schemat jest taki. zawsze jak malina musi zostac w domu i ja wtedy pracuje w home office to nasze zycie toczy sie fazami: raz ja pracuje, malina bawi sie sama. potem robimy cos razem, potem znow oddzielnie, znow razem i tak dalej. zawsze jestesmy w tym samym pokoju. widze co malina robi, ona widzi co ja. i tak jestesmy razem. i obie bardzo to lubimy. dzis cos mnie zastanowilo. telefonuje, telefonuje a malina siedzi na foteliku wiklinowym, ktory postawila na srodku pokoju i slucha karolci. siedzi i siedzi i wcale sie nie rusza. w koncu nie wytrzymuje
– co ty tam robisz?
– lece samolotem.
rzeczywiscie, pasek od gitary zmeinil sie w pas bezpieczenstwa i malina lecie dalej.