10 lat moj maz kochal kazdy kawalek tej chatki z kazdym jej skrzypnieciem podlogi, schodow, peknietym murkiem, krzywa sciana. a teraz w ciagu tygodnia zakochal sie w obcych brzozkach i choinkach i juz sie wyprowadza. a stalosc uczuc? a sentymenty? a lipa?
– to ja tyle lat narzekalam na chatke i teraz mi sie robi smutno… myslisz, ze tam bedzie fajniej?
– tak mysle. ty bedziesz zadowolona i malinie bedzie sie podobalo, a mnie nic wiecej do szczescia nie potrzeba.
tak mowi, a wiem ze chodzi mu garaz.
malinowa lipa
najladniejsza czescia naszego ogrodu jest olbrzymia lipa, po ktorej szaleja wiewiorki, na ktorej wisi latem hustawka na 6 metrowym sznurze, pod ktora mozna siedziec w czasie deszczu przez godzine, zanim krople zaczna przeciekac przez "zielony dach". latem jak maz ma stres to sobie idzie na drugi koniec ogrodu, patrzy na to drzewo i zbiera sily.
opowiadamy malinie jak wyglada ewentualny nowy domek, ogrod, okolica. malina kreci glowka:
– ja sie nie wyprowadzam. moja lipa i ja (meine linde und ich – moglby nazywac sie ten film…) nie damy sie rozdzielic.
nowa kolezanka malinowa.
– … nowa dziewczynka nazywa sie izabela.
– pewnie isabel?
– nie. izabelA.
– ale tutaj nie ma imienia izabela. "a" na koncu maja izabele w polsce.
– tak, ale ona jest z CZESI i moze w CZESI tez jest A na koncu. jak w polsce.
do siego.
swieta rodzinne w chacie w gorach. sami gotowalismy, sami zmywalismy naczynia, sami staralismy sobie nie grac na nerwach, co przy takim kilkudniowym egzystowaniu w skupisku ludzi nie zawsze jest latwe. malina budzila sie co rano z hamletowskim pytaniem: idziemy na narty czy zostajemy z rodzina? rodzina byla dla niej takim przezyciem i rozrywka, ze ani razu nie bylysmy na nartach za to nagrala sie w chinczyka z ciociobabcia, pomagala nakrywac stol z ciocia, cos tam pomagala w kuchni babci, rozdawala prezenty spod choinki z kuzynka, puszczala helikopter z dziadkiem i ciagle turlala sie w sniegu z psem. malinowy entuzjam znieczulil nas na babcie zapatrzona w pierworodna wnuczke, na pierworodna wnuczke zapatrzona w ipod, na daleka ciocie, ktora tak sepleni, ze nic nie rozumiem, na szwagra, ktory ma kilo olowiu w spodniach i poniewaz zarabia to szwagierka jest od zmywania garow, na szwagierke, ktora ostentacyjnie wysmiewa posiadanie pani do sprzatania, na cala reszte, ktora w sumie byla do przezycia a jednak wszyscy z ulga rozjechali sie kazdy w swoja strone. poniewaz te kilka dni spedzilismy jedzac gesi (no nie rozumiem tej tradycji, wole kaczke lub indyka i juz), fondue, rozne znakomite wypieki rodzinnych cukierniczek, postanowilismy dac sobie druga szanse na zdrowe wakacje i pojechalismy na tydzien w trojke. znalezlismy sliczne miejsce w gorach. do popoludnia szalalysmy na nartach a od 16 dolaczalysmy do taty nad przeslicznym basenem, ktory wyplywal z hotelu na zewnatrz w strone fanatastycznej, gorskiej panoramy. malina spedzala w wodzie czas do kolacji. wyskakiwala z kolezankami z wody, biegala w kostiumie kapielowym i z mokrymi od nurkowania wlosami po sniegu, obrzucajac sie sniezkami, turlajac w swiezym sniegu i wskakujac znow do basenu. mam nadzieje, ze zahartowala sie do przyszlej wigilii! w te dwa tygodnie dzialo sie tyle, ze wydaje mi sie trwaly z miesiac z krotka pauza na milego sylwestra w domu. na zakonczenie zlozylismy wczoraj puzzle z 1000 kawalkow i ku naszemu zdumieniu zostal nam jeden klocek. okazalo sie, ze jest podwojny i to by byla zgrabna metafora opisujaca nasz 2011: zmudny, zapracowany ale wspolnymi silami dalismy sobie znakomicie rade i wyszlo lepiej niz sie spodziewalismy. najlepiej zeby 2012 postaral sie nie zanizyc poziomu!
pozdrawiam serdecznie i zycze do siego roku!
dwa dni przed wigilia.
poza pieknym puzzlem dla maliny i poza glowa pelna pomyslow na prezenty nie mam jeszcze zadnego prezentu. skad we mnie ten blogi spokoj? moze zglupialam na starosc? zaraz ide zrealizowac prezent z… tamtegorocznej choinki: masaz tajski. a potem sie zobaczy!
malinowa tabliczka
dlugi wiersz, opowiadanie, piosenka – malinie nie potrzeba duzo czasu na nauke na pamiec. wszystko wchodzi do glowki bez problemu. ale juz od drugiej klasy za nic nie moze zapamietac tabliczki mnozenia. meczy sie dziecko a ja nie moge pomoc, sama sie meczylam i do tej pory sa biale (czarne?)dziury, ktorych moj maly mozdzek za nic nie moze zapelnic (np: 8×9). zupelnie nie wiem jak jej pomoc. cale zycie meczylam sie z matematyka, wlasnie dlatego ze nie pamietalam tych podstawowych regul, formul bez ktorych w wyzszych klasach matematyka staje sie gajem nie do przebycia.
natomiast reszta… znow jest referat do przygotowania. malina ma mowic o siebenschläfer (taki pociotek myszy). przeczytala dwa razy i gada jak prezeterka wieczornych wiadomosci, raz zaglada tacie a raz mi w oczy, kiwa paluszkiem przypominajac, ze ta mysza jest gatunkiem ginacym, smieje sie, ze mieszkajac na pustym strychu moze niezle przestraszyc domownikow buszujac nocami jak zly duch. ani sie nie zajaknie a na koniec dziekuje sluchaczom za uwage. na koniec drugiej klasy, pani napisala w uwagach specjalnych na swiadectwie, ze malina ma talent do wstapien publicznych, jest pewna siebie, skupiona (to chyba jedyny w ogole moment kiedy jest skupiona!) i logicznie formuluje mysli.
jakby troche jej sie zapamietalo tabliczki, to w ogole mialaby by latwo. za wszystkie rady i pomysly jak dziecku pomoc wtloczyc tabliczke do mozgu bede wdzieczna nieslychanie!
malinowy kolega.
wlasnie przeczytalam poranny dialog u znajomego rezysera z jego malym synkiem. ubieraja sie do przedszkola:
– tata, musze szal?
– jak to sie mowi poprawnie?
– tata, moge szal?
jaki spryciarz.
malina w sniegu.
snieg. wczoraj padal bajkowo. wielkimi, grubymi platkami. dzis troszke zmarzl i swiat wyglada jak nowy. malina miala mnostwo zadan domowych a odrabianie zajelo podwojna ilosc czasu, bo odrabiane z porzyjaciolka. a. poszla a malina skonczyla dopiero kiedy zrobilo sie ciemno. poleciala do piwnicy, wrocila w stroju narciarskim i nawet sama posmarowala buzie znienawidzonym kremem na mroz:
– blagam cie! pozwol mi wyjsc, chociaz juz ciemno. tylko na piec minutek!!!
pozwolilam. zapalilam w ogrodzie swiatlo, zeby nie bylo tak zupelnie czarno. malina wybiegla, z rozbiegu rzucila sie na kolana i na kolanach przejechala pol ogrodu. potem zaczela sie turlac, zbierac snieg na balwana, rzucac kulki sniegowe na szope. normalnie reklama zimy. teraz lezy na tarasie i sie cieszy. ide nalac wody do wanny i napalic w kominku.
strasznie mnie to moje dziecko wprawilo w super humor. uwielbiam zime. a juz taka porcja spontanicznej radosci to jedyne co tydzien przed swietami moze utrzymac mnie przy zyciu.
malinowe kolezanki…
…nie maja lekko. dzis odebralam ze szkoly maline i jej przyjaciolke a. leza teraz pod choinka i… czytaja swierszczyk. malina czyta i tlumaczy na niemiecki, ogladaja obrazki, labirynt i… rebus.
a. nie mowi nawet slowa po polsku, ale jako najblizsza malinowa przyjaciolka musi uczyc sie lulajze jezuniu i wymawiania "ś".
malinowy patron
na jutro do polskiej szkoly malina ma wymienic trzy osoby, ktore ceni szczegolnie, chcialaby zaproponowac na patrona szkoly, ktora to propozycje ma uzasadnic pisemnie. niemiecka szkola maliny nie ma patrona tylko zwykla nazwe, wiec wytlumaczylam jej na przykladzie mojej podstawowki. malina nie musiala sie dlugo zastanawiac.
– helena majdaniec.
po przedyskutowaniu sprawy stanelo na tuwimie, brzechwie i astrid lindgren.
++++++++
przedyskutowalysmy sprawe jeszcze raz. skoro malina uwaza, ze helena majdaniec to helena majdaniec. amen.