odbieram maline z przedszkola. strapiona pani prosi mnie na strone. serce szybciej mi bije. czyzby malina narozrabiala? no najwyrazniej bo pani pyta:
– czy u panstwa sa jakies klopoty w domu? czy cos sie stalo? jakies niepokoje, jakies problemy? jakas zmiana?
– ??? hmmm… nie. a dlaczego?
– bo malina taka dziwna jest. niespokojna, zlosliwa, niegrzeczna.
nie bardzo wiem co powiedziec, bo wlasnie wczoraj wieczoraj gadalismy z mezem, ze to taki dobry czas, ze malina tak sie stara, jest taka pomocna, zadowolona z zycia, wstaje w dobrym humorze, idzie spac usmiechnieta, troche sie wymadrza i troche marudzi ze slodyczami ale poza tym juz dawno nie czulam, ze dziecko zyje w takiej wewnetrznej harmonii. chyba wszyscy czujemy, ze poprawa zdrowia ozlocila nasze zycie od nowa.
no wiec krece glowa i odpowiadam, ze wrecz przeciwnie. moze tak dlugo nie bylo jej w przedszkolu, ze trudno jej sie znalezc w grupie? ale nie, w grupie jest super, malina jest niegrzeczna w stosunku do przedszkolanek.
– tak? a co robi?
pani opisuje sytuacje, kiedy malina komentuje kolczyki u swojej kolezanki:
– niedobrze, ze przeklulas sobie uszy, na starosc bedziesz miala wielkie dziurki i obwisle uszy! – krytykuje malina pewnie z zazdrosci. powtarza zreszta moja opinie, bo niestety nie lubie kolczykow u malych dziewczynek. na to pani przedszkolanka:
– a co ty opowiadasz? to nieprawda!
– prawda. – upiera sie przy swoim moje dziecko – moja mama tak powiedziala a mama wie lepiej bo jest wieksza od pani!
pani jest zla:
– malina! tak sie u nas w przedszkolu nie mowi!!!
pani tlumaczy swoje oburzenie i szuka u mnie zrozumienia. nie znajduje go jednak. no przepraszam, ale pani przedszkolanka musi wiedziec co powiedziec do dziecka, ktore uwaza, ze mama jest madrzejsza. jak malina w domu twierdzi , ze przedszkolanka wie lepiej to kiwam glowa i przyznaje, ze to bardzo mozliwe, bo nikt nie wie wszystkiego.
ale niestety malina na dodatek ze trzy dni temu powiedziala do pani:
– szkoda, ze pani sie z nami nie buja na hustawkach… ale… i tak by sie pani nie zmiescila.
no i pani – ktora rzeczwiscie jest otyla… sie bardzo obrazila.
a ja nie jestem pewna co na ten temat myslec. na przyklad rozmawiam z malina, ze nosze grzywke, bo nie mam juz takiego slicznego czolka jak ona, malina sie przyglada i przyznaje mi racje: tak, masz duzo zmarszczek! ale tez masz ladne czolko! takie male dziecko stwierdza fakty, bez oceniania co jest brzydkie a co nie. dla niej grube nie jest brzydkie i to jest cudowne, dopiero dorosli wymyslaja mody i wzorce i uznaja co ladne a co brzydkie. nie wiem czy chce juz teraz maline uczyc dyplomacji i taktu i tlumaczyc, ze taka opinia moze kogos urazic, bo bardzo mi sie podoba wlasnie to, ze male dziecko nie mysli doroslymi kategoriami i jak mowi do ukochanej przedszkolanki, ze jest gruba, to stwierdza fakt a nie ocenia. mysle, ze nie ma dobrego momentu zeby zaczac taka edukacje. mysle, ze intuicja i doswiadczenia w grupie pomoga malinie wyczuc co mozna powiedziec a czego a nie. moge jej podpowiadac, ale nie chce nic narzucac.
niedawno malina gapila sie na ulicy na uposledzonego chlopca, ktory jechal na rowerze z 4 kolkami. skarcilam ja za to i powiedzialam, ze dla tego chlopca to moze byc nieprzyjemne.
– dlaczego? czy on mysli, ze mu zabiore ten rower, bo mi sie podoba?
rower byl caly w naklejkach a ja nie zauwazylam, ze to bylo to co maline zafascynowalo. polecialam po schemacie: gapi sie na kaleke. kilka dni pozniej na autostradzie mijal nas motocyklista na blyszczacym, czterokolowym motorze, malina natychmiast pokazala, ze pamieta, co jej tlumaczylam:
– mamusiu patrz! jaki ulomny pan!!! to sie nie patrzec co?
– ulomny???
– no jedzie na czterech kolkach!!!
cos zle wytlumaczylam. no wiec od poczatku.
jeszcze tyle do wytlumaczenia, zrozumienia, ogarniecia. malina ma 6 lat, obserwuje i komentuje.
co ja mam powiedziec obrazonej przedszkolance? zeby zmienila zawod czy zeby schudla?