co jakis czas odwiedza mnie w niemczech mama. w wielu mieszkaniach , w ktorych mieszkalam, w trzech roznych miastach. i zawsze prosze ja zeby nie pracowala. nienawidze jak ktos prasuje moje rzeczy. nie wiem czemu. jak widze, ze ktos prasuje moje rzeczy to mnie to doprowadza do szalu. niania, ktora przchodzila do maliny kiedys prasowala nawet majtki i skarpetki i az sie we mnie gotowalo, wiec prosilam ja wielokrotnie zeby tego zaprzestala. nie mogla. ciagle musiala cos wyprasowac. moze ja jakas psychiczna jestem czy co? kiedys sie z mama o to klocilam do lez, potem staralam sie ignorowac, samej sobie tlumaczyc, ze kazdy by sie cieszyl z wyreczenia z prasowania. ale ja jakos nie umiem. i choc wiem, ze zawsze bedzie tak samo, zawsze od nowa mnie to zlosci. tym razem wyprasowalam wszystko co do ostatniutkiej rzeczy. ide do pracy. wracam. moja matka stoi w kuchni i prasuje. uprala cala pralke malinowych rzeczy z helu, szybko wysuszyla na sloncu i prasuje. oszaleje chyba. chyba pojde z tym do psychologa, bo zwariuje.
prasowanie.
Opublikowano