w pospiechu maluje paznokcie. pozwalam sie malinie skropic moimi perfumami. jedna reka dopisuje ostatni mail, druga podtrzymuje komorke przy uchu. malina pomaga mi zalozyc buty, bo paznokcie jeszcze wilgotne.
– poczekaj. cos ci dam. – mowi i przynosi swoj rozowy blyszczyk lilifee – mozesz sobie troche pozyczyc. chcesz?
pozyczam a malina kiwa glowka z aprobata:
– teraz masz ladne oczki, ladne paznokietki i ladna buzie.
ide na kolacje z klientami w malinowym humorze i pewnie dlatego wieczor jest wspanialy.