trzy dni i trzy noce

trzy dni we frankfurcie spedzilam na:
 – wskakiwaniu i wyskakiwaniu z taksowki
 – usciskiwaniu sie z osobami waznymi
 – unikaniu usciskow z osobami niewaznymi
 – staniu na 14 cm obcasach
 – usilowaniu poruszac sie na tych obcasach jakbym biegala boso
 – usmiechaniu sie w sposob zdziwiony, bo zauwazylam, ze w ten sposob unikam nadmiaru kurzych lapek
 – piciu wody sodowej z cytryna, ktora swietnie udaje gin&tonic
 – udawaniu, ze trzy godziny snu absolutnie mi wystarcza
 – udawaniu, ze interesuje mnie rozmowa, ktora mnie zupelnie nie interesuje
 – umieraniu z zazdrosci, ze maz grilluje z malina w ogrodzie a ja sie mecze.

jestem zmeczona, niewyspana i w zlym humorze.

lustereczko moje powiedz mi…

zmusilam meza do obejrzenia slubnej sukni kasi – ksiezniczki.
podstawilam mu laptopa pod nos a on:
 – no jak na angielke to calkiem dobrze wyglada.
mezowska pogarda dla angielskiej kuchni i angielskiej urody jest legendarna.

mnie sie w ksiezniczce podoba smukla talia i super nogi. poza tym wydaje mi sie calkiem przecietna a juz zachwytow nad jej siostra to zupelnie nie rozumiem.

po co?

po co pojechalam z dzieckiem do sklepu z drewnem?
po co wybieralam pol godziny domeczek dla ptaszkow?
po co wybieralam farbe w obi, zeby domek byl bordowy?
po co maz malowal ten domek pol dnia?
po co kiwal sie na drabinie by go zawiesic na lipie?
no po co?
jak te glupole bija sie o mokre serwetki (malina bawila sie w piknik pod krzakiem i rozmoklo tam kilka serwetek) i mech i znow buduja gniazda w plocie.
a jeden jak co roku buduje nad wejsciem do szopy. chodze tam co pol godziny i trzaskam drzwiami. siedzi taki wtedy skulony i udaje, ze go nie ma. a ja wiem, ze jest i ze znow zlozy tam jajeczka (malutkie, turkusowe:-) i jak co roku je opusci, bo mu te trzaskajace drzwi przeszkadzaje je wysiadac.
no co ja z nimi mam.

dlaczego.

ja rozumiem – niestety – ze jak ma sie domu zaniedbana, zlosliwa, glupawa zone to mozna sie zapomiec, zwariowac i rzucic w odmety nowego malzenstwa z mlodsza, sliczna, wysportowana i inteligentna istota, wlascicielka biustu c78 patrzacego w niebo bez push up-u, ktora co rano muska skronie przyproszone siwizna jakby glaskala pluszowego misia.

ale dlaczego jak sie fajnie zyje, z fajna babeczka, madra, zgrabna i kobieca, z ktora ma sie fajne dzieci, to sie ja rzuca dla krzywonogiej, glupawej, humorzastej wlascicielki twarzy pelnej krost?

i ciagle pokazuje sie ja na fejsbuku jakby chcialo sie wziac udzial w konkursie na najbrzydsza partnerke zyciowa.

no nie rozumiem i juz.

nieborak…

wygladam okropnie i w najblizszym czasie nikomu sie nie pokaze. i smiac mi sie chce i plakac. i szczesliwa jestem i przerazona. od trzech tygodni martwilam sie swoja twarza. lekarz obejrzal, wycial, oznajmil, ze to byla ostatnia faza przed rakiem zlosliwym, ale ze reagujemy w pore, ze wysle do badania, ale to tylko proforma. ze jest ok.
gdyby to nie byla twarz nawet by mi do glowy nie przyszlo zeby pojsc do lekarza.