ogrod.

ogrod zwariowal. wyglada jak panna mloda w ciazy albo tort kremowy. roze wybuchly w jakies niesmowite kaskady, mieszaja sie z winem i lylowymi clematisami. zrobilam sobie lapki, wiec co raz musze sie przywolylwac do porzadku, zeby nie poleciec i czegos nie podciac, podwiazac, podkopac. nawet jasmin zglupial. taki byl sobie przymierajacy i kwitl kilkoma marnymi kwiatuszkami, ale szkoda mi bylo go wyrzucic, wiec przesadzilam go za szope, dalam druga szanse. teraz mam tam bialy wodospad, ktory jasminieje na kilka metrow. i wisienki sie rumienia czarujaco. malina nie daje im szans na dojrzewanie. przytaskala trampoline i skacze i wyskubala juz caly dol. twierdzi, ze pycha. sprobowalam: kwas. za to poziomki slodkie jak cukier czerwienia sie na wyscigi. co wieczor malina wraca z kubeczkiem pelnym czerwonych kleinocikow. to co co roku wyrywalam skrzetnie, myslac, ze zielsko, postanowilam zostawic i okazalo sie, ze to jakas cudowna odmiana lylowych makow. czary mary normalnie.

Dodaj komentarz