malinowe dokumenty.

cala droge cwiczylysmy lekki usmiech. nie szczerzenie sie konskie i bez przygryzania dolnej wargi tylko lekki przyjazny usmieszek. jak wietrzyk.
pani ustawila swiatlo, wybrala blekitne tlo. malina usmiecha sie lekko, ale w ostanej chwili pstryk! szczerzy sie od ucha do ucha i przygryza dolna warge. jeszcze jedna proba. to samo trzecia, czwarta. moje dziecko wyglada dokladnie jak ja 35 lat temu: kon z przygryziona dolna warga i strasznie krzywym przedzialkiem. tatusiowi kreca sie lzy w oczach: jaka piekna. no piekna.
jutro idziemy w trojke zlozyc dokumenty. do szkoly.

remont generalny.

natchniona rada psycholga zaprzyjaznionej blogowiczki a., zeby zadbac i o dusze i o cialo, zarezerwowalam turnus jogi w gorach.
cialo, dusza i mozg.
potrzebuje generalnego remontu. z korzyscia dla dziecka, meza i kolegow w pracy.

malinowe (nie)zasypianie.

od dwoch lat malina zasypia przepieknie. bajka po polsku od mamy albo po niemiecku od taty, calusy, przytulanki, masaz stopek i dziecko zadowolone z zycia spi. no ale pczywiscie sa wieczory, kiedy malina za nic nie moze zasnac i wymysla tysiac powodow, dla ktorych powinnam przyjsc, nie zloscic sie, tylko pozwolic jej wstac i pobiegac po ogrodzie. pierwszy raz jestem zawsze mila a od kilku miesiecy jestem nawet trzeci raz mila, bo pomyslalam sobie, ze to juz ostatnie lata. niedlugo malina zamknie drzwi, bedzie do poduszki czytac ksiazke i nie bedzie mozna jej przeszkadzac. wspinam sie wiec do niej po schodach, wysluchuje bardzo waznego powodu, dlaczego malina nie moze spac, smaruje kremikiem kolanko, ktore nagle nie wiedziec czemu boli, brzuszek w ktorym burczy tak glosno, ze biedne dziecko nie moze zmruzyc oka, przyklejam plasterek na bardzo chory palec i kradne 5 dodatkowych calusow.
kiedy malina nie moze zasnac, to u nas na dole niemal wyczuwalne jest to jej skupienie, ten intelektualny wysilek, te meki dantejskie, ktore nasze dziecko przechodzi, zeby zwabic jedno z nas na gore. i kiedy rozlega sie niesmiale: mamuuuuusiu!!! albo paaaaaapa!!! smiejemy sie i jedno z nas (wywolane wlasnie do tablicy) czlapie na gore na ratunek.
wczoraj malina przechodzila test na pluca i musiala wdychac lekarstwo, ktore pobudza bardziej niz podwojna kawa. malina postanowila wykorzystac to w walce o zasniecie na sofie na dole:
 – mamuuusiu!!! – slyszymy.
czlapie wiec. moje dziecko lezy zmartwione i jakby niezadowolone i niemal ma do mnie pretensje:
 – mamusiu… no ja sama nie wiem. moze ty mi powiesz czemu ja nie moge zasnac. staram sie i staram i nic. nic we mnie nie chce spac. kazda czesc, nozki, raczki no wszystko mam takie zywe. no juz sama nie wiem co robic… – sprytnie przerzuca problem na moje matczyne barki.
 – hmmm… no nie wiem. moze musisz pomyslec jaka bylas zmeczona przy obiedzie?
 – juz o wszystkim myslalam. i nic.
 – no to ja tez nie wiem. moze lez sobie spokojnie i sen przyjedzie sam?
 – tak. mysle, ze gdybym lezala spokojnie u was na dole to by sen bardzo szybko przyszedl. tak!
zabieram malinowa koldre. schodzimy po schodach. malina triumfalnie. peka z dumy i radosci, pod pacha sciska mysze mimi i stara sie wygladac na zatroskana.

a potem jestesmy swiadkami cudu, ktory znamy juz z kilku podobnych wieczorow. ukladam maline na sofie, opatulam koldra i kiwam palcem:
 – malina, jesli nie zasniesz w 10 minut, od razu wracasz na gore.
malina kiwa glowka. calus. w ciagu 5 minut oddycha powolnym, najpiekniejszym w swiecie rytmem spiacego dziecka. 10 minut pozniej maz odnosi ja, nic nie czujaca, do lozeczka. ja drepce z koldra i mysza. i juz.

wpis z dziennikow: zyciowa rola: mama

zainspirowana dzisiejszym wpisem stefane zapytalam meza co on na to zebysmy zrobili malinowy test na inteligencje.

– ale po co? – zdziwil sie maz.

– no zeby wiedziec.

– ale ja wiem.

zawstydzilam sie i przyszla mi na mysl jedna z przygod muminkow.
muminkowi stalo sie cos takiego, ze co bylo okragle zrobilo mu sie
cienkie a co bylo male stalo sie olbrzymie. stal sie potworem.
wszystkich przekonywal, ze jest przeciez muminkiem, ale nikt mu nie
wierzyl. byl zrozpaczony i samotny. tylko mamusia muminka WIEDZIALA, ze
to jest muminek. i ta wiara i milosc go uratowaly. bo mama jest od tego
zeby wiedziec.

macierzynstwo.

caly dzien siedzimy pod pierzyna w pizamach. malina jest ciezko chora i jedyny sposob na zatrzymanie jej w lozku jest siedzenie w lozku razem z nia. malujemy mandale i rozmawiamy o zyciu. o duchach. do maliny przychodza duchy w nocy.
 – malina, u nas w domu nie ma duchow, wiec pewnie cos ci sie sni.
 – nie sni. przychodza. ale nie takie wielkie i straszne, tylko takie malutkie. fajne sa.
 ciesze sie, ze do mnie nie przychodza, bo pewnie bym sie przestraszyla. malina zapewnia mnie, ze takich malych bym sie nie orzestraszyla. straszne potwory to co innego.
 – chcesz? namaluje ci strasznego potwora.
 – nie chce.
 – i tak ci namaluje, zebys wiedziala jak wyglada. straszny jest!!!
malina maluje czarnego potwora. zieje ogniem i nawet ma kule u nogi. dookola lataja jakies grzybki.
 – co to za grzybki?
 – to sa okropnie trujace grzyby!!! – straszy mnie malina – on nimi rzuca w ludzi!!!
 – o boze!!! to ja sie boje!!! – dramatycznei odgrywam strach. malina macha mi kartka przed nosem i jeszcze bardziej straszy. no to ja sie jeszcze bardziej boje. malina zmienia glos na straszny glos potwora. ja piszcze ze strachu. nagle dziecko opuszcza kartke i doprowadza mnie do porzadku jak jakis zdenerwowany rezyser, ktory przerywa nieudana scene:
 – ale przeciez ty nie mozesz sie bac. TY JESTES MAMA.

no wlasnie, no wlasnie. tak sobie zawsze wyobrazalam macierzynstwo dlatego nigdy nie chcialam byc mama.
i dlatego tez chetnie jestem mama, bo mi to dodaje sil.

rodzicielskie rownouprawnienie.

malina, kiedy nie ma taty budzi sie z tragicznym wyrazem twarzy i zaczyna dzien od dramatycznego: a gdzie jest tatus? nie maaaaaaaaaaaaa?!!!…
smucilam sie troche z tego powodu.
az kiedys maz opowiedzial mi, ze niby u nas rownouprawnienie ale jednak czuje sie, ze mama jest dla dziecka wazniejsza i ze kiedy mnie nie ma to malina budzi sie z tragicznym wyrazem twarzy i zaczyna dzien od dramatycznego: a gdzie jest mamusia? nie maaaaaaaaaaaaa?!!!…

chora malina.

od 10 dni leczymy maline na zapalenie pluc. bez wiekszego skutku. w piatek nastepne pobranie krwi zeby soprawdzic czy to mononukleose. w poniedzialek winiki. nie wiem co jest gorsze. boimy sie, martwimy, dbamy, staramy sie. normalnie wszytko traci sens.

zabawki

zrobilam tu dlugi, emocjonalny wpis o winnenden. ale moze on nie powinien
powstac, bo mi przepadl. wyskakuje ciagle jakis error.
zrobilam go wiec u zuzi i tam tez sobie go niechcacy skasowalam. wiec go nie ma.

sedno jednak bylo w tym, ze od zawsze darze nieufnoscia ludzi
niesmialych. nie lubie ludzi przesdnie skrytych, zamknietych w sobie.
wole narzekajace mimozy, cholerykow, nieznosne gaduly. niech taka
tajemnicza osoba skrywa jakies piekne sekrety, ktorymi nie chce sie
dzielic ze swiatem. ale co jesli skrywa bol? jesli skrywa upokorzenie?
jesli niesmialosc od dziecka odgradza ja od swiata. latami panuje nad
emocjami az w koncu nie daje sobie sobie rady i wybucha.

az jako nastolatek dostaje zabawke, ktora rozbiudza w nim emocje i
wola reklamowym sloganem: finish the fight. jump in. w tym roku a
cannes grand prix wygral spot: http://www.youtube.com/watch?v=cGt3hcSgXHQ&feature=related. muzeum wirtualnych wojen. believe. live.

nigdy nie ogladam dziennika, wystarcza mi wiadomosci radiowe.
telewizja – a teraz i internet – karmia sie ludzkim ciekawstwem, checia
pomacania masakry, zobaczenia ostatnich drgawek, oderwanego bomba
ramienia. duza ogladalnosc, drogie reklamy. towar naprawde bombowy, bo
w gre wchodza duze pieniadze a publika siedzi przed ekranem jak
zaczarowana. wiadomosci bez krwi sa nudne jak program oswiatowy przez
12 w poludnie. ale dzis obejrzalam ten filmik nakrecony komorka z
ostatnich minut. i smierc tego chlopaka. i wbrew moim uczuciom i
pogladom pomyslalm, ze dobrze, ze ten film krazy po internecie. niech
zobacza go wszyscy bohaterowie sekretnie planowanych tragedii. nie ma
zadnego slow motion, krew nie rozpryskuje sie malowniczo po betonie,
nie ma lapiacego za serce padania na kolana i malowniczego konania.
jest szybka, glupia smierc. ani troche spektakularna. jakby przez ekran
przewialo jakas torbe foliowa. moze ten film pomoze sie ocknac?