momenty.

tak jak wczoraj zrobilysmy sobie wycieczke na rowerze na lody. malina dostaje jedna kulke i oddaje mi troche zebym miala do espresso. rozmawiamy sobie o zyciu. pewnie jak bede stara, te momenty beda wracaly jako najcudowniejsze chwile mojego zycia.
 

sliwki.

2007/09/17 09:01:25
LYLOWA!
Śliwki pestkuję i wkładam do garnka emaliowego, albo takiego, który nie
ma ebonitowych rączek. Nagrzewam piekarnik do ok. 180-190 st.C i garnek
stawiam na blaszce. Drzwi piekarnika muszą być uchylone. Sok wyparowuje
i powidła same się zagęszczają. Czasem można przemieszać. Cukru nie
daję w ogóle. Na gorąco wkładam w słoiczki. Wycinam z pergaminu
kółeczka wielkości słoiczka, zamaczam w spirytusie salicylowym ( z
apteki ), nakładam na wierzch powideł i zakręcam wieczko. Tak robię
przy wszystkich dżemach i pleśn nie wchodzi. Można też w otwartych
słoikach zapiec powidła na wysokiej temperaturze, aż się utworzy na
wierzchu skorupka i tak zakręcać!

dzieci – reality show

Jedzenie pająków, zamykanie bohaterów w klatkach czy
zamienianie żon i mężów – to już się znudziło. Królowie pop-rozrywki
rzucają więc spragnionej widowni coraz silniejsze doznania. Telewizja
CBS pojutrze wyemituje pierwszy odcinek "Kid Nation", czyli "Państwa
dzieci".

Pomysł jest prosty – 40 dzieciaków w wieku od 8 do 15
lat (większość – od 10 do 13) próbuje bez dorosłych i w trudnych
warunkach stworzyć własną społeczność.

Ekipa CBS wywiozła dzieci
do opuszczonych sto lat temu i nieco odrestaurowanych ruin miasteczka
Bonanza w półpustynnym stanie Nowy Meksyk. Dzieci spały na podłodze,
nie miały kontaktu z rodzicami. Same musiały gotować, prać, naprawiać
zepsute meble, rozstrzygać spory. Wybrały czteroosobową radę. Przez 40
dni zdjęcia kręcono po 10-12 godzin dziennie.

Nie było rytuału
wykluczania uczestników, za to na wieczornych naradach każde z dzieci
mogło powiedzieć, że ma dość i chce wrócić do domu. Kilka z nich z tego
skorzystało.

Dzieci dostały za udział w programie po 5 tys. dol.
"kieszonkowego", co jak na pieniądze od medialnego koncernu w USA jest
sumą dość śmieszną. Po koniec każdego z odcinków wybierano "szczególnie
zasłużonego" uczestnika, który dostawał gwiazdę szeryfa ze złota wartą
ok. 20 tys. dol.

Już na długo przed premierą program wywołał
burzę. Odezwali się obrońcy praw dzieci, prawnicy strzegący praw
pracowniczych, psychologowie. Atakowana jest sama CBS, ale też – a może
jeszcze mocniej – rodzice, którzy wysłali dzieci do programu.

Dostali
do podpisania, i – co dziwniejsze – podpisali, umowę, która zwalnia
producentów z wszelkiej odpowiedzialności. "Ekstremalnie niskie i
wysokie temperatury, przestępstwa, powodzie, utonięcia, utrata
orientacji w terenie, zderzenia, upadki, zatrucie (…) – dobrowolnie i
w pełni akceptuję te zagrożenia (…) i w imieniu swoim i nieletniego
zrzekam się prawa do odszkodowań".

Co więcej, rodzice zrzekli
się też prawa do pretensji, "jeśli dziecko zdecyduje się na zawarcie
intymnej relacji jakiegokolwiek rodzaju z innym uczestnikiem albo
(uwaga!) inną osobą" i w związku z tym dojdzie do "zaburzeń
emocjonalnych, zarażenia chorobami płciowymi, HIV lub ciąży".

Do
tak drastycznych wypadków nie doszło, ale – podobno – czworo dzieci
wypiło żrący odplamiacz, a jedna dziewczynka oparzyła się olejem
podczas smażenia. Mama tej dziewczynki skarży CBS. To ryzykowne, bo w
umowie podpisała, iż przez trzy lata zachowa w tajemnicy wszystko, co
działo się na planie. Za jej złamanie grozi rodzicom kara w wysokości 5
mln dol.!

– Jak podłym trzeba być, by zgodzić się na takie traktowanie własnego dziecka – pytał słuchacz w porannej audycji radia Fox.


i tacy, którzy uważają, że rodzice wiedzieli, co podpisują, więc innym
nic do tego, a budowanie atmosfery skandalu i przecieki do prasy to
sprytna gra CBS, by zapewnić sobie rekordową oglądalność i zyski.

O
ile obrońcy dzieci uważają, że kontroli nad nimi było za mało, to
prawnicy strzegący praw pracowniczych mówią, że CBS miała jej za dużo.
Chodzi o to, że telewizja, płacąc dzieciom tylko 5 tys. dol., twierdzi
że one nie "pracowały", a tylko "brały udział" w czymś w rodzaju "obozu
skautowego uczącego budować więzi społeczne".

Rodzice, których
dopuszczono na plan w ostatnim dniu zdjęć, opowiadają jednak, że
reżyserzy kazali dzieciom powtarzać kwestie, inaczej się ustawiać,
itp., a więc dzieci wykonywały polecenia, czyli pracowały. Jeśli tak,
to CBS musi zapłacić im normalne, dużo wyższe stawki aktorskie.

Związki
zawodowe aktorów, a także prokurator stanu Nowy Meksyk zastanawiają
się, czy nie wystąpić przeciw CBS do sądu, zarzucając wykorzystywanie
dzieci do pracy.

"LA Times" dotarł do czwórki bohaterów "Kid
Nation". Mówią: – Sterczenie całymi dniami przed kamerami było ciężkie,
ale chętnie zrobilibyśmy to jeszcze raz.

Znany felietonista
branżowego pisma "Variety" Brian Lowry podsumowuje: "Takie programy są
dużo mniej okropne, niż telewizje chcą je przedstawiać. Ale zostawiają
w psychice, zwłaszcza dzieci, mocne ślady. Producenci i szefowie
telewizji powinni sobie zadać proste pytanie: Czy chcieliby, by ich
dzieci w czymś takim brały udział?".

Linki

Oficjalna strona programu:

http://www.cbs.com/primetime/kid_nation/

Parodia programu:

http://www.realitytvspoiler.com/index.php/2007/09/14/
star-jones-talks-about-kid-nation-the-controversy-continues-to-run-in-circles/

Kontrakt:

http://www.thesmokinggun.com/archive/years/2007/0823071kidnation14.html

Źródło: Gazeta Wyborcza

brak energii.

mam prawdziwego work bluesa. w mojej pracy nie widze sensu, uroku, celu ani przyjemnosci. depresja pourlopowa – jak zdiagnozowala hela. zupelnie nie wiem co robic. jak sie zmotywowac i nakrecic? namowic niechetny umysl na pozytywne myslenie? jestem bezsilna. zmeczona tak samo jak przed urlopem. zniechecona i umyslowo niemrawa. jest mi bardzo zle.

miedzynarodowe konwersacje

samotna mala wloszka grzebie dol albo studnie. nie zwaza na przeciwnosci losu czyli fale morskie. ktore regularnie i skutecznie niszcza wyniki jej pracy. malina lapie kubelek i pedzi do niej w podskokach. przystaje, cos tam mowi. ona cos odpowiada. zaczynaja sie bawic i paplaja bez wytchnienia. dopiero pora obiadowa przerywa te sielanke. dziewczynki podbiegaja do nas i wloszka mowi cos z czego udaje mi sie wylapac "domani". malina tlumaczy szybko:
 – ona mowi, ze tu jutro przyjdzie. my tez przyjedziemy, dobrze? dobrze? dobrze? prooooosze!
 – no pewnie, ze przyjdziemy! – odpowiadam totalnie zaskoczona, bo sama nie jestem akurat pewna, czy domani to jutro czy niedziela.
pytam ja potem w samochodzie w jakim jezyku tak caly czas rozmawialy na co malina, jakby to bylo zupelnie oczywiste:
 – po angielsku.
 – to ty umiesz po angielsku?
 – tak.

za stara jestem na te nowosci.

odechciewa mi sie pracowac. popoludniu dostalam projekt, w ktorym portal do poszukiwania znajomych pokazuje pare wdrapujaca sie po skale, kamien obsuwa sie spod nog i jedno spada w przepasc. claim pociesza, ze nie ma sie co martwic strata przyjaciela, bo oto nowy portal zapewni ci szybkie znalezienie nowego. wiem, ze w internecie dziala juz tylko szok, perwersja i skandal. ale jakos nie daje sobie z tym rady.

pierwszy dzien w pracy.

jestem na pierwszym podgladzie nowej reklamy zaprzyjaznionego rezysera. po wybiegu niby kocica sunie sliczna dziewczyna z chmura rudych wlosow. cudowne cialo, cudowne wlosy, zielone oczy. patrze na nia jak zaczarowana. operator zdjec, malarz i artysta z londynu swiatlem wydobyl z tej pieknosci slonce, radosc, seksowny czar. milcze i slucham komentarzy. jakos nie moge wczuc sie w dyskusje z rezyserem, ktory broni tej 30 – sekundowki. tlumaczy, ze niestety agencja uparla sie na te modelke. tak? a byly lepsze w castingu? byly. ale oni sie normalnie uparli i trzeba bylo pracowac z ta. byly klopoty z makijazem i panna nie umie sie ruszac. no ale nic dziwnego. za stara jest. za stara?
 – ila ma lat? – wyrywa mi sie spontanicznie.
 – no 21!
pierwszy dzien po urlopie a juz dzis znow nic mi sie nie chce.