weekendy przemykaja tak szybko jakby trwaly tylko kilka godzin. i tak juz bedzie do wigilii. sluby, rocznice, urodziny, wigilie sluzbowe – same przyjemnosci. w srode idziemy na ciuchowe zakupy, bo po wakacjach widze, ze malinowa garderoba zrobila sie bardzo cool, ale jak dziecko ma sie ubrac na bardzo eleganckie przyjecie jak pensjonarka z dobrego domu to wszystko nagle sie nie dopina, ciagnie, jest za krotkie lub cisnie.
wczoraj mialysmy dyskusje o slownictwie i dlaczego jak sie uzywa wyrazenia „pierdolic” czy „jebac” to trzeba sie liczyc z tym, ze te slowa nas jakos okreslaja. warto wiedziec ktore slowa sa tylko brzydkie a ktore naprawde wulgarne. slownictwo wyraza nas tak samo jak stroj czy sposob jedzenia.
a wieczorem podyskutowalysmy o okazywaniu uczuc i emocji. malina sie glosno smieje, ale malina zlosci sie tez szybko, szczerze i ostentacyjnie. mysle, ze to moze byc czasem zbyt wiele dla jej kolezanek. malinowa zlosc jest czasem zupelnie niewspolmierna do problemu. pewnie na koniec nikt sie nie zastanawia, ze w sumie malina miala powod zeby sie wkurzyc, tylko za ktoryms razem przylgnie do niej nieprzyjemna etykietka zlosnicy i panny humorek.
pol dnia uplynelo mi na moralizytorskich przemowieniach, dyskusji, szukaniu przykladow i metafor. jak u powiedziec 11-latce, ze robi zle a jej nie obrazic? i troche lez sie poturlalo i troche smiechu i byla niejedna madra mina, ze wszystko sie zrozumialo i powiedzenie czegos, co jednak dowodzi, ze zrozumialo sie opacznie…
malina przynosi kolejne jedynki ze szkoly. powinnam zamknac paszczeke i sie cieszyc, ale nie umiem. wokol mnie widze mnostwo ludzi, ktorzy maja swietne wyksztalcenie a sa zyciowymi niedolegami, emocjonalnymi zombie. staram sie byc czujna.
wieczorem czulam sie z lekka wypompowana i tak sie zastanawiam co robia mamy, ktore musza gadac z dwojgiem dzieci, a z trojgiem? i w internecie i w realu sypnelo wokol mnie drugim albo trzecim dzieckiem. pierwsze dziecko mojej kolezanki ma roczek i siedzi do 16 w zlobku. drugie w drodze. moje niezrozumienie sytuacji bierze sie pewnie z tego, ze nigdy mna nie tapnelo instyktem macierzynskim. i pewnie juz nie tapnie.