zycie zwolnilo tempo. termometr ulegl blaganiom i w koncu pokazal nizsza temperature. dwa intensywne dni z malina. zakupy w ikei: mamusiu, kup te poduszke. kosztuje 10 euro. masz dziesiec euro? patrze na cene. rzeczywiscie: 10,-) wspolne gotowanie. ciagle mi sie wydaje, ze to moj maly dzidzius a ta panna biega do piwnicy po ziemniaki, sprzata swoj pokoj, przytrzymuje mi sitko nad wrzaca woda i miesza zeby lane kluseczki wyszly rowniutkie. w takie dni rozumiem skad to niesamowite przywiazanie samotnej matki do dziecka. absolutna symbioza. nagle wszystko sie robi razem i to jest cudowne. i jak wszystko co fajne, uzaleznia. na moja komorke dzwonia koledzy meza, pytaja o zdrowie, o szpital, zapewniaja, z swiat kreci sie dalej a maz ma lezec i nie zagladac do komputera. a maz glownie spi i co sie obudzi to sie zastanawia, jak spozytkowac ten czas jakos. meczy sie tym mysleniem i zasypia.
slow motion.
Opublikowano