ilosc kartonow sie zwieksza a ilosc rzeczy w domu nie zmniejsza.
zaczynam panikowac, ze nie zdazymy.
w czepku…
rozmawiamy o moich ulubionych rzeczach z dzidziusiowego czasu, kiedy maline nazywalam szafirkiem, bo oczki miala niemal granatowe. kolderka z jednej strony granatowa z drugiej w blekitne misie i druga w… maciupkie czerwone ciezarowki. nie umialabym sie z nimi rozstac. jeszcze w ciazy przeczytalam, ze dzieci po urodzeniu laduja w spioszkach a nie jak kiedys w becikach a szkoda, bo uwielbiaja czuc swoje nozki. i kiedy zobaczylam taka maciupka koszulke nocna niemowlecia (baaardzo dluga) to zaraz kupilam. jak sie maline trzymalo na rekach to wygladala jak duszek, do spania dol sie zawijalo i juz. tej koszulki nie oddalabym nikomu za nic. i tak opowiadam, ze nad glowka miala zawsze waleczek, bo przeczytalam, ze dzieci, ktore przeciez spedzily 9 miesiecy glownie na glowie lubia czuc leciutki nacisk na glowke i rzeczywiscie malina spala spokojnie jak suselek (czy to byla zasluga waleczka, tego nie dowiemy sie juz nigdy). tu wtraca sie malina:
– tak! tak! ja wiem, ze dzieci lubia miec cos na glowce. pamietasz jak o tym czytalysmy? o tym ze mowi sie, ze niektore dzieci sa w czepku n a r o d o w y m?!
litania
matko boska od przeprowadzek
wspieraj mnie przy wyrzucaniu niepotrzebnych rzeczy
matko boska od przeprowadzek
daj mi sile wyrzucic co sie da
matko boska od przeprowadzek
wspomoz mnie przy zabieraniu tylko potrzebnych rzeczy
matko boska od przeprowadzek
daj mi moc zebym nie zastanawiala sie nad kazdym oblamanym uszkiem od filizanki
matko boska od przeprowadzek
pomoz mi skupic sie na pakowaniu zamiast na czytaniu artykulow w gazetach zebranych do pakowania kruchych rzeczy
matko boska od przeprowadzek
badz ze mna w tych trudnych chwilach kiedy recznik nieuzywany od 10 lat bedzie mnie wodzil na pokuszenie
matko boska od przeprowadzek
nie opuszczaj mnie w chwili slabosci kiedy moje serce slabnie na widok kiwajacego sie stolka
wszyscy swieci trzymajcie za mnie kciuki.
amen.
biale kwiatki
kolo laweczki przy kuchennych drzwiach rosl krzyczek jak sie tu sprowadzilismy. na wiosne zakwitl kilkoma bialymi kwiatkami, ktore pchnialy jak jasmin ale nie tak odurzajaco, delikatnie. w dwa lata tak go strzyglam, ze zamienil sie w male drzewko, ktore co wiosne stawalo siebialym pachnacym bukietem a latem parasolem slonecznym. jakos nie moglam sie dowiedziec co to jest, ale pewnej wizyty w polsce, patrze…a tu na gazetach pod kosciolem jakis staruszek sprzedaje za grosik galezie obsypane kwiatkami jak na moim drzewku.
– o! co to jest? czy pan wie jak to sie nazywa?!
pan nawet na mnie nie spojrzal. pokrecil glowa z dezaprobata:
– czeremcha, dziewczyno, czeremcha…
za te "dziewczyne" od razu przebaczylam mu ten ton i teraz wiem: czeremcha!
teraz po 10 latach czeremcha jest juz calkiem okazalym drzewem i nawet musialam o nie zawalczyc z siasiadem, ktory przyslal mi oficjalne pisemko, ze drzewo rosnie za blisko plotu i jest za wysokie. bawarskie prawo chroni jednak to drzewko, bo ono tak juz rosnie ponad 5 lat i nie musze go wycinac, bo sasiad sie spoznil z reklamacja… na szczescie!
no ale teraz sie wyprowadzamy. czeremcha musi zostac, bo choc znacznie mniejsza od lipy, to juz nie do przesadzenia. i wczoraj… niespodzianka. chodze po nowym ogrodku i badam czy juz w koncu widac co to za dwa olbrzymie drzewa rosna w dwoch roznych koncach. no! czeremchy. tyle ze jakies 10 razy wieksze! od razu poczulam sie u siebie.
decyzje wazne jakby chodzilo o zbawienie swiata.
w sobote stalismy z dwie godziny przed jedna sciana. polozyc kafelki i miec swiety spokoj albo zostawic tapete nasladujaca material i miec stylowo ale niepraktycznie. raz tak, raz tak, raz malo sie nie poklocilismy a w koncu poszlismy na piwo nie mogac wyjsc ze zdumienia, ze czlowiek moze tyle energii powiecic scianie, fudze, framudze czy listewce. zycie toczy sie, slonce swieci a my przygladamy sie misce klozetowej i dyskutujemy czy nam sie podoba a w koncu wsiadamy w samochod i jedziemy na drugi koniec miasta przyjrzec sie… innemu kibelkowi. jakby chodzilo o cos wznioslejszego niz zwakle siki swietej weroniki.
jak remontowalismy dom krotko przed narodzinami maliny, nie mielismy forsy i wszystko bylo latwe. szlismy do sklepu, ogladalismy oferty specjalne, wybieralismy najtansza wanne, najtansze kafelki (sprzedawali resztke ktora akurat pasowala do naszej maciupkiej lazienki), kibelek byl ostatni i za pol darmo. wszystkie zakupy zalatwilismy wtedy w jedna sobote i koniec a teraz po 9 latach ludzie kupuja chatke i zachwycaja sie, ze taka stylowa lazienka. no urzadzanie mieszkania to nie dla mnie. nudzi mnie, meczy, zlosci. jedyna przyjemnosc to ogrod. postwilam kilka lylowych doniczek na tarasie i kamieni przywiezionych z wakacji i troche zrobilo sie "u nas". za tydzien trudna decyzja "lesna". mamy przepiekne drzewa, ale za duzo, cos trzeba wyciac. a kazdego krzaczka mi szkoda. dwa olbrzymi drzewa obsypaly sie bialym kwieciem i wydaja mi sie ze to czeresnia,a le moze tylko co ozdobnego?
niespodziewany relax.
podwiozlam maline do szkoly. podjechalam waska drozka nad jezioro popatrzec jakie piekne i… zasnelam. obudzil mnie przechodzien, ktory zmartwil sie, ze cos mi sie stalo. i dobrze, bo bym zaspala. 2 godziny snu. odpoczelam, jestem jak nowa.
malinowe wrazenie
malina towarzyszyla dzis pani dyrektor w rozmowach z polska delegacja, w rozmowach z polskim burmistrzem a potem nawet tlumaczyla oficjalne powitanie polskich dzieci w obecnosci calej szkoly. obecna pani tlumacz nie miala nic do roboty i czasem podrzucala tylko jakies slowko. na koniec pani dyrektor poprosila o aplauz dla maliny. po uroczystosci wiele dzieci jej gratulowalo a w klasie kolega wyznal jej w oczy: jestes cool.
juz dzis dostala wyniki wczorajszej klasowki. zabraklo jej kilku punktow do jedynki, dostala dwojke, wiec promieniala i oczywiscie nie mam mowy o "paleniu" testu. ufff.
malina czesto slyszy jak zartobliwie odpowiadam na pytanie o moj zawod:
– a co pani robi?
– dobre wrazenie.
dzis po calej opowiesci o przygodach w szkole pyta:
– mamusiu, mysle ze… ja tez robie dobre wrazenie.
i sie smieje.
malinowe poczucie humoru.
malinowa szkola
malina uwielbia nowa szkole. rozkwita. ja jakos czulam, ze tak bedzie, mezowi spadl kamien z serca, bo sam zmienial szkole kilka razy i wie czym to pachnie.
dzis malina jest "asystentka" pani dyrektor bo maja wizyte z polski i malina bedzie tlumaczem. wczoraj byla pierwsza klasowka z niemieckiego. opani powiedziala zeby malina napisala jak umie (program jest troszke inny niz w starej szkole) i jesli wypadnie zle to uroczyscie spalimy te klasowke i wytlumaczymy bledy. w klasie jest wiecej chlopcow niz dziewczyn i od innych rodzicow wiem, ze pani niesamowicie daje sobie z nimi rade, bo dzieci ja uwielbiaja.
kazdy dzien teraz jest niespodzianka. wszystko nowe, ciekawe a wieczorem oczy same zamykaja sie do snu.
sanki w kwietniu
u nas w ogrodzie sanki stoja caly rok. malina uzywa ich jako stolka, lawki i oczywiscie jako sanek! po mokrej trawie, w kaloszach, mozna sankami tak samo dobrze sie nawzajem ciagnac jak po sniegu. cala niedziele malina szalala z sasiadkami, ktore zaraz po powrocie do domu poprosily tate, zeby sciagnal z pawlacza takze ich sanki…
zwariowana ulica.
przed i po.
w ferie malina oglada wieczorem wiadomosci dla dzieci. o jaki interesujacy temat dla 9-latki. pokazuja ile trwa makijaz modelki przed sesja zdjeciowa. dlugo trwa. bardzo dlugo. potem cala seria zdjec: przed i po. malina totalnie rozczarowana:
– jakie one wszystkie brzydkie sa! nie tak jak ty! ty jestes piekna przed makijazem i po makijazu!!!
jaki to balsam na matczyne serce trzy miesiace przed 44 urodzinami.