z tymi kciukami, kochane, to niestety lipa. wlasnie wszystko runelo w gruzach. mam obity tylek i zakrwawiony nos a wymarzony projekt – jesli nagle mnie nie olsni jakas genialna idea – odplynie jak zdechla rybka w spluczce.
jestem silna, jestem silna, jestem…
od trzech dni nie jem slodyczy. niestety moja zgoda na taka jaka jestem, zbawienny spokoj, ktory splywa na kobiete po 40-stce sprawily, ze jem slodycze, popijane kawa w zasadzie bez zastnowienia i bez limitow. taki styl zycia natychmiast daje o sobie znac niedopinajacymi sie spodniami narciarskimi, grubawymi kolanami, ktorych nagle juz nie mozna pokazywac i ramionami, ktorych nie odkrywam tak jak kiedys. ale no bez przesady. przeciez jak troche dam sobie spokoj ze slodkim, to wszystko jest jeszcze do uratowania!
taka silna wkroczylam do biura, rozlozylam manatki, dostaje pyszna kawe i… nasza sekretarka w podskokach dumnie oznajmia:
– kochana, zamowilam specjalna porcje hanuty dla ciebie, bo tak lubisz na sniadanie!!! cala szuflada pelna!!! hm?
– kochana – odpowiadam z grobowa mina – ja wlasnie od wczoraj postanowilam, ze hanuta smierdzi, nie smakuje i w ogole jest obrzydliwa.
a teraz zamiast w spokoju pracowac walcze ze soba, zeby nie wstac i nie spalaszowac calego pudelka razem z papierkiem!
senden
napisalam piekny plomienny mail. potem go skrocilam. potem go wykasowalam. napisalam nastepny rzeczowy i profesjonalny. wykasowalam. napisalam kolejny, smieszny, wesoly, dowcipnie inteligenty zdawalo mi sie, ale kiedy przeczytalam go po powrocie z kibelka stwierdzilam, ze jest glupawy. wykasowany natychmiast. no to jeszcze raz. troche profesjonalnie, troche osobiscie, troche smiesznie. przeczytalam z 50 razy. naplulam na palec, popukalam w drewniany stol i… stuk puk nacisnelam klawisz "senden".
a teraz pozostaje mi tylko czekac.
boze, gdyby ten projekt wypalil…
nie moj swiat i nie moj problem.
znow dwa dni w chacie na nartach. malina ma kondycje ruskiego czolgu i na nartach 24 godziny genialny humor, wiec mimo sniezycy, zamknietego wyciagu, "wodnych" nart, wichury, ktora siecze nam policzki jak zyletka ciagle jest wesolo i dobrze.
w chacie mieszka tez rodzina z trzema synkami jak piszczalki w organach: maly, sredni, duzy. z widzenia znamy sie z zeszlego weekendu. mama przypomina dowodce okretu wojennego z bardzo wazna misja a wszystko, co mowi do kazdego ze swoich dzieci, konczy pytaniem:
– zrozumiales?
nawet nie patrze w ich strone, bo sie od razu mecze. wieczorem tule plecy do kominka, popijam wino a malina stuka sms do tatusia, pani dosiada sie do nas:
– jak ja widze jak pani jest szczesliwa z taka coreczka, to bym zaraz zamienila moich chlopakow na jedna dziewczynke…
smieje sie, ale od razu jej nie lubie, bo pamietam z dziecinstwa teksty mojej mamy i jak mi bylo smutno z tego powodu, ze ciagle powtarzala: "- jak mi ciezko z ta jedynaczka. moim zdaniem jedynactwo to kalectwo!" a ja sie czulam winna, jakbym mogla cos na to poradzic. a pani niemal czytajac w moich myslach dodaje:
– nawet sobie pani nie potrafi wyobrazic jak to jest zyc z trojgiem dzieci.
idz babo precz – mysle, a glosno pozwalam sobie na kategoryczne:
– mysle, ze nie trudno jest to sobie wyobrazic i dlatego mam jedno dziecko.
i zdecydowanym ruchem rozkladam przyniesiona ksiazke oddzielajac jej swiat od mojego.
sroka i gnat
wsiadam do ICE, w pierwszej klasie prawie kazdy ma swoj stoliczek i zaraz po zdjeciu plaszcza wyciaga laptop, iphone i zamienia ten stoliczek w mini biuro. pani podaje kawe i cieple precle, niektorzy oddzielaja sie od reszty swiata sluchawkami. wsiada pan. zdejmuje plaszcz. jest w garniturze. pewnie w sluzbowej podrozy jak wiekszosc z nas. duza walize wrzuca na gorna polke, podreczny kuferek stawia kolo swojego stoliczka. pani podaje kawe, pan wyciaga z kuferka druty i zaczyna dziergac cos niebiesko-szarego. fajna welna z supelkami. patrzy w okno i prawie nie sprawdza sciegu. szybko migaja druty. oczko za oczkiem. a ja – co tak mysle o sobie, zem nowoczesna, obojetna na przesady i stereotypy – gapie sie na tego pana jak sroka w gnat.
swiety malinowy spokoj.
z nawalu prac, kupowania domu, sprzedawania domu i odkladania wszystkiego na pozniej nie udalo mi sie dostac miejsca w chacie na narty. a tu prosze malina ma ferie zimowe – normalna matczyna klapa na calej linii. okazalo sie, ze jak chcemy to mozemy przyjechac na weekend, wiec zabralam maline prosto ze szkoly na narty i trzy dni od switu po zmierzchu szalalysmy na szlakach a o 8 bylysmy w lozeczkach. 3 dni zamiast 9. wiele dzieci nie wyjezdza przeciez na ferie, swiat sie przeciez nie zawala, nie? a jednak bylo mi jakos przykro.
ale w poniedzialek malina caly bozy dzien kleila obrazki, pisala listy do przyjaciolek i wygladala na calkiem zadowolona. wczoraj skoro swit w pizamie zeszla na dol i do poludnia kleila znow obrazki, potem poszla na lekcje pianina (bo bardzo chciala!) a potem powiedzialam, zeby zalozyla szal z pior, bo pod ratuszem chyba cos sie dzieje. poszlysmy wiec na paczki, bo bylo pozegnanie karnawalu. okazalo sie, ze w ratuszu jest wielki bal dla dzieci, wiec zaszylam sie w kat, pisalam maile a malina dwie godziny tancowala.
dzis od rana dalej kwitnie artystyczna praca, malina w pizamie miesza farby, klej i brokat.
podaje jej herbatke a moje dziecko wzdycha:
– to sa najlepsze ferie w moim zyciu…
a tak sie martwilam, ze niczego nie zorganizowalam. a dziecko? hmmm dziecko to potrzebuje czasem swietego spokoju i juz. niczego wiecej.
plan poranny
9 lat od wiosny do jesieni wybujalismy pod tymi jablonkami 3 hamaki do przetartych nici i urwanej linki. ostatni, blekitny ma 10 letnia gwaracje i przenosi sie z nami do nowych dwoch jablonek. winogrona, dzikie wino i dzikie roze przeprowadzaja sie ze sciany szopy na sciane murowanej altany i to jest pradziwe stapanie po szczeblach ogrodowej kariery, bo teraz zamiast po drewnianych szczebelkach beda sie tulic i platac po bialym murze i wic wokol miedzianej rynny. roze z rozarium przesiadaja sie na godne miejsce kolo trzech schodkow do ogrodu. to jest miejsce specjalne, bo moj maz sie smieje, ze ten dom kupilismy ze wzgledu na te trzy schodki. tu mialam ogrod na takim samym poziomie jak dom, tam beda trzy schodki z tarasu i juz widze jak sie rozsiadam w sloncu i pije kawe przycupnieta na schodku. bordowa magnolia sprzed drzwi szopy przeniesie sie przed brame wjazdowa razem z druga bladorozowa kolezanka spod lipy. pole poziomkowe zabieramy i jeszcze musimy poszukac dlan miejsca godnego i wybranego przez maline, bo ona jest w naszej rodzinie odpowiedzialna za poziomki na sniadanie. jeszcze przeprowadze trzy bzy i paproc i budujcie tu sobie ludzie nawet garaz trzypietrowy.
tak sobie dzis rano o 5:00 przemowilam do rozsadku i teraz moge spokojnie pracowac. amen.
mozna? mozna.
czy takie miejsce mozna zamienic na 8 metrowy betonowy garaz i miejsce na samochod campingowy? mozna. ta szopa postoi jeszce otulona winem i dzika roza miesiac. zaplatany w sztachetki groszek pachnacy juz nie zdazy zakwitnac. wlasnie byli u nas ludzie, ktorzy kupili nasz dom i z architektem omawiali zmiany. obie stare jablonie beda wyciete, zeby bylo gdzie postawic campingowy woz. a tak tam malowniczo wisial hamak z niebieskimi poduchami i tak sie milo siedzialo wiosna pod baldahimem z rozowych kwiatow…
jak to dobrze, ze sie wyprowadzam.
a jutro.
jutro rozdanie swiadectw. prosto ze szkoly malina juz w narciarskich spodniach wskakuje do samochodu i jedziemy w gory. bierzemy jeden plecak, szczoteczki do zebow i pizamki. malina przygotowala ksiazke o smokach, ja szydelko. tylko trzy dni ale strasznie sie ciesze. chce sie tak zmeczyc zeby zasnac o 9 wieczorem i nie obudzic sie o 5 rano. od rana do zmierzchu narty, wieczorem kolacja i lulu.
opowiesc slubna – w kwietniu minie juz 18 lat od czasu kiedy sie to wszystko dzialo.
moja slubna historia gdzies tu jest wklejona, ale niestety nie moge sie jej doszukac. natomisat bez problemu znalazlam ja w dts! niewiarygodne, ale to bylo 7 lat temu!od siedmiu lat bloguje jak najeta. o matko salatko!
tu sa kolejne czesci:
http://www.styl.pl/wasz-styl/twoj-profil/dziennik/wpis,nId,9692
http://www.styl.pl/wasz-styl/twoj-profil/dziennik/wpis,nId,9707
http://www.styl.pl/wasz-styl/twoj-profil/dziennik/wpis,nId,9731
http://www.styl.pl/wasz-styl/twoj-profil/dziennik/wpis,nId,9733
http://www.styl.pl/wasz-styl/twoj-profil/dziennik/wpis,nId,9850
http://www.styl.pl/wasz-styl/twoj-profil/dziennik/wpis,nId,9980
http://www.styl.pl/wasz-styl/twoj-profil/dziennik/wpis,nId,9888
http://www.styl.pl/wasz-styl/twoj-profil/dziennik/wpis,nId,9981
dodam tylko, ze chrzestna maliny bedzie nasza swiadkowa, ktora jest jedna z bohaterek tej slubnej opowiesci.