bezdzietny weekend: malina spedzila weekend u przyjaciolki. szykowala sie nan trzy dni i trzy noce nie spala z wrazenia. odkad malina sie urodzila, bylismy moze z 10 razy na kolacji lub w kinie ot tak. bo byla babcia z wyzyta, albo my bylismy z wizyta u dziadkow, raz bylismy kilka dni w spa, ale poza tym jedyny czas bezmalinowy to obowiazki sluzbowe. taki weekend to absolutna nowosc i zwariowalismy, bo zupelnie nie moglismy sie zdecydowac co z tym czasem we dwoje zrobic. do kina, do teatru, do nikad, rowerem, samochodem, na spacer, do spa, do restauracji, na taras?
bylo swietnie! i pojedlismy i poleniuchowalismy i poszlismy do kina i wroclismy po polnocy i zamaist skradac sie po schodach glosno gadalismy to podziwiajac to oburzajac sie na film. bylo tak fajnie, ze jak malina dzis wrocila bladziutka i podkrazonymi oczkami (tak. tak. poszly spac o 1 w nocy) to nas chwycily wyrzuty sumienia.
– chcesz na lody? chcesz na rower? chcesz ulubiony obiad?
wzielismy maline w obroty tak, ze pod koniec rowerowej wycieczki dziecko padlo i piechota dopchnelo swoj wehikul do domu. ulubionego obiadu nie dala rady zjec i poszla spac. no i dobrze, bo bysmy ja wykonczyli:-)
