przejezdzamy obok jakiegos sklepu pelnego kamiennych lawek, donic, sloni wszelakiej wielkosci, kamiennych skrzyn. nie mozemy sie zatrzymac, bo jedziemy z wizyta i juz jestesmy troche spoznione. mowie wiec tylko:
– o jakie ldane rozne figurki z kamienia. moze kiedys tu wpadniemy i obejrzymy takie slonie? moze znajdziemy cos do ogrodu?
malina zgadza sie natychmiast:
– no! slonie lubie. albo gesie. bo tam tez gesie widzialam.