na poczatku roku w polskim przedszkolu malina przyniosla paczki na swoje urodziny, dzieci zaspiewaly jej sto lat, zatanczyly wokol rozyczki w koleczku a pani chcac zrobic jej przyjemnosc wyczarowala skads balony, kazde dziecko nadmuchalo jeden a potem jako salwa na czesc maliny przebijali je na wyscigi. dzieci mialy wspaniala zabawe. jak odbieralam maline, pani jeszcze ja reanimowala po napadzie placzu. strasznie mnie przepraszala. nie wiedziala, ze malina panicznie boi sie balonow a juz ich pekniecie wywoluje u niej atak histerycznego placzu.
jako maluszek malina chetnie bawila sie balonami i nie przeszkadzalo jej, ze kazdy balon w koncu pekal. dziwilo ja tylko, ze to nagle znika. bum. nie ma. az raz balon pekl i malina zaczela plakac. od tego czasu sam widok balona przyprawia ja o lzy. z obu karnawalowych bali musialysmy sie ewakulowac, bo zawsze nadchodzi czas tanca z balonami (dzieci probuja je w parach utrzymac miedzy glowkami). na jednym balu probowalam maline przekonac, ze moze zostaniemy. zostalysmy minutke, jakis chlopiec obok przebil balon, malina zaczela drzec na calym ciele i przestala mnie slyszec w panice i strachu. z drugiego balu zwialam jak tylko wodzirej zaczal wyciagac balony, bo malina juz drzala. to dziecko, ktore niczego sie nie boi i idzie przez zycie z usmiechem, nie moze zniesc zimnych ogni, kawalow z nadmuchana torba z papieru, balonow.
wczoraj wspomnialam o tym pani doktor o tej panice. a pani doktor sie rozesmiala, poglaskala maline po glowie mowiac: "trzeba unikac balonow i juz i sie nimi nie przejmowac. pewnie, ze to nieprzyjemnie jak tak wybuchaja. kiedys to minie nawet nie wiadomo kiedy." i juz rozmawialysmy o czyms innym.
a dzis.
dzis odbieram maline z przedszkola. w samochodzie lezy plastikowa torebeczka od sniadania. gadamy, malina w swietnym humorku. nagle nadmuchuje torebke, wola: patrz mamusiu! i wali w nadeta torebke ze wszytkich sil. BUCH! malina smieje sie wesolo cala dumna. wchodzimy do domu. malina prosi mnie o torebki sniadaniowe. daje jej trzy. leci do ogrodu. w skupieniu nadmuchuje jedna po drugiej i: buch, buch, buch! widzi, ze ja obserwuje wiec podnosi triumfujaco dwie piastki do gory i biegnie do domu rozesmiana. jeszcze dwie torebki. zeby tatus zobaczyl. tatus nie wierzy wlasnym oczom a malina sie smieje i smieje.
cos sie w niej stalo. cos pokonala. dlaczego? nie wiem, tak samo jak nie wiedzialam czemu sie bala.
ale sie ciesze.