najpierw czekalismy troche, bo przyjechalismy za wczesnie. na przestronnych korytarzach mijaly nas dzieci (nastolatki) w roznym wieku. jakies takie spokojne, zadowolone z zycia i kazdy (to nas niesamowicie zdumialo) pozdrawial nas i maline. wszyscy ubrani normalnie, z nonszalancja charakterystyczna nastolatkom (cienkie rajstopy i krotkie spodenki, kolorowe pasemka we wlosach, tatuaz, nic z klasztornej surowosci)
spotkanie bylo dosyc dlugie. pan rektor rozmawial glownie z malina. o matematyce, o niemieckim, o tym co lubi robic, jakie ma kolezanki, czy potrafi sobie wyobrazic siedzenie w szkole do 16:40, albo wkuwanie 50 nowych lacinskich slowek co tydzien. malina nas zupelnie oszolomila. raczki zlozyla na stole a dla podkreslenia tego czy innego zdania rozkladala i skladala je w skupieniu, patrzac panu rektorowi glebiej w oczy. na pytanie czy podoba jej sie w szkole podstawowej energicznie pokiwala glowka.
– to moze wolalabys tam zostac dluzej?
– tak. oczywiscie. wolalbym. ale nie ma co sie nad tym zastanawiac, bo nie ma takiej mozliwosci. – odpowiada powaznie.
na pytanie jakie ma zajecia dodatkowe wymienila pianino, angielski i sport a za tydzien zaczyna zajecia plastyczne. malina zapisala sie na te zajecia jako jedna z dwoch osob z jej klasy, bo klasa nienawidzi pani prowadzacej zajecia. klasa jest glosna i pani na nich krzyczy, strofuje, stawia zle oceny. prez spotkaniem z rektorem dalam jej tylko jedna rade: staraj sie nie mowic o nikim zle. a malina wchodzi wlasnie na temat tych zajec:
– od przyszlego czwartku bede miala zajecia plastyczne i bardzo sie na nie ciesze. bedziemy pracowac tylko z naturalnymi materialami, zeby zobaczyc, co sie da stworzyc bez papieru i plasteliny. od nas zapislo sie malo osob i ja tego nie rozumiem!…
no niestety, znam burzliwa nature malinowa, wiec teraz nastapi wyklad o niegrzecznych chlopakach w malinowej klasie, przez ktorych zajecia sa nieprzyjemna, bo pani krzyczy… ale malina konczy wesolo:
– ..i ja tego nie rozumiem! bo… mnie sie te zajecia bardzo podobaja.
no prosze jak dyplomatycznie.
ten wpis powstaje, zeby wyluszczyc tu moj punkt widzenia i moje: nigdy w zyciu. niestety wszystko, co moge napisac o tej szkole jest pozytywne, wazne, sluszne. i tylko moja natura sie jakos burzy przeciwko grubym murom, cmentarzykowi zmarlych mnichow, wszychobecnemu krzyzowi z jezusem cierpiacym, lekko wilgotnemu klasztornemu zapachowi. moj sprzeciw jest czysto intuicyjny, wszelkie rzeczowe argumenty sa za.
dzis wieczorem jestemy na spotkaniu w trzeciej, ostatniej szkole i bedziemy miec pelen obraz.