na zajecia famenco przyszla malina i jej kolezanka. monachium choruje. radio podaje, ze za dwa tygodnie co drugi monachijczyk bedzie chory. monserat stwierdzila, ze nie ma atmosfery, wyciagnela buty do flamenco, kiecke i zaprosila mnie do tanca. nie musiala mnie namawiac. stanelam kolo troche zdziwionej maliny, tupalam, krecilam swoimi tlustymi kiebaskami zapatrzona w wiotkie dlonie monserat, machalam spodnica a potem lylowym wachlarzem. wyciagalam szyje jak ges i dumnie krecilam glowa. smialysmy sie z malina do lustra od ucha do ucha. na koniec monserat pogrozila mi palcem: czemu nie mowilas, ze juz cwiczylas flamenco? bo nigdy nie cwiczylam. ale tanczylam troche. w innym zyciu, w innym miejscu, sto lat temu. umowilysmy sie na indywidualne zajecia. dla rozruszania ciala i duszy.
tup, tup.
Opublikowano