cale zycie nienawidzilam szkoly. podstawowki. liceum. potem studiow. kiedys mialam taka zalamke, ze zamiast klasowki z fizyki napiasalam piekne wypracowanie, dlaczego nic mi nie wchodzi do glowy z fizyki i dlatego moje zycie jest takie skomplikowane. pan dal ten tekst poloniscie, dodastalam dodatkowa piatke z polskiego i jak zwykle dwoje z fizyki. na matematyce siedzialam w ostatniej lawce i meczylam sie jak nie wiem, medytujac na tragizmem sytuacji: moglabym robic niewiadomo co a siedze i nie kapuje dlaczego sinusoida plecie sie takim wezem w gore i w dol. liceum przewagarowalam brutalnie i tylko jakies olimpiady z polskiego sprawily, ze inni nauczyciele przepchneli mnie kolanem do matury. mature zdalam na piatkach i dzieki temu ominely mnie egzaminy ustne. potem studiowalam muzykologie, ktora jest nikomu do niczego nie potrzebna. przecietny meloman wie wiecej niz swietny muzykolog.
i teraz musze trzymac buzie w ciup, bo nie moge dziecka zarazic ta niechecia, tym poczuciem beznadziei. malina byla w dwoch podstawowkach (bo sie przenieslismy) a teraz idzie do gimnazjum. uwielbia szkole i nie wiadomo skad jej sie to wzielo! dzis byl wieczor powitalny dla przyszlych uczniow. moje dziecko idzie do bardzo wybranej, pieknej szkoly. poznajemy malinowa przyszla wychowaczynie, klase, rodzicow. wychodzimy. moj maz – sam wniebowziety! – pyta spontanicznie:
– i jak cie sie podobalo?
… i zanim zdaze sie wypowiedziec, przerywa:
– nic nie mow!
nie podobalo mi sie. co mi sie mialo podobac? lawki w rzadek? nauczycielka nudna jak wszystkie nauczycielki na swiecie? czy sa w ogole tacy nauczyciele jak ze stowarzyszenia umarlych poetow?
Czytaj więcej na http://www.styl.pl/wizytowka-annaanna/dziennik/wpis-czy-wy-tez-tak-macie,nId,1000097?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
cale zycie nienawidzilam szkoly. podstawowki. liceum. potem studiow. kiedys mialam taka zalamke, ze zamiast klasowki z fizyki napiasalam piekne wypracowanie, dlaczego nic mi nie wchodzi do glowy z fizyki i dlatego moje zycie jest takie skomplikowane. pan dal ten tekst poloniscie, dodastalam dodatkowa piatke z polskiego i jak zwykle dwoje z fizyki. na matematyce siedzialam w ostatniej lawce i meczylam sie jak nie wiem, medytujac na tragizmem sytuacji: moglabym robic niewiadomo co a siedze i nie kapuje dlaczego sinusoida plecie sie takim wezem w gore i w dol. liceum przewagarowalam brutalnie i tylko jakies olimpiady z polskiego sprawily, ze inni nauczyciele przepchneli mnie kolanem do matury. mature zdalam na piatkach i dzieki temu ominely mnie egzaminy ustne. potem studiowalam muzykologie, ktora jest nikomu do niczego nie potrzebna. przecietny meloman wie wiecej niz swietny muzykolog.
i teraz musze trzymac buzie w ciup, bo nie moge dziecka zarazic ta niechecia, tym poczuciem beznadziei. malina byla w dwoch podstawowkach (bo sie przenieslismy) a teraz idzie do gimnazjum. uwielbia szkole i nie wiadomo skad jej sie to wzielo! dzis byl wieczor powitalny dla przyszlych uczniow. moje dziecko idzie do bardzo wybranej, pieknej szkoly. poznajemy malinowa przyszla wychowaczynie, klase, rodzicow. wychodzimy. moj maz – sam wniebowziety! – pyta spontanicznie:
– i jak cie sie podobalo?
… i zanim zdaze sie wypowiedziec, przerywa:
– nic nie mow!
nie podobalo mi sie. co mi sie mialo podobac? lawki w rzadek? nauczycielka nudna jak wszystkie nauczycielki na swiecie? czy sa w ogole tacy nauczyciele jak ze stowarzyszenia umarlych poetow?
Czytaj więcej na http://www.styl.pl/wizytowka-annaanna/dziennik/wpis-czy-wy-tez-tak-macie,nId,1000097?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefo
cale zycie nienawidzilam szkoly. podstawowki. liceum. potem studiow. kiedys mialam taka zalamke, ze zamiast klasowki z fizyki napiasalam piekne wypracowanie, dlaczego nic mi nie wchodzi do glowy z fizyki i dlatego moje zycie jest takie skomplikowane. pan dal ten tekst poloniscie, dodastalam dodatkowa piatke z polskiego i jak zwykle dwoje z fizyki. na matematyce siedzialam w ostatniej lawce i meczylam sie jak nie wiem, medytujac na tragizmem sytuacji: moglabym robic niewiadomo co a siedze i nie kapuje dlaczego sinusoida plecie sie takim wezem w gore i w dol. liceum przewagarowalam brutalnie i tylko jakies olimpiady z polskiego sprawily, ze inni nauczyciele przepchneli mnie kolanem do matury. mature zdalam na piatkach i dzieki temu ominely mnie egzaminy ustne. gdybym musiala je zdawac, pewnei do dzis platalabym sie po swiecie bez matura. potem studiowalam muzykologie, ktora jest nikomu do niczego nie potrzebna. przecietny meloman wie wiecej niz swietny muzykolog.
i teraz musze trzymac buzie w ciup, bo nie moge dziecka zarazic ta niechecia, tym poczuciem beznadziei. malina byla w dwoch podstawowkach (bo sie przenieslismy) a teraz idzie do gimnazjum. uwielbia szkole i nie wiadomo skad jej sie to wzielo! dzis byl wieczor powitalny dla przyszlych uczniow. moje dziecko idzie do bardzo wybranej, pieknej szkoly. poznajemy malinowa przyszla wychowaczynie, klase, rodzicow. wychodzimy. moj maz – sam wniebowziety! – pyta spontanicznie:
– i jak cie sie podobalo?
… i zanim zdaze sie wypowiedziec, przerywa:
– nic nie mow!
nie podobalo mi sie. co mi sie mialo podobac? lawki w rzadek? nauczycielka nudna jak wszystkie nauczycielki na swiecie? czy sa w ogole tacy nauczyciele jak ze stowarzyszenia umarlych poetow?
macie tak jak ja, czy lubicie szkoly waszych dzieci?
cale zycie nienawidzilam szkoly. podstawowki. liceum. potem studiow. kiedys mialam taka zalamke, ze zamiast klasowki z fizyki napiasalam piekne wypracowanie, dlaczego nic mi nie wchodzi do glowy z fizyki i dlatego moje zycie jest takie skomplikowane. pan dal ten tekst poloniscie, dodastalam dodatkowa piatke z polskiego i jak zwykle dwoje z fizyki. na matematyce siedzialam w ostatniej lawce i meczylam sie jak nie wiem, medytujac na tragizmem sytuacji: moglabym robic niewiadomo co a siedze i nie kapuje dlaczego sinusoida plecie sie takim wezem w gore i w dol. liceum przewagarowalam brutalnie i tylko jakies olimpiady z polskiego sprawily, ze inni nauczyciele przepchneli mnie kolanem do matury. mature zdalam na piatkach i dzieki temu ominely mnie egzaminy ustne. potem studiowalam muzykologie, ktora jest nikomu do niczego nie potrzebna. przecietny meloman wie wiecej niz swietny muzykolog.
i teraz musze trzymac buzie w ciup, bo nie moge dziecka zarazic ta niechecia, tym poczuciem beznadziei. malina byla w dwoch podstawowkach (bo sie przenieslismy) a teraz idzie do gimnazjum. uwielbia szkole i nie wiadomo skad jej sie to wzielo! dzis byl wieczor powitalny dla przyszlych uczniow. moje dziecko idzie do bardzo wybranej, pieknej szkoly. poznajemy malinowa przyszla wychowaczynie, klase, rodzicow. wychodzimy. moj maz – sam wniebowziety! – pyta spontanicznie:
– i jak cie sie podobalo?
… i zanim zdaze sie wypowiedziec, przerywa:
– nic nie mow!
nie podobalo mi sie. co mi sie mialo podobac? lawki w rzadek? nauczycielka nudna jak wszystkie nauczycielki na swiecie? czy sa w ogole tacy nauczyciele jak ze stowarzyszenia umarlych poetow?
macie tak jak ja, czy lubicie szkoly waszych dzieci?
Czytaj więcej na http://www.styl.pl/wasz-styl/twoj-profil/dziennik/wpis,nId,1000097?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
cale zycie nienawidzilam szkoly. podstawowki. liceum. potem studiow. kiedys mialam taka zalamke, ze zamiast klasowki z fizyki napiasalam piekne wypracowanie, dlaczego nic mi nie wchodzi do glowy z fizyki i dlatego moje zycie jest takie skomplikowane. pan dal ten tekst poloniscie, dodastalam dodatkowa piatke z polskiego i jak zwykle dwoje z fizyki. na matematyce siedzialam w ostatniej lawce i meczylam sie jak nie wiem, medytujac na tragizmem sytuacji: moglabym robic niewiadomo co a siedze i nie kapuje dlaczego sinusoida plecie sie takim wezem w gore i w dol. liceum przewagarowalam brutalnie i tylko jakies olimpiady z polskiego sprawily, ze inni nauczyciele przepchneli mnie kolanem do matury. mature zdalam na piatkach i dzieki temu ominely mnie egzaminy ustne. potem studiowalam muzykologie, ktora jest nikomu do niczego nie potrzebna. przecietny meloman wie wiecej niz swietny muzykolog.
i teraz musze trzymac buzie w ciup, bo nie moge dziecka zarazic ta niechecia, tym poczuciem beznadziei. malina byla w dwoch podstawowkach (bo sie przenieslismy) a teraz idzie do gimnazjum. uwielbia szkole i nie wiadomo skad jej sie to wzielo! dzis byl wieczor powitalny dla przyszlych uczniow. moje dziecko idzie do bardzo wybranej, pieknej szkoly. poznajemy malinowa przyszla wychowaczynie, klase, rodzicow. wychodzimy. moj maz – sam wniebowziety! – pyta spontanicznie:
– i jak cie sie podobalo?
… i zanim zdaze sie wypowiedziec, przerywa:
– nic nie mow!
nie podobalo mi sie. co mi sie mialo podobac? lawki w rzadek? nauczycielka nudna jak wszystkie nauczycielki na swiecie? czy sa w ogole tacy nauczyciele jak ze stowarzyszenia umarlych poetow?
macie tak jak ja, czy lubicie szkoly waszych dzieci?
Czytaj więcej na http://www.styl.pl/wizytowka-annaanna/dziennik/wpis-czy-wy-tez-tak-macie,nId,1000097#pst64036648?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
cale zycie nienawidzilam szkoly. podstawowki. liceum. potem studiow. kiedys mialam taka zalamke, ze zamiast klasowki z fizyki napiasalam piekne wypracowanie, dlaczego nic mi nie wchodzi do glowy z fizyki i dlatego moje zycie jest takie skomplikowane. pan dal ten tekst poloniscie, dodastalam dodatkowa piatke z polskiego i jak zwykle dwoje z fizyki. na matematyce siedzialam w ostatniej lawce i meczylam sie jak nie wiem, medytujac na tragizmem sytuacji: moglabym robic niewiadomo co a siedze i nie kapuje dlaczego sinusoida plecie sie takim wezem w gore i w dol. liceum przewagarowalam brutalnie i tylko jakies olimpiady z polskiego sprawily, ze inni nauczyciele przepchneli mnie kolanem do matury. mature zdalam na piatkach i dzieki temu ominely mnie egzaminy ustne. potem studiowalam muzykologie, ktora jest nikomu do niczego nie potrzebna. przecietny meloman wie wiecej niz swietny muzykolog.
i teraz musze trzymac buzie w ciup, bo nie moge dziecka zarazic ta niechecia, tym poczuciem beznadziei. malina byla w dwoch podstawowkach (bo sie przenieslismy) a teraz idzie do gimnazjum. uwielbia szkole i nie wiadomo skad jej sie to wzielo! dzis byl wieczor powitalny dla przyszlych uczniow. moje dziecko idzie do bardzo wybranej, pieknej szkoly. poznajemy malinowa przyszla wychowaczynie, klase, rodzicow. wychodzimy. moj maz – sam wniebowziety! – pyta spontanicznie:
– i jak cie sie podobalo?
… i zanim zdaze sie wypowiedziec, przerywa:
– nic nie mow!
nie podobalo mi sie. co mi sie mialo podobac? lawki w rzadek? nauczycielka nudna jak wszystkie nauczycielki na swiecie? czy sa w ogole tacy nauczyciele jak ze stowarzyszenia umarlych poetow?
macie tak jak ja, czy lubicie szkoly waszych dzieci?
Czytaj więcej na http://www.styl.pl/wizytowka-annaanna/dziennik/wpis-czy-wy-tez-tak-macie,nId,1000097#pst64036648?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
cale zycie nienawidzilam szkoly. podstawowki. liceum. potem studiow. kiedys mialam taka zalamke, ze zamiast klasowki z fizyki napiasalam piekne wypracowanie, dlaczego nic mi nie wchodzi do glowy z fizyki i dlatego moje zycie jest takie skomplikowane. pan dal ten tekst poloniscie, dodastalam dodatkowa piatke z polskiego i jak zwykle dwoje z fizyki. na matematyce siedzialam w ostatniej lawce i meczylam sie jak nie wiem, medytujac na tragizmem sytuacji: moglabym robic niewiadomo co a siedze i nie kapuje dlaczego sinusoida plecie sie takim wezem w gore i w dol. liceum przewagarowalam brutalnie i tylko jakies olimpiady z polskiego sprawily, ze inni nauczyciele przepchneli mnie kolanem do matury. mature zdalam na piatkach i dzieki temu ominely mnie egzaminy ustne. potem studiowalam muzykologie, ktora jest nikomu do niczego nie potrzebna. przecietny meloman wie wiecej niz swietny muzykolog.
i teraz musze trzymac buzie w ciup, bo nie moge dziecka zarazic ta niechecia, tym poczuciem beznadziei. malina byla w dwoch podstawowkach (bo sie przenieslismy) a teraz idzie do gimnazjum. uwielbia szkole i nie wiadomo skad jej sie to wzielo! dzis byl wieczor powitalny dla przyszlych uczniow. moje dziecko idzie do bardzo wybranej, pieknej szkoly. poznajemy malinowa przyszla wychowaczynie, klase, rodzicow. wychodzimy. moj maz – sam wniebowziety! – pyta spontanicznie:
– i jak cie sie podobalo?
… i zanim zdaze sie wypowiedziec, przerywa:
– nic nie mow!
nie podobalo mi sie. co mi sie mialo podobac? lawki w rzadek? nauczycielka nudna jak wszystkie nauczycielki na swiecie? czy sa w ogole tacy nauczyciele jak ze stowarzyszenia umarlych poetow?
macie tak jak ja, czy lubicie szkoly waszych dzieci?
Czytaj więcej na http://www.styl.pl/wasz-styl/twoj-profil/dziennik/wpis,nId,1000097?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox