– …i wtedy przewrocil sie i poleciala mu z nosa krew. – kreci glowa malina a zeby podkreslic znaczenie swoich slow, pecha i udramatycznic historie, dodaje: mist!
jakby nigdy nic wypytuje ja dalej:
– i co wtedy zrobila pani? umyla mu nosek?
– tak. zimny kompres mu zrobila. ale bluzke sobie pobrudzil…. mist!
ignoruje a malina oblewa sie rumiencem i sama juz nie wie co robic. opowiada dalej:
– jego mamusia pewnie bedzie bardzo zla. bo taka brudna ta bluzka. so ein MIST!!! – malina wymachuje mala piastka.
nie zmieniam tonu i calkiem spokojnie pytam:
– mist? a czy ty wiesz co to jest?
– tak! – no nareszcie. malina wyraznie cieszy sie z mojego zainteresowania. rozklada raczki i pokazuje jakby wielka gore i wyjasnia:
– to jest taakie duze i z robakami!
– kochaneczko, mist to znaczy scheisse. – tlumacze obojetnym tonem, a malina malo nie spada z krzesla. widze, ze zrobilo to na niej wrazenie, wiec koncze: – a mowia to ludzie, jak nie wiedza jak inaczej wyrazic zlosc.
malina mysli, mysli, lekko kiwa glowka:
– tak… no to co ja mam powiedziec jak jestem zla? ja tez nie wiem.
zastanawia sie i sama sobie odpowiada lapiac sie teatralnie za skronie:
– to moze bede mowila: OJEJEJ!!!? dobrze?