malinowa kolej rzeczy.

 

przewodniczacym rady rodzicow w malinowej klasie zostal tatus ulubionego malinoweg kolegi. tatus uzywa swojego hrabiowskiego tytulu graf. strasznie mi szkoda, ze rodzina mojego meza kiedys tam w XIX wieku chyba sprzedala „von” i pare pokolen potem sprawdzili: niestety, nie mozna tego znow odkupic. teraz by bylo jak znalazl. mowie wiec malinie, zeby wyszla kiedys za maz za tego kolege to zostanie hrabina! ale malina kreci glowka:

 – nie. najpierw bylabym hrabina ale potem musialabym byc wampirem.

aha. nie, no to lepiej nie.

 

malinowa lacina

czy poprzedni wpis byl o panu od laciny? no tez tez bedzie o panu od lacny.

w piatek spadl taki snieg w bawarii, ze malina dotarla do szkoly dopiero na 5 lekcje i nie zdazyla przepisac co robili na lacinie. a wczoraj zaraz w poniedzialek kartkowka. jeden z punktow to bylo wlasnie to co malina opuscila w piatek i nie nadrobila w weekend. ten punkt kosztowal ja 4 punkty. reszte zrobila bezbednie. bez 4 punktow ocena wypada na 3, ale pan zawiesil ocene. na nastepnej kartkowce malina dostanei dodatkowy pzadanie za 4 punkty wlasnie z ta deklinacja. jesli uda jej sie je rozwiazac bezbeldnie dostanie z wczorajczej kartwkowki jedynke, jesli nie pan zostawi te trojke. uwazam, ze to bardzo sprawiedliwe i nauczyciel narobil sobie tylko dodatkowej pracy, ale malina jest bardzo zmotywowana i zaraz wykula cala nowa deklinacje.

i wszystko jasne.

wczoraj na zebraniu rodzicow jako trzeci nauczyciel – po germanistce i matematyczce -przedstawil sie pan od laciny. w ostrozielonej sportowej bluzie przywital nas po lacinie, wesolo opowiedzial dlaczego lacina jest jednym z najwazniejszych przedmiotow w tej szkole (5 godzin w tygodniu) na co wplywa, gdzie jest, dlaczego nie jest martwa i dlaczego jest jak poranna joga dla umyslu. dodal, ze zawsze stara sie nosic kolorowe bluzy, bo wtedy ma dobry kontakt z uczniami: dziewczynom podobaja sie modne kolory a chlopcy nie maja problemu z szybkim usytuowaniem nauczyciela w klasie: o tam jest nauczyciel!

teraz rozumiem dlaczego wszystkie dzieci kuja lacinskie slowka i nikt nie marudzi.

wychowanie maliny nie jest zadaniem latwym. ale fascynujacym jednak.

weekendy przemykaja tak szybko jakby trwaly tylko kilka godzin. i tak juz bedzie do wigilii. sluby, rocznice, urodziny, wigilie sluzbowe – same przyjemnosci. w srode idziemy na ciuchowe zakupy, bo po wakacjach widze, ze malinowa garderoba zrobila sie bardzo cool, ale jak dziecko ma sie ubrac na bardzo eleganckie przyjecie jak pensjonarka z dobrego domu to wszystko nagle sie nie dopina, ciagnie, jest za krotkie lub cisnie.

wczoraj mialysmy dyskusje o slownictwie i dlaczego jak sie uzywa wyrazenia „pierdolic” czy „jebac” to trzeba sie liczyc z tym, ze te slowa nas jakos okreslaja. warto wiedziec ktore slowa sa tylko brzydkie a ktore naprawde wulgarne. slownictwo wyraza nas tak samo jak stroj czy sposob jedzenia.

a wieczorem podyskutowalysmy o okazywaniu uczuc i emocji. malina sie glosno smieje, ale malina zlosci sie tez szybko, szczerze i ostentacyjnie. mysle, ze to moze byc czasem zbyt wiele dla jej kolezanek. malinowa zlosc jest czasem zupelnie niewspolmierna do problemu. pewnie na koniec nikt sie nie zastanawia, ze w sumie malina miala powod zeby sie wkurzyc, tylko za ktoryms razem przylgnie do niej nieprzyjemna etykietka zlosnicy i panny humorek.

pol dnia uplynelo mi na moralizytorskich przemowieniach, dyskusji, szukaniu przykladow i metafor. jak u powiedziec 11-latce, ze robi zle a jej nie obrazic? i troche lez sie poturlalo i troche smiechu i byla niejedna madra mina, ze wszystko sie zrozumialo i powiedzenie czegos, co jednak dowodzi, ze zrozumialo sie opacznie…

malina przynosi kolejne jedynki ze szkoly. powinnam zamknac paszczeke i sie cieszyc, ale nie umiem. wokol mnie widze mnostwo ludzi, ktorzy maja swietne wyksztalcenie a sa zyciowymi niedolegami, emocjonalnymi zombie. staram sie byc czujna.

wieczorem czulam sie z lekka wypompowana i tak sie zastanawiam co robia mamy, ktore musza gadac z dwojgiem dzieci, a z trojgiem? i w internecie i w realu sypnelo wokol mnie drugim albo trzecim dzieckiem. pierwsze dziecko mojej kolezanki ma roczek i siedzi do 16 w zlobku. drugie w drodze. moje niezrozumienie sytuacji bierze sie pewnie z tego, ze nigdy mna nie tapnelo instyktem macierzynskim. i pewnie juz nie tapnie.

 

bilans po 3 tygodniach.

malina poszla do gimnazjum uwazanego za bardzo trudne. wiec ciagle jej powtarzam, zeby odpowiednio wczesnie dala znac, bo w zyciu sa jeszcze inne wazne rzeczy niz nauka i w szkole nie trzeba sie meczyc. w tym tygodniu malina przyniosla dwie nowe jedyneczki. ok. wraca do domu dopiero o 17, ale jest albo wytanczona albo wyskakana po badmintonie albo koszykowce, wszystkie prace domowe odrobione, slowka z laciny powtorzone. dziecko wchodzi do domu i moze: wskoczyc do wanny, lezec do gory brzuchem, latac po ogrodzie za kotem, uciekac przed kotem dookola domu, spotkac sie z kolezanka i gadac o glupotach. ciagle ma cos ciekawego do opowiedzenia i wyraznie kwitnie. a ja bylam przeciwna…

wpis iscie jesienny.

 

z racji wieku chyba cos mi sie pozmienialo. moja pora roku zostala jesien. i ciuchy jesiennne lubie, i zapach wilgotnych lisci, i roze, ktore walcza z chlodem i jednak decyduja sie po raz trzeci trzasnac paczkami, i czarne winogona i ognisko.

pana, ktory wybudowal nam kominek kiedys w chatce, poprosilismy o pomysl na kominek tu. dwa pomasly wygraly. w styczniu budujemy. a na razie swiece. w dzien jest zloto, wieczorem szaro-buro i pieknie. jedziemy dzis po wrzosy. po dynie. malina idzie zbierac kasztany, ale nie wiem czy nie za wczesnie.

 

jak zgubic kurtke?

na pierwszej przerwie mozna puszczac statki z lisci na strumyku, patrzec jak spadaja mini wodospadem i laduja w stawie. a kurtka zdjeta, bo za goraco lezy gdzies w trawie.

na drugiej przerwie mozna bawic sie na placu zabaw, chustac sie i wspinac po roznych drabinkach. a kurtka lezy gdziec w trawie, bo znow za goraco.

na trzeciej przerwie biega sie po sciezkach rosarium i bawi w berka. kurtka jest zupelnie niepotrzebna i lezy na lawce gdzies pewnie.

na przerwie poobiedniej stoi sie z nosem przylepionym do okna sali gimnastycznej i podglada starsze kolezanki jak cwicza akrobatyke cyrkowa. kurtka. chyba zostala w szatni, wiec nie ma czym sie przejmowac.

potem w autobusie jest tyle rzeczy do zalatwienia i omowienia i trzeba wsiasc i usiasc i nie zapomniec tornistra, czapki, szalika i juz w ogole nie ma sie glowy do kurtki.

 

 

kurtke mozna zgubic. to jest bardzo latwe.

 

klasztorne metody

 

na przerwie chlopcy sie wyglupiaja i przepychaja na schodach, przechodzace dwie dziewczynki zwracaja im uwage, ze to jest w sumie niebezpieczne. dwoch chlopcow podbiega do nich i krzyczy zeby sie nie wtracaly, zeby sie zamknely i ze sa idiotkami. dodaja jeszcze:

 – du schlampe!

(you bitch!)

a nie widza, ze za nimi stoi prefekt. koniec przerwy. do klasy wchodzi prefekt i wywoluje chlopcow do tablicy.

malina opowiada to tak jakby on zaraz mial ich zbic linijka po paluchach i juz jestem gotowa wypisac maline z tej glupiej szkoly. bo chlopcy zachowali sie okropnie, no ale bez przesady! malina opowiada dalej:

chlopcy maja wskazac, ktore dziewczynki nazwali idotkami i schlampe (tak normalnie powtorzyl TO slowo przed cala klasa!- malina jest przejeta cala historia od nowa). wstraszeni chlopcy wskazuja i… za kare maja… kazdej z dziewczynek powiedziec po 5 komplementow! czerwoni poca sie i stekaja:

 – masz bardzo ladne,… dlugie wlosy. masz…hmmm ladny glos…

reszta klasy nie moze sie nadziwic calemu przedstawieniu: dziewczynki sie smieja, chlopcy… sa przerazeni i milczacy. ci ukarani chlopcy maja w domu te komplementy ulozyc w krotkie uzasadnienie dlaczego te dziewczynki sa bardzo fajne, uzasadnienie przeczytac przed klasa i bedzie z tego ocena na niemiecki. dziekujemy. do widzenia i prefekt wyszedl. pani od niemieckiego pewnie juz miala z takimi sytuacjami do czynienia, bo jakby nigdy nic przeszla do lekcji.

mam wrazenie, ze chlopaki na drugi raz sie dobrze zastanowia zanim kogos w szkole obraza, choc oczywiscie moze byc tak, ze beda obrazac uwazajac, by nikt ich na tym nie przylapal.

mimo, ze radykalna, ta metoda bardzo przypadla mi do gustu. w poprzedniej szkole pani zawsze kazala obu stronom ze soba porozmawiac i opowiedziec co czuja. nie bardzo to dzialalo.