malina zna pojedyncze litery, umie napisac mama, tata, babcia, swoje imie. nigdy nie skladalysmy literek w slowa, waldorf uczy alfabetu bardzo powoli i dopiero w szkole. kiedys w styczniu, po jakies internetowej dyskusji o czytaniu, kiedy okazalo sie, ze wiele dzieci czyta juz w pieluchach, pokazalam malinie elementarz. niestety to nie jest na cierpliwosc maliny. malina kazala sobie slowa przeczytac a kilka dni pozniej "przeczytala" je … na pamiec. dalam jej spokoj, oddajac sie we wladanie swojej intuicji i antropozofii. malina ciagle liczy, dodaje, odejmuje, dzieli, ale literki ja nudza.
tydzien temu malina znow majstruje przy swoich biednych zebach, ktore sztywno siedza i ani mysla sie kiwac. wszystkie kolezanki maja przynajmniej po jednej szczerbie a malina caly garnitur i strasznie cierpi z tego powodu.
martwi sie i wciaz szuka powodow tego szczekowego stanu rzeczy. spontanicznie przychodzi mi do glowy argument antropozofow: zeby wypadaja jako znak, ze dziecko jest gotowe do szkoly! malina kreci glowka wyraznie niezadowolona:
– ale ja jestem gotowa!
– tak jestes. ale jeszcze nie umiesz czytac. moze dlatego? – dopiero przy znaku zapytania lapie sie na goracym uczynku. jestem matka-idiotka, taka co stoi z boku jak trener z gwizdkiem i wola: go! go! go!!! pcha dziecko do pierwszego rzedu, pogania w wyscigu szczurow. ale malina jest cala rozpromieniona:
– tak. masz racje. jutro naucze sie czytac.
– ok. a teraz do lozka.
nastepnydzien. dzien dziecka. malina siada z ksiazeczka: "unser essen" i pocac sie z wysilku… czyta. nie zachwycam sie jeszcze tylko usmiecham. znam ten numer: malina zna na pamiec 10 minutowe teksty. ale ksiazeczka jest nowa. pokazuje malinie slowa a ona wedle mojej rady "slizga sie" po literkach i normalnie – powoli bo powoli – czyta. normalnie cud nad wisla, fatima portugalska, kariera dody, milion wygrany w totolotka. wolam meza. maz siada obok a malina malo palca na tych literkach nie zlamie, ale… czyta!!! normalnie nas zatkalo. no ja jej tego nie nauczylam ani maz. w polskim przedszkolu zabawowo ucza sie literek malujac weze a z nich literke s albo jajko i literke o itp. w przedszkolu waldorf nikt nie zajmuje sie alfabetem, dzieci strugaja lodke jako symbol wyplyniecia na szerokie wody: do szkoly.
– a skad ty tak umiesz czytac? – pytam maline
– no z ksiazeczki.
no tak. no tak. i teraz od trzech dni malina nie robi nic innego tylko czyta. wszystko jak leci. po niemiecku, po polsku. powoli. potyka sie na niemieckich umlautach i na sz, rz, cz. podglada moj czat z rezyserem po angielsku, literuje, hmmm jakos nie brzmi jak cos co zna. czytam wiec fonetycznie: "of kors" a malina na to: aha, po angielsku natürlich?
w czasie przygotowywanie kolacji malina powolutku czytala mi historie o myszy.
+++++++
nagle zrobilo mi sie strasznie wstyd, ze zwatpilam w waldorf.