LIVING IS EASY WITH EYES CLOSED,
MISUNDERSTANDING ALL YOU SEE.
ITS GETTING HARD TO BE SOMEONE
BUT IT ALL WORKS OUT,
IT DOESNT MATTER MUCH TO ME.
cisza przed burza w NY
kolega podeslal mi link z earthcam z times square. i co? mam teraz siedziec i czekac az zacznie wiac? moze uda mi sie zobaczyc na zywo jak kogos wiatr roztrzaskuje o latarnie? albo unosi do gory i rzuca o ziemie? moze zobacze jak ktos na moich oczach umiera? moze zostanie porzytrzasniety samochodem?
jestesmy generacja podgladaczy.
malinowe znajomosci
malina prezglada twoj styl. zatrzymuje sie nad zdjeciem:
– oooooo… – podziwia – jakie piekne oczy!
– piekna. masz racje, ale mysle, ze tu raczej chodzilo o to ze ma piekna figure – kiwam glowa, ale tez dodaje – moze jednak masz racje? moze tez o piekne oczy?
malina zastanawia sie chwilke:
– wiesz kogo ona mi przypomina?!
– no?
– michala z mojej polskiej szkoly.
sms.
„pip”. sms. malina lapie telefon i rozpromienia sie:
– o!!!! to moja mamusia chrzescijanska!!!
boska malina
wielkimi krokami zbliza sie swiety marcin. pamietam jak 2-letnia malina dumnie maszerowala z kupna papierowa latarenka elektryczna i humoru nie popsula jej nawet wilgoc, przez ktora okragla twarz ksiezyca w pelni zmienila sie w obwisla harmonie wlokaca sie po ziemii. potem co roku malina majstrowala a to w przedszkolu a to szkole nowa piekna latarnie, ktora po marszu ze swieca stala jeszcze tygodniami gdzies na stole lub oknie i kolo bozego narodzenia ladowala na strychu.
czuje, ze tegoroczny marcin to juz ostatni. za rok malina jest w gimnazjum i nie sadze zeby jeszcze wzruszal ja swiety marcin. dlatego ciesze sie, ze ten ostatni raz bedzie taki specjalny. tydzien przedtem pieczemy z cala klasa rogale marcinowe, potem jest przedstawienie, ktore przypomina jak ten szlachetny rycesz podzielil sie plaszczem z biedakiem i pochod z latarniami wzdluz jeziora (marcin bedzie jechal na prawdziwym koniu), potem wielkie ognisko nad woda i gorace wino i te rogale.
przedstawienia beda dwa i jedno koliduje nam z koncertem. kilka dni malina nie mogla sie zdecydowac czy wybiera koncert czy udzial w przedstawieniu. w koncu oswiadczyla:
– jesli dostane role jaka mi sie marzy to zostaje na przedstawieniu. jesli nie, jedziemy na koncert.
– no swietnie. a jaka jest twoja wymarzona rola?
– albo marcin albo bog.
rozumiem. nie sadze zeby dziewczynka dostala ktoras z tych rol, wiec ciesze sie na koncert. wczoraj malina wrac ze szkoly cala dumna:
– dostalam te role!
– swietego marcina?
– nie. boga!!! – triumfuje moje dziecko.
– gratuluje! i co musisz mowic? co robic?
– c. i j. trzymaja taka piekna zaslone i ja caly czas stoje za ta zaslona i przemawiam jako bog.
– tak? to caly czas cie nie widac? – kurcze, po co ja pytam? popsuje jej cala przyjemnosc…
– pewnie, ze nie widac. stoje za blekitna zaslona, ale mam malutka dziurke, wiec chociaz nikt mnie nie widzi ja widze wszystko. no jak prawdziwy bog!
codzienne wiadomosci z kraju i ze swiata.
faceci walcza o stolki okladajac sie kobiecymi macicami.
dla krysi: jak to u nas teraz jest.
boze…
Będe wszędzie, wszędzie będe. Nawet gdy mnie już nie będzie
http://www.youtube.com/watch?v=AtZyXnfvaXs&feature=player_embedded#!
trudne pozegnanie.
umarl gintrowski.
nastepny omlet zamowie lepiej w restauracji.
przedwczoraj rano zbilam piekna krysztalowa szklanke. strasznie mi bylo szkoda, ale pomyslalam, ze na szczescie? w poludnie spalilam strucle na popiol, w kuchni czarno i smierdzaco. popoludniu zrobilam malinie omlet. zapomnialam od razu wyplukac mikser. jajko troche przyschlo zauwazylam przy myciu i probowalam zobaczyc pod nozykami czy dobrze domylam i nic nie zostalo kolo sruby. scisnelam mikser i niechcacy wlaczylam guzik. sekunda! cos sobie obcielam, ale nie wiedzialam co, reka splynela mi krwia. wtyczka miksera wkwila jeszcze w kontakcie. jak moglam tego nie zauwazyc przy myciu? malina zalozyla mi buty i razem pobieglysmy do pobliskiej kliniki. dlon scisnieta w piesc. nie mialam sily jej otworzyc i sprawdzic. panika. lekarz pomogl otworzyc, jeden palec naciety razem z paznokciem drugi do szycia z szansa, ze przyrosnie. codziennie chodze na zmiany opatrunku. zastrzyk na tezec boli, palec boli, dusza jakas taka potrzaskana. malina i maz dbaja o mnie jak nie wiem, ale jakos nie mam humoru. nagle sie okazuje, ze prawa reka badrzo jest czlowiekowi do zycia potrzebna.
