gdybym jej osobiscie nie urodzila, to moglabym sie obawiac, ze to jakies podrzucone dziecko. na nasze poranne pospieszanie malina sama znalazla rozwiazanie. wywiesila na swoich drzwiach plakat, ktory przedstawia ja w lozku i haslo: prosze budzic mnie w pol do siodmej! nigdy bym jej tego sama nie zaproponowala, bo dla mnie pol godziny wczesniej rano to bol i psychiczny i fizyczny. od dwoch tygodni malina wstaje wczesniej, robi sobie prysznic, spokojnie wybiera ciuchy do szkoly, spokojnie je sniadanie przy zapalonej swiecy a dzis nawet zdazylysmy upiec precle, wiec caly dom pachnial jak piekarnia i bylo cudnie. tak oto zawdzieczamy malinie poranny swiety spokoj i dobry humor.
wygodne zycie.
mamy pralke! ( a nawet suszarke, ale nie jestem pewna jak ja wlaczyc, wiec nie dotykam) i tak oto jednym susem znow jestesmy w 21 wieku!!!
co jest trudnego w byciu matka.
czlowiek w moim wieku, ktory czegos tam sie nauczyl, cos tam
osiagnal, spotkal milosc zycia i znalazl miejsce do mieszkania moze zyc
mniej wiecej tak jak chce. gotuje co mu smakuje albo idzie gdzies jesc,
jezdzi rowerem lub samochodem, czyta filozoficzne traktaty lub dzierga
szydelkiem rekawiczki, kupuje eko albo kupuje byle co, slucha muzyki
powaznej lub jakiejs tam niepowaznej, pije kawe lub herbate, pali lub
nie pali, pije lub nie pije.
ale jak ma sie dziecko, to bez
wzgledu na wlasne poglady i zamilowania trzeba sie niezmiennie,
codziennie mierzyc z calym swiatem. z jednej strony daje sie dziecku
swoja wizje swiata z drugiej daje sie wolnosc i prawo wyboru, bo dziecko
to nie dana nam na wlasnosc plastelina. i ten zewnetrzny swiat, ktory czesto stoi w opozycji do mojego to jest wlasnie to co uawzam za trudne w byciu matka.
logopeda
czy logopeda to lekarz? zeby zostac logopeda – czy trzeba byc lekarzem?
jak najwczesniej rozmawiac?
jak dzieciom mowic, ze trzeba jesc zdrowe rzeczy, nie jedza.
cukierki niszcza zeby? nic to! jedza.
bez czapki w mroz nie chodzic? chodza.
zeby myc, bo na starosc proteza kosztuje? nie myja.
czytac madre ksiazki, nie grac w glupie gry? graja w glupie gry.
palenie papierosow powoduje raka? pala.
skad sie wiec bierze wiara w to, ze jesli rozmawiac z dziecmi o antykoncepcji to zapobiegnie sie niechcianym ciazom nastolatek?
anglia jest krajem, w ktorym mowi sie o tym juz niemal w przedszkolu a nadal wiedzie prym jesli chodzi o mlodociane matki.
dziekuje serdecznie za komentarze pod moim poprzednim wpisem. wasze glosy pomogly mi pozbierac mysli. swiat sie od tego nie zawali, ze juz teraz pogadam z malina. juz zreszta probowalam na wakacjach, ale jakos nie zalapala tematu. dziewczynki w jej klasie potrafia sie poklocic o to czy mozliwe jest ze pippi podniosla konia o wlasnych silach czy tez byl to tylko filmowy trik. mysle, ze zawracanie im glowy prezerwatywami jest poprawianiem humoru politykom od edukacji: prosze jak sie interesuja wszechstronna edukacja dzieci. jak pokazuje przyklad brytyjski ich wysilki nie maja niewielki wplyw na zycie seksualne mlodocianych. lepiej dodaliby godzine sportu albo angielskiego.
malina a nauka o zyciu seksualnym
malina jest w 4 klasie. ma 9 lat. no niedlugo 10. w ogrodzie bawi sie
w sklepik, budowanie miasteczka dla slimakow. slucha shakiry i adele.
ubiera sie w spodnie w gwiazdki i bluzki w misie. tornister liliowy w
blyszczace kwiatki. czyta dzieci z bullerby i mikolajka. puszcza
latawce, zbiera kasztany, spi z myszka mini i misiem milusiem.
na
zebraniu rodzicow dowiedzialam sie, ze w tym roku bedzie nauka o zyciu
seksualnym. jedna z mam zapytala retorycznie, ze oczywiscie bedzie tez
temat antykoncepcji.
wkurzylam sie i nie moge sobie
darowac, ze nic nie powiedzialam. myslalm, ze nauka o zyciu seksualnym
bedzie jak biologia. jak nauka o lataniu. mozna dyskutowac o lataniu,
bez robienia licencji pilota prawda?
po co teraz pobudzac dziecieca wyobraznie? do czego jest to dziecku potrzebne?
„cudowna podroz” kolo domu a nils holgerssons gdzie?
juz pomijam te liski przemykajace kolo piwnicy wieczoreami, dziecioly z ich porannym staccato, wiewiorki baletnice.
gesi. szare dzikie gesi. cale lato parami przelatywaly nad ogrodem. wielkie takie, grube i tylko sie martwilam zeby ktora nie spadla malinie na glowe.
ale teraz to zupelne szalenstwo. malina stoi na balkonie a gesi w kluczach po 9-12 sztuk zataczaja kola nad domami i gegaja jak oszalale. jakby podskoczyc to mozna taka ges za noge zlapac. tak sie zwoluja do odlotu. kraza, kraza i gegaja. to geganie to jak zardzewialy traktor albo kompbajn. zadne sliczne: ge, ge, ge. wczoraj rano ich wrzask wyciagnal nas z lozek. pomyslalam, ze moze jakis zjazd traktorow alb old mobilow albo harleyow. nie. na lace za domem zebraly sie gesi. ale ile!!! chyba z 200? 300? cale pole zrobilo sie szare a na obrzezach dreptaly rodziny dzikich kaczek. moze tez sie wybieraja do afryki?
wieczorne filozofie spacerowe.
po kolacji poszlismy nad jezioro. wschod ksiezyca. kula ognia wylaniajaca sie z wody. niesamowite. nad jeziorem stoi cudowna willa. cala sciane od strony wody ma przeszkolna. gdybym miala taki ekran na jezioro to bym siedziala co wieczor i sie gapila. ja po ten widok musze przejsc dobre 2-3 minuty. w willi stoi olbrzymi ekran telewizyjny i ludzie zamiast ogladac wschod ksiezyca ogladaja zle wiadomosci ze swiata. przez te zle wiadomosci wszyscy stajemy sie coraz bardziej lekliwi i sami coraz bardziej zli.
malina tlumaczy mi:
– oni pewnie mieszkaja tu od dawna i takich wschodow widzieli tyle, ze juz ich to nie interesuje.
– tak. wiadomosci o bankowych skanadalach i zatopionych promach tez widzieli wiele a jednak wola je od jeziora. to, ze juz kilka razy jadlas waniliowe lody nie znaczy przeciez, ze jak ci zaproponuje kulke odpowiesz: eeee juz tyle razy jadalam lody… wciaz od nowa lubisz je i sie cieszysz!
melancholijnie.
urodziny meza spedzilismy w trojke. co i raz ktos dzwonil, przyjezdzal jakis kurier z paczuszka, telefon tykal sms-ami. prezenty bardzo klasyczne, kolacja bardzo uroczysta a wieczor bardzo romantyczny. maz, ktory najchetniej by urodzin, rocznic, sylwestra w ogole nie swietowal, byl jakis wzruszony i szczesliwy. wprawilo mnie to niestety w lekko malancholijny nastroj. tak fajnie umiemy zyc, tak dobrze nam sie razem zyje, to czy to musi mijac?
wczoraj lezalam troche z malina na dobranoc i tak sobie troche szeptalysmy natchnione rozmowa o przyjazniach, o mobingu, nowych kolezankach malinowych i co jest cool a co nie.
– mysle, ze powinnysmy czesciej chodzic na spacery, jak ostatnio do lasu. wyjsc z domu i tak zwyczajnie isc przed siebie. za kilka lat jak bedziesz starsza to juz pewnie nie bedziesz miala tyle czasu dla mnie.
malina przytula sie mocno i szepce:
– ja bede z toba zawsze chodzila ile chcesz. jak bede miala 17 czy 18 lat to tez bede z toba chodzila nawet jak sie beda jakies kolezanki ze mnie smiac!
dobrze, ze jest ciemno i spiaca malina nie czuje, ze na slono mocze jej poduszke.
dziecko
no czasem – nie czesto ale jednak! – nawet w mojej branzy uda powiedziec sie cos ciekawego. cudownego w swojej prostocie:
https://www.youtube.com/watch?v=WmDvj_X6lJ0&feature=player_embedded
kazde dziecko moze byc: artysta, naukowcem, laureatem nobla, gwiazda filmowa, pilotem, spiewakiem. kazde dziecko moze byc kazdym pod warunkiem, ze najpierw wolno mu byc … dzieckiem.