w zyciu dorastalam do wielu rzeczy, do jedzenia zoltego sera, do noszenia krotkiej spodnicy, do nieprzejmowania sie opinia mojej mamy na temat wszytkiego, do mieszkania w niemczech a w koncu doroslam do celebrowania urodzin. mam za soba genialny urodzinowy weekend, cudne prezenty, swietny humor a przed soba wakacje, slonce, kilka letnich imprez i koniec malinowego pierwszego roku w gimnazjum. nie wiem skad mi sie to bierze, ale jest jakos dobrze, maz przyglada mi sie zadowolony a malina zdziwona. mysle, ze przez ostatni rok przyzwyczailam ich do mojego narzekania, marudzenia i wiecznej chandy. moz to zasluga witaminy b6 z magnezem, ktora lykam od miesiaca? nie wiem, ale lykam dalej!!!