malina na sentymentalnie.

wspolna kolacja, mila pani kelnerka jest nasza sasiadka. starsznie milo. malina spätzle, ja rybke. i tak sobie gadamy. w poludnie byla u nas l. pytam jak to jest, bo l. jest super uczennica, baletnica, akrobatka, pewna siebie a nawet troche zadziora.ale jak u nas jest i cos ja pytam to jaka sie, steka, kreci warkoczykiem jakbym ja przepytywala z tabliczki mnozenia. malina na to:

 – wszystkie moje kolezanki sie ciebie wstydza, bo ty jestes dziwna.

tak. masz babo placek.

 – dziwna? myslisz, ze jestem dziwna?

 – no dla mnie to jestes normalna. ja ciebie znam. ale dla moich kolezanek jestes jakas dziwnie mila. jak mnie odwiedzaja przynosisz orzeszki i zawsze z nami zartujesz. inne mamy nie sa takie, wiec to jest dziwne. on enie wiedza co zrobic jak ty jestes taka mila.

ze sie powtorze: masz babo placek.

 – ale ty jak chodzisz w odwiedziny to tez ciagle jesz jakies ciasta, lody i inne rzeczy.

 – tak. ale to jest wtedy takie powazne. inne mamy sa bardziej powazne niz ty. zadaja powazne pytania i nie zartuja i wiesz co? mysle, ze one wszystkie strasznie sa zazdrosne, ze jestes najladniejsza mama w klasie.

normalnie malo sie nie poryczalam. kazda mama kiedys to slyszy, ale i tak to jest jak piorun z nieba. ja tez uwazalam, ze moja mama jest najldiejsza ze wszytkich mam. i pamietam jak w tajemnicy nosilam zdjecie z reklamy szminki, bo bylam pewna, ze to moja mama, tylko nie chce mi powiedziec, ze to ona. takie maciupkie czarno biale zdjecie. uwielbialam je.

malina poszla spac, a ja nie moge pracowac tylko sobie mysle i mysle.

 

jak sie jest w ciazy a potem ma sie male dziecko to mysli sie o roznych rzeczach. zeby bylo zdrowo, czysto, swiezo, zeby dziecko bylo zadowolone, usmiechniete i jeszcze raz: zdrowe, zdrowe, zdrowe. dopiero z czasem zaczyna sie rozumiec jak to jest byc dla kogos najwazniejsza osoba na swiecie. to sie kiedys zmieni, ale na razie tak jest i to daje tyle szczescia.

 

tempo.

wisimy na telefonie. w hamburgu, berlinie, los angeles, londynie, ja pod monachium. wszyscy strasznie cool. i my dwie sierotki. moj szef i ja. co i raz wtracamy cos madrego i stramy sie brzmiec lekko i swobodnie. jednoczesnie na skypie klepiemy sie po ramieniu:

 – jestesmy pierwsza liga. jasne!

obok stoi malina i sie przysluchuje. pisze karteczke:

 – mamusiu, czy ja tez jestem pierwsza liga?

odpisuje:

 – TAK!

jestem slomiana wdowa. piatek wieczor. znajoma wspolczuje, ze musze pracowac w piatek wieczorem. ja nie zaluje. sa momenty, kiedy jest ta praca jest naprawde fajna. i teraz wlasnie jest taki moment. zaraz idziemy na szybka kolacje do ulubionej restauracji, potem malina do lozka a ja dokoncze prace. pewnie posiedze do polnocy. jutro jade z malina na zawody sportowe. w niedziele jedziemy na maturalny bal naszej siostrzenicy.

zatrzymam sie dopiero we wtorek.

 

 

 

 

nie da sie plynac pod prad.

 

 

ksiazke „sluzace” czytalam po angielsku i jakos czulam ze jestem w XIX wieku, kiedy na ktorejs stronie stuknelam sie w glowe: to jest polowa XX wieku a paniusie, ktore budowaly osobne toalety dla swoich czarnoskorych nianiek wciaz zyja. to jest historia wspolczesna. to ze biegamy z iphonem w garsci wcale nie znaczy, ze duchowo jestesmy naprawde cywilizowani. placzemy na filmie o zyciu mandeli, ale niech on sobie tam zostanie gdzie jego miejsce: w afryce. wsrod serdecznych przyjaciol mam muzulmanow, azjatow i afrykanczykow i jak czytam w internecie pogardliwe teksty o „kolorowych”, to wiem dlaczego z wiekiem krag przyjaciol sie zaweza. mysle, ze w mlodosci wierzy sie, ze mozna cos zmienic. juz chocby wystarczy samemu byc ok. z wiekiem to sie zmienia. zycie uczy, ze tlum decyduje o wszystkim. fala zabiera ze soba wszystko. trzeba sie trzymac swoich idei, garstki zaufanych ludzi i probowac szukac wspol-czujacych, podobnie myslacych, idacych w te sama strone.

 

falstart

 

wlasnie dostalam zyczenia imieninowe. ucieszylam sie ale i zmartwilam. czas tak goni, ze juz tego w ogole nie ogarniam. dopiero co martwilam sie, ze juz czerwiec, a to przeciez JUZ lipiec!

dopiero po sprawdzeniu w kalendarzu widze, ze to jednak czerwiec. ufff.

 

malinowa polszczyzna przez telefon

 

 

malina opowiada przez telefon, ze mama uprawia teraz co wieczor sport.

  – jak? no zaklada sportowe rzeczy, wychodzi z domu i bieży.

 

+++++++++++++++++++++

 

 – tak. jeszcze mamy trzy testy do napisania. tak. na powaznie. pani sprawdza i daje za to nuty.

 

+++++++++++++++++++++

 

 – a wiesz ty, ze mamy teraz stol na ping-ponga? i rozne kolory piłków.

 

ucieczka z domu

 

dzis w nocy znajomi zostali ewakuowani z domu w magdeburgu, dzielac los 23 tysiecy ludzi zagrozonych powodzia. mogli zabrac ze soba tylko jedna torbe. miasto nie ma pradu ani biezacej wody. nie ma z nimi kontaktu. jak wroca to nie wiedza co zastana, czy ich dom zniszczy woda, czy spladruja zlodzieje? jakie poniasa koszta materialne? tych domow nie ubezpiecza zadna firma, bo sa w rejonie wysokiego zagrozenia. a ich dziecko? mysle, jak malina przezyla przeprowadzke ze slicznego pokoiku do slicznego pokoiku. a tu dziecko musialo uciekac ze swojego pokoiku. w nocy. co zabrali? co sie ze soba zabiera, jak mozna zabrac tylko jedna torbe? cukier i wode czy bizuterie i zdjecia?

aaaaaa!!!!

od pol roku malina spi w klamerce na zeby. no zeby z wiewiorki stac sie dziewczynka. kasa chorych nie doplaca do tej klamerki, bo kasa nie uwaza, ze bycie dziecwczynka jest wazne. ok kupilismy te klamerke niebiesko rozowa, bo co mialoby dziecko kiedys miec zal, tak?

dzis poszlysmy na sprawdzian czy wszystko rozwija sie prawidlowo. pani chirurg szczekowa – dotad calkiem mila – miala dzis wyraznie zly dzien. brutalnie sprawdzala malinowe zabki, szarpiac jej usta. wyraznie nie miala zbyt duzo czasu. krotko, wezlowato i jakos stanowczo przedstawila sprawe:

 – jest dobrze, zeby sie wyrownuja, ale dolna szczeka jest za daleko cofnieta, wiec teraz trzeba nowa klamre, mleczaki jak nie wyjda, trzeba wyrwac…

babsko nie patrzy na dziecko, ktoremu zostalo wyrwanych 6 mleczakow, wiec nagle robi sie o 10 cm mniejsze i powstrzymuje sie od placzu, skulone na fotelu dentystycznym.

  – … druga klamra jest stala a do tego na noc trzeba nosic taka dodatkowa klamre…

i pani wyjmuje jakis drut, ktory sie wklada do ust, podwiazuje specjalnymi gumkami i spina za glowa. druty odstaja od twarzy wzdluz policzkow az do uszu. taka ludzka odmiana konskiej uprzezy. malina patrzy przerazona. oczy majak dwa guziki, wielkie i okragle.

 – ale jak w tym spac? – dziwie sie. a pani wyraznie niecierpliwi:

 – na plecach!

i ile to ma trwac?

 – poltora roku! – pani nie ma czasu na tlumaczenie. na fotelu malina sinieje ze strachu a mnie zaraz chyba trafi szlag. ale nie z takimi idiotkami mialam w zyciu do czynienia, tak?

 – czy jest jakies inne wyjscie? – pytam.

 – jest, ale kasa tego nie oplaca.

 – trudno. a jakie jest to rozwiazanie?

pani wyciaga energicznie szuflade, pokazuje wersje bardzo droga i w sumie tez nieprzyjemna, ale nie tak straszna jak poprzednia. szybko wyjasnia co i jak, ale tak, ze rozumiem chyba tylko polowe, jakby byla pewna, ze i tak zdecyduje sie na wersje za darmo, wiec po co robie ten cyrk a ona traci czas. moze kurcze wygladalam dzis jak smieciara, ze niby nie stac mnie na klamerke? ale nie, kurcze, i bluzke mialam przyzwoita i zegarek ok. wstalam, powiedzialam, ze sie zastanowimy i zadzwonimy zeby umowic termin i tschüssssss!

w samochodzie malina plakala gorzko cala droge do domu. taki placz z rozpaczy. a mnie trafial szlag, ze pania nie potrzasnelam, ze nie powiedzialam jej ze nie powinna nosic stringow do bialych spodni, bo wyglada jak nieswieza mortadella. z mezem pogadalam, ze pojedziemy do innej lekarki, kiedys poleconej, zeby sprawdzic czy moze sa jakies inne rozwiazania i w ogole czy to trzeba teraz wszystko na raz poprawiac. pamietam, ze jak bylam w wieku maliny to tez mialam takie wiewiorcze zeby i krzywozgryz a majac 24 lata dostalam propozycje reklamy pasty do zebow. i tak sobie mysle, zeby te malinowe zeby… zostawic w spokoju?

 

 

a… i jeszcze sobie mysle czy sobie ulzyc i zadzwonic jutro do pani i powiedziec jej ze wyglada jak mortadella? wiecej juz tam chyba nie pojdziemy, wiec co mi zalezy? co?

 ++++++++

wlasnie znalazlam zdjecie takiej uprzezy:


http://i46.tinypic.com/2q8dnkl.jpg

wloskie jedzenie

 

w padwie. przechodzimy kolo chinskiej restauracji. malina sciska mi mocniej reke:

 – mamusiu, tak bym chciala dzis tu przyjsc na kolacje!!!

 – malina, no co ty! jak ja bym potem opowiedziala, ze przyjechalysmy do wloch i poszlysmy do chinskiej restauracji to by nas kazdy wysmial, ze nie wiem.

malina zerka konspiracyjnie na boki i odpowiada sciszonym glosem:

 – nikomu przeciez nie musimy mowic?…