frytki

w ramach narzuconego sobie programu "jestem matka fajna" zamiast zaplanowanego rosolku na kurczaczku, wrzucilam udka do piekarnika. na dolna polke frytki. mizerie jako dodatek, zeby juz tak zupelnie nie bylo niezdrowo i fastfoodowo. maz sie usmial na taki funky obiad a malina zgodnie z nasza rodzinna umowa podtanowila sprobowac o co chodzi. bo duma malinowa jest sprobowanie kazdej nowej potrawy, jak jej nie smakuje to jej nigdy nie zmuszamy i dzieki temu malina je wiele. prawie wszystko. a tu niespodzianka. malina chwali kurczaczka, pochlania mizerie, bo uwielbia po mamusi ogorki, ale… ten zolty makaron dziwny jakis, nie smakuje i nie bedzie tego jadla. uswiadamiam sobie, ze tak chronie maline przed fastfoodami i takimi glupotami, ze ona zapomniala co to sa frytki!!! wzruszam ramionami i mowie:
 – no szkoda. jak nie chcesz to nie jedz.

Dodaj komentarz