
i zrozumielismy.
cos sie skonczylo.

 .

malina anglistka

malina jako dwujezyczny czlowiek ma swietna intuicje lingwistyczna. we wloszech lapie wloskie frazy, przyplatuja jej sie jakies francuskie slowka ale najbardziej korci ja angielski. wsluchuje sie w teksty piosenek, dopytuje co wlasnie powiedzialam przez telefon, wiele rozumie sama a czego nie zrozumie to sobie jakos kombinuje i najczesciej strzela w dziesiatke – ale ostatnio nie trafila. z glosnikow na gorskim tarasie faluje lagodne: "somewhere over the rainbow".
 – uwielbiam te piosenke  – egzaltuje sie malina
 – tak? a wiesz co to znaczy?
 – samuuułer ołweeer de rejnboooooł.. – nuci malina – oczywiscie, ze wiem!
 – no?
 – samuraj na tęczy.

teraźniejszość przechodzi koło nosa.

– Żeby być szczęśliwym, trzeba kurczowo trzymać się teraźniejszości. Wielu ludzi tylko pozornie żyje tu i teraz, w rzeczywistości są
mieszkańcami odległych czasów. Jedni żyją pięć lat temu, inni
dwadzieścia albo nawet pięćdziesiąt. Rozpamiętują: "Szkoda, że nie
wyjechałem do Ameryki… Chociaż może jednak lepiej, że zostałem… Ale z
drugiej strony, gdybym wyjechał, byłbym bogaty". Albo: "Szkoda, że
ożeniłem się z Zosią, a nie z Marysią". Albo: "Taki byłem wtedy piękny i
młody, nie to co teraz". I tak w kółko. Człowiek jest wtedy tak zajęty
rozpamiętywaniem, że teraźniejszość przechodzi mu koło nosa.

irena kwiatkowska.

czy jestesmy juz starymi drzewami?

odkad tu mieszkamy czyli 8 lat ciagle tylko mysle, ze lazienka za mala, ze pokoj za maly, ze korytarz za maly.
znalazlam piekny dom. dokladnie dwa razy wiekszy niz nasz. i nad
jeziorem. siedzimy i sie zastanawiamy jak to by bylo. malina mialaby
wlasna lazienke, pokoj wielkosci terazniejszego salonu, wlasny balkonik.
my salon kapielowy, saune, kuchnie wielkosci salonu. i nagle jakos nam
sie tego domu odechcialo? bo jest nas tylko troje i musimy sie trzymac
razem a nie szukac po katach. nagle zal mi sie zrobilo porankow kiedy
stoje pod prysznicem a malina robi poranne siku i boi sie ze ja poleje
woda. i tak przeciez ciagle siedzimy ciagle przy wielkim stole. tu sie odrabia
lekcje, je kolacje w trojke albo nawet w osiem osob, tu pracuje, tu
gramy w monopoly… dziwne. dziwne. nagle zrobilo mi sie tego
wszystkiego zal. tej ciasnoty?
bylam dzis na sniadaniu z
przyjaciolka. przechodza z mezem dokladnie taka sama sytuacje: latami
szukali wiekszego, pieknego domu i kiedy w koncu znalezli zrobilo im sie
smutno na mysl, ze beda musieli sie wyprowadzic ze swojego malego,
lylowego domku obrosnietego starymi rozami…
pilysmy kawe siedzac na kamiennej podgrzewanej lawie. starzejemy sie? troszke. kupilysmy malinie gumowe stworki. male okropienstwa. i nawet jesli sie starzejemy to jakos pogodnie. przynajmniej dzis.

juz za pare dni, za dni pare…

tak bym chciala zeby malina czytala dzieci z bullerby, jima knopfa i kubusia puchatka. niestety hexe lili i detektyw sventon to jej ulubione postacie. a niech czyta co chce byleby czytala. kupilam wiec nowa hexe lili ze zdjeciami z filmu i obiecalam, ze jak przeczyta to pojdziemy do kina. blok i kredki i kolorowe gumki w ksztalcie zwierzatek – to wszystko co malina zabiera na 10 dni do chaty. w sobote wyruszamy raniutko. bagaz minimalny, bo pokoiki tycie i na gore trzeba wjechac juz w nartach. zabieram szydelko i wloczke na spodnice dla maliny i ksiazke. juz sie ciesze na to zminimalizowane zycie i zredukowana ilosc zadan: wstac, umyc sie, sniadanie, narty do 16:00, gorace co nie co, prysznic, kilka stron ksiazki, kolacja, krotki spacer i liczenie gwiazd, nierowna walka ze snem, sen.

jeszcze tylko trzy dni pelne turbulencji.

malinowe zwroty

praca domowa z polskiego. malina ma dokonczyc zwroty:
1. smiac sie od ucha do… stóp! – konczy malina
2. miec  w glowie… psoty!
3. pekac ze… zlosci!

ma wymieniac o na ó oraz r na rz:

karzeł – karły
słój – słoje
orzeł – … órzeły (!!!!!)