cisza przed burza w NY

 

kolega podeslal mi link z earthcam z times square. i co? mam teraz siedziec i czekac az zacznie wiac? moze uda mi sie zobaczyc na zywo jak kogos wiatr roztrzaskuje o latarnie? albo unosi do gory i rzuca o ziemie? moze zobacze jak ktos na moich oczach umiera? moze zostanie porzytrzasniety samochodem?

 

jestesmy generacja podgladaczy.

 

 

malinowe znajomosci

malina prezglada twoj styl. zatrzymuje sie nad zdjeciem:

http://www.schild.ch/media/content/images/Medienmitteilungen/presse_intimissimi_baden/Intimissimi_-Kollektion_2small.jpg

 – oooooo… – podziwia – jakie piekne oczy!

 – piekna. masz racje, ale mysle, ze tu raczej chodzilo o to ze ma piekna figure – kiwam glowa, ale tez dodaje – moze jednak masz racje? moze tez o piekne oczy?

malina zastanawia sie chwilke:

 – wiesz kogo ona mi przypomina?!

 – no?

 – michala z mojej polskiej szkoly.

 

 

boska malina

 

wielkimi krokami zbliza sie swiety marcin. pamietam jak 2-letnia malina dumnie maszerowala z kupna papierowa latarenka elektryczna i humoru nie popsula jej nawet wilgoc, przez ktora okragla twarz ksiezyca w pelni zmienila sie w obwisla harmonie wlokaca sie po ziemii. potem co roku malina majstrowala a to w przedszkolu a to szkole nowa piekna latarnie, ktora po marszu ze swieca stala jeszcze tygodniami gdzies na stole lub oknie i kolo bozego narodzenia ladowala na strychu.

czuje, ze tegoroczny marcin to juz ostatni. za rok malina jest w gimnazjum i nie sadze zeby jeszcze wzruszal ja swiety marcin. dlatego ciesze sie, ze ten ostatni raz bedzie taki specjalny. tydzien przedtem pieczemy z cala klasa rogale marcinowe, potem jest przedstawienie, ktore przypomina jak ten szlachetny rycesz podzielil sie plaszczem z biedakiem i pochod z latarniami wzdluz jeziora (marcin bedzie jechal na prawdziwym koniu), potem wielkie ognisko nad woda i gorace wino i te rogale.

przedstawienia beda dwa i jedno koliduje nam z koncertem. kilka dni malina nie mogla sie zdecydowac czy wybiera koncert czy udzial w przedstawieniu. w koncu oswiadczyla:

 – jesli dostane role jaka mi sie marzy to zostaje na przedstawieniu. jesli nie, jedziemy na koncert.

 – no swietnie. a jaka jest twoja wymarzona rola?

 – albo marcin albo bog.

rozumiem. nie sadze zeby dziewczynka dostala ktoras z tych rol, wiec ciesze sie na koncert. wczoraj malina wrac ze szkoly cala dumna:

 – dostalam te role!

  – swietego marcina?

 – nie. boga!!! – triumfuje moje dziecko.

 – gratuluje! i co musisz mowic? co robic?

 – c. i j. trzymaja taka piekna zaslone i ja caly czas stoje za ta zaslona i przemawiam jako bog.

 – tak? to caly czas cie nie widac? – kurcze, po co ja pytam? popsuje jej cala przyjemnosc…

 – pewnie, ze nie widac. stoje za blekitna zaslona, ale mam malutka dziurke, wiec chociaz nikt mnie nie widzi ja widze wszystko. no jak prawdziwy bog!

 

 

nastepny omlet zamowie lepiej w restauracji.

przedwczoraj rano zbilam piekna krysztalowa szklanke. strasznie mi bylo szkoda, ale pomyslalam, ze na szczescie? w poludnie spalilam strucle na popiol, w kuchni czarno i smierdzaco. popoludniu zrobilam malinie omlet. zapomnialam od razu wyplukac mikser. jajko troche przyschlo zauwazylam przy myciu i probowalam zobaczyc pod nozykami czy dobrze domylam i nic nie zostalo kolo sruby. scisnelam mikser i niechcacy wlaczylam guzik. sekunda! cos sobie obcielam, ale nie wiedzialam co, reka splynela mi krwia. wtyczka miksera wkwila jeszcze w kontakcie. jak moglam tego nie zauwazyc przy myciu? malina zalozyla mi buty i razem pobieglysmy do pobliskiej kliniki. dlon scisnieta w piesc. nie mialam sily jej otworzyc i sprawdzic. panika. lekarz pomogl otworzyc, jeden palec naciety razem z paznokciem drugi do szycia z szansa, ze przyrosnie. codziennie chodze na zmiany opatrunku. zastrzyk na tezec boli, palec boli, dusza jakas taka potrzaskana. malina i maz dbaja o mnie jak nie wiem, ale jakos nie mam humoru. nagle sie okazuje, ze prawa reka badrzo jest czlowiekowi do zycia potrzebna.