malina postanawia dzis piec ciasteczka:
– ty sprzatnij kuchnie a ja ide po foremki.
i poszla do piwnicy.
zaczynaja sie schody.
przegladamy polska prace domowa. na sobote malina ma przygotowac sie z tekstu o patriotyzmie. wnuczek z dziadkiem rozmawiaja o powstaniu warszawskim. tlumacze co to bylo powstanie warszawskie i przypominam pomnik, ktory malina widziala w warszawie. i ze niemcy, i ze mlodzie ludzie, i wojna… malina z lekka zdezorientowana:
– ale to byla wojna swiatowa? wiec wszystkie panstwa walczyly a nie tylko niemcy i polska?
opowiadam, ze zaczelo sie na poczcie gdanskiej napadem niemcow na polske. glupia ta historia jak i glupi ludzie, ktorzy ja tworza. wiem to od zawsze, ale czuje mocniej teraz, kiedy musze cos wytlumaczyc dziecku, cos o czym nie mam ochoty myslec. jak mam wytlumaczyc, ze milosc do flagi to po jednej stronie nacjonalizm, a po drugiej patriotyzm? o ile latwiej byc matka pol-wloszki, pol-francuzki, pol-amerykanki – mysle sobie. malina zalapuje niezrecznosc sytuacji:
– moja ojczyzna jest niemiec a troche polska, a twoja ojczyzna jest polska a troche niemiec… to my mamy wiecej niz inni!
– no sa jeszcze kosmopolici, ktorzy mieszkali w tylu krajach, ze sa obywatelami swiata.
– o! to w przyszlosci ja bede kosmitka!
– kosmopolitka.
– no dobrze.
przeczytalysmy tekst jeszcze raz. wytlumaczylam po co jest schron i dlaczego solidarnosc musiala walczyc na ulicy o swoje prawa i … ciesze sie na dyskusje o seksie, porodzie itp, bo mysle, ze beda latwiejsze.
swiat 3D i swiat 1000D.
w malinowej klasie wszystkie dzieci zostaly zachecone a rodzice spytani o zgode na udzial w programie "czytanie. dzieci dostaja log in, nickname albo moga uzywac wlasnego imienia. loguja sie, z listy ksiazek wybieraj ksazke, czytaja ja a potem maja odpowiadac na pytania w komuterze na temat tej ksiazki, zbierac punkty a na koniec roku dyplomy.pani moze tam zagladac i sprawdzac czy dzieci czytaja i czy czytaja ze zrozumieniem. jako jedyna mama w klasie nie zgodzilam sie na udzial maliny w tym programie. i jako jedyna jestem oburzona. i pewnie bede musiala "ustapic", zeby malina nie byla "poza" i to oburza mnie jeszcze bardziej. nie podoba mi sie idea, zeby dzieci zachecac do czytania dyplomami i nie podoba mi sie, ze sprawdza sie ich zaangazowanie online. dziecko ma czytac, bop czytanie jest fantastyczna przygoda i ma o tych ksiazkach rozmawiac z mama, tata, pania w szkole i kolezankami a nie z formularzem w komputerze, ktory punktuje czytanie ze zrozumieniem. jestem absolutnie osamotniona w tej opinii i mysle, ze wcale tego tematu nie porusze w czwartek na spotkniu z rodzicami, bo nie mam ani jednego sprzymierzenca.
znam wszelkie, piekne argumenty dotyczace 21 wieku i obeznania z komputerem. ale to sa argumenty naszego pokolenia, ktore wychowalo sie bez komputera i dopiero w doroslym zyciu musialo zmagac sie z trudnosciami, ktorych wspolczesny komputer zwyczajnie nie ma. dzis koputer jest prosty jak drut. obsluguja go bacie i calkiem malutkie dzieci. nie chce zeby moje dziecko odkrywalo swiat przez ekran, cwiczylo pamiec przez ekran, pojmowalo matematyke przy ekranie a w koncu opowiadalo o nocowanie na sianie w dzieciach z bullerby ekranowi.
przypomnial mi sie taki film reklamowy znajomego rezysera:
http://www.youtube.com/watch?v=VndRdVjOjRU
dziecko musi dotykac, czuc, wachac, pocic sie i marznac.
w malinowej klasie niektorzy rodzice zrezygnowali z hortu. dzieci szybciutko biegna do domu prosto ze szkoly, nie zatrzymujac sie przy automacie z guma do zucia i probujac po raz setny jakims metalowym krazkiem oszukac te skrzynke i zdobyc upragniona gume. nie. dziecko idzie prosciutko do domu, bo tam czeka nan komputer. rodzice wiedza, ze jest ok, super, bezpiecznie, taniej niz hort, mozna nawet wyjsc po zakupy i zostawic dziecko w domu bez opieki. ono moze nawet tego nie zauwazyc. taka fajna niania i w dodatku trenuje pamiec, liczenie i czytanie.
malinowe meble.
nowa szafa z wiema wielkim szufladami na dole, piekne biurko z krzeslem, bialy regal nad biurko z poleczkami i mini szufladkami, wrzpsowa lampa niby starodawna, szafka nocna. wszystko pakuje wlasnie wlasnie jak umiem i czekam az wroci po to spedycja. nigdy wiecej nie zamowie czegos przez internet.
z nerwow boli mnie brzuch, poryczalam sie jak glupia i taki mnie szlag trafia, ze nie wiem co ze soba zrobic.
malina poszla dzis do hortu, zebym miala czas w spokoju przygotowac jej pokoik.
piatek wieczor. jak przed laty: moja ulubiona pora tygodnia.
co to byl za tydzien. malo spalam. pisalam. telefonowalam. pisalam. dzis skoro swit sprzatnelam liscie wzdluz plotu zeby zobaczyc troche swiatla i pooddychac swiezym powietrzem, ale juz o 8 klikalam w klawiature. mam zakwasy w dloniach normalnie. deszcz projektow. szalenstwo. dobrze, ze malina ma ferie i jest 4 dni u dziadkow. maz pojechal teraz po indyjskie jedzenie, otwieramy wino ale najpierw ide do wanny odciac sie od tego matrixu. wygladam jak wlasny duch i troche kreci mi sie w glowie. jutro maz ma mnie wyprowadzic na spacer a w niedziele malujemy malinowy pokoj na ciemnolylowy, bo w poniedzialek przychodza nowe malinowe meble. jeszcze tylko miesiac i swiat zacznie krecic sie w zimowym tempie, zaczna sie glupawe bozonarodzeniowe party, niepotrzebne prezenty-gadzety, kalendarze adwentowe, ale jakos w tym roku bardzo sie na to ciesze. bede sobie stala, usmiechala sie i cieszyla sie tym dziwnym rokiem, ktorego tempo przyprawilo nas wszystkich o zawrot glowy. ciesze sie na grudzien.
my sie nie damy. z serii: remont lazienki.
lubimy rzeczy proste. zbieraja malo kurzu, nie nudza sie. mozna je podkrecic jakims kolorowym elementem albo wrecz przeciwnie: bialym. pamietamy jakiej glupawki dostawalismy przy lazience goscinnej na dole w wyniku czego mamy kibelek w cenie fotela z cielecej skory a kafle ze specjalnej jury syberyjskiej. jest piekna tylko strasznie sie kruszy i nie wiadomo czym ja myc. na przyklad odwapniaczem nie. wiem bo mam piekna biala plame pod odwapniaczu, ktora mi to codziennie przypomina.
no wiem nie z nami te numery. szlachetne materialy nie dla nas. wspolczesna technika i materialy umozliwiaja wylozenie lazienki kaflami, ktore tez sa piekne a ktore mozna traktowac odwapniaczem, kwasami wszelakimi, szorowac piaskiem nawet i nic! wanna – zaden tam cereamid, silikon czy inny duren. piekna ma byc metalowa i emaliowana. amen.
idziemy do studia lazienkowego i dokladnie jak rok temu zapominamy o wszelkich postanowieniach zaraz po przekroczeniu progu. umywalka podoba nam sie betonowa. w oko wpada nam wanna z jakiegos mineralu prasowanego. podchodzi do nas pani o wymiarach modelki ale z biustem, przesuwa reka po brzegu tej wanny i pyta:
– panstwu podoba sie ta wanna? mnie tez.
pewnie zaraz spadnie z niej tez sluzbowy brazowy garnitur, spinka zsunie sie z wlosow i pani zaprezentuje nam jak bardzo lubi te wanne. oczywiscie ja ja tez od razu polubilam. pani jest niezdecydowana co do nas. podjechalismy niezlym autem, ale oboje jestesmy ubrani jakbysmy wlasnie przekopali caly ogrod. czy stac nas na taka wanne? widac, ze ma klopoty z klasyfikacja. maz pyta o szczegoly a ja czy wanna jest wygodna, bo ma takie strome brzegi. czuje, ze pani lekko sie waha, ale jednak proponuje:
– prosze sie w niej polozyc. jest szalenie wygodna.
z trudem zdejmuje traperki, glosno sie cieszac, ze mam biale skarpety wiec akurat pod kolor wanny. wiem, ze maz umiera ze wstydu, ale wesolo pyta:
– wygodna?
– bardzo!
na to haslo maz wchodzi do akcji, mierzy, bada kanty, wyjmuje piekny korek, ktory… o zgrozo!… wypada mu z reki i z brzekiem spada na to lotusowe cudo, podskakuje dwa razy i obraca kilka razy jak baczek. przez twarz pani przebiega skurcz, ale jest prawdziwa profesjonalistka. z usmiechem wyjasnia, ze nic nie moze sie stac a jesli juz, to mozna kazda ryse lekko przetrzec delikatnym papierem sciernym. dobra to do konkretow: ile? duzo, choc troche mniej jednak niz moj samochod. ale co tu porownywac. samochod jest maly a wanna duza to i droga, tak? w dodatku jesli studio pod kierownictwem tej pani zaplanuje nam reszte lazienki to dostaniemy specjalna cene. specjalna scena to mniej wiecej tyle za ile wyremontowalam dolna lazienke i kibelkiem drogim jak skorzany fotel. ale zanim ja kupimy musi odwiedzic nas statyk, bo wanna jest bardzo ciezka i nie mozna jej postawic w starym domu a jesli juz to trzeba ja ustawic za pomoca dzwigu, normalnie moze ja uniesc 5 mezczyzn na raz. maz juz wymienia sie wizytowkami, umawia terminy a ja wybieram kafelki i kafeleczki w tej cudownej mglistej bieli. jeszcze tylko termin na nastepne spotkanie i wio do domu. dojezdzamy do domu.
– nigdy w zyciu nie kupie wanny, ktora jest wieksza, ciezsza i drozsza niz ta cala nasza chatka! – smieje sie.
maz sie tez smieje:
– no zobaczymy co powie ten statyk.
– nic nie powie. ja tej wanny nie chce zeby nie wiem co. mielismy byc rozsadni.
– no ale tak ci sie podobala?
– podobala, ale jest niewygodna, bardzo niewygodna.
– ale prawie nie chcialas z niej wyjsc.
– tak. zeby dokladnie sprawdzic jaka jest niewygodna.
– to nie kupujemy?
– w zadnym razie!
kolejny stracony dzien. dlatego nasz remont lazienki trwa dluzej niz u innych.
pawlow sie klania. z serii: remont lazienki.
rok temu remontowalismy lazienke goscinna na dole. bylo to trudne zadanie, bo lazienka za mala na porzadna lazienke z wygodnym prysznicem ale za duza zeby postawic tylko kibelek i powiesic umywalke. rysowalismy, mierzylismy, dwie rozne firmy rysowaly i mierzyly i wszystko bylo fajnie dopoki nie wchodzilismy do lazienki zeby porownac plan na papierze z rzeczywistoscia. moj maz jak wchodzi do lazienki to od razu chce mu sie siusiu, wiec natychmiast z niej wychodzi i biegnie do drugiej. no tak ma i to sie nie chce zmienic. umieralam ze smiechu jak przyszli robotnicy i maz musial im cos tlumaczyc. strasznie sie meczyl.
teraz bierzemy sie za lazienke na gorze. jakiez bylo moje zdumienie i pekniecie ze smiechu, kiedy weszlismy z miarka zeby zobaczyc jaka duza moze byc wanna a moj maz natychmiast mnie przeprosil i pobiegl na dol. na siku.
a ze po drodze zawsze zdarza sie cos: telefon, malina potrzebuje pomocy, listonosz zadzwoni do drzwi… u nas remont lazienki trwa chyba dluzej niz u innych.
cdn.
malinowa mimi
od urodzenia malina dostaje od roznych prominentnych znajomych markowe pluszaki jak te od knopf in ohr. co z tego kiedy od lat kocha swoja mimi. mimi kosztuje chyba 3 euro i od kilku lat lezy w ikei w wielkich koszach, worach w ilosci mierzonej tysiacami. mimi jest z lekka sprana, nosi wydziergana przeze mnie spodniczke na szelki, z dziurka na ogonek i towarzyszy malinie wszedzie. reszta pluszakow spedza dwa tygodnie w malinowym pokoju, potem miesiac w skrzyni wiklinowej w piwnicy a potem wedruje dalej do kogos kto je pokocha. zycze kazdemu niebotycznie drogiemu, ekologicznie wyprodukowanemu tygryskowi takiej milosci jaka otrzymuje malinowa mimi.
po haloweenowej nocy a. nocuje u maliny. a. wyciaga do spania ukochanego jednorozca, malina mimi. na to a:
– o! taka masz tez mialam i moja siostra tez! taka mysz ma chyba kazdy! w ikei sa tasiace takich myszy. kazda taka sama.
malina na to spotanicznie:
– taka sama? mimi moze wyglada podobnie, ale nie jest taka sama. ona jest m o j a!!!

malinowe oczko.
malina czarownica, a. wampir. szykuja sie w przedpokoju na haloween party. ja, wiedzac, ze dzieci na koniec beda biegaly od odmu do domu wolajac süss oder sauer!:
– malina zebys koniecznie zalozyla cieple spodnie pod te suknie. te czarne. wkladam ci do torby. bedziesz pamietac?
– tak! tak! juz mi mowilas!
na to a.:
– twoja mama tez ci tak ciagle wszystko mowi wiele razy? ja to w ogole nie slucham!
malina zarliwie:
– ja tez nigdy nie slucham!
spotykamy sie wzrokiem. malina puszcza oczko.
wieczor w histerycznym nastroju.
– z kim ty gadasz? – to maz, ktory zawsze wyczuwa, kiedy spinam tylek przy telefonowaniu.
– z davidem. rezyserem…(…)
– powaznie?
– powaznie.
– ja bym umarl chyba z wrazenia jakbym mial z nim pogadac.
– no widziales przeciez, ze tez umieralam. szczegolnie, ze prawie nie umiem po angielsku. musialam sie smiac, zeby to jakos przeslonic.
agencja:
– rozmawialas z nim bezposrednio?
– tak.
– i naprawde chce?
– chce. jego agent sprawdzi jego timing do poniedzialku.
– ale on chce?
– chce.
– powaznie?
– powaznie.
– to niemozliwe!
– mozliwe.
– przez ciebie cala agencja nie bedzie mogla spac.
– no i dobrze. ja nie spie juz od dwoch dni.
– wariatka.
– no!
moj szef:
– eee nie!
– no!
– niesamowite!
– no!
– super!
– no!
– jak to sie uda, oglaszamy boze narodzenie 15 grudnia!
– no!
maz:
– szef?
– no!
– cieszy sie co?
– no!
– umiesz jeszcze cos w jakims jezyku poza "no"?
– no!!!