malina i pompony raz jeszcze.

 

sms, zeby sie nie skreslala z listy, malina przeczytala dopiero w drodze powrotnej do domu, jak juz sie przed poludniem dawno skreslila. mowie, ze mozemy pogadac i moze sie znow zapisac, przeciez ta lista bedzie wisiala pewnie z tydzien. na to malina, ze pewnie i dluzej, bo wszystkie nazwiska, ktore zapisane byly do wczoraj… sie wykreslily. na razie lista jest pusta, wiec nie ma pospiechu. aha. na poczatku roku szkolnego postanowilsmy, ze zajec dodatkowych malina bedzie miala minimum, wybrala badminton i koszykowke, raz w tygodniu tanczy. mowie wiec, ze nie mam nic przeciwko machaniu pomponami jesli w takim razie zrezygnuje z tanca, bo to tez w srode. powiedzialam, zeby zastanowila sie do rana a potem zaczelysmy ogladac zdjecia w internecie.

 – malina, ale co ci sie w tym wszystkim najbardziej podoba. to jest troche akrobatyki…

 – ze tancza z golym brzuchem! – malina az klasnela w rece!

o matko salatko. przy sniadaniu dziecko oswiadczylo, ze woli tanczyc a ja na to, ze w przyszlym roku moze sobie inaczej ulozyc zajecia dodatkowe i zaplanowac zajecia cheerleading tak zeby nie kolidowaly z tancem i obiadem. i tak dzisiejsze sniadnie bylo prawdziwa sielanka a temat zamkniety jest na rok. albo dluzej?

 

wieczor malinowej matki

dzwoni malina ze szkoly. (nie wolno im dzwonic komorkami w szkole!!! wiec mysle ze cos sie stalo)

– malina, o jezu, co sie stalo?

– mamusiu super! przy sekretariacie wisi lista kto chce byc cheerleader. wszyscy juz sa w drodze do autobusu. jak sie szybko teraz zapisze to moze uda mi sie dostac do grupy!!! moge? szybko powiedz, ze moge bo mi ucieknie autobus!!!

– mozesz, najwyzej sie jutro skreslisz.

 – kocham cie!

++++++++++++

 

malina wraca ze szkoly.

 – no jak tam test? trudny?

 – trudny. wiekszosc przesrala.

 – slucham?

 – no tak sie mowi jak sie cos nie udalo i czlowiek jest wsciekly: verkackt.

 – aha. nieladnie.

 – jak sie jest wscieklym to sie nie patrzy czy ladnie.

 – a tobie jak wyszlo?

 – no super mi wyszlo, bo w sumie latwe bylo.

 – no to latwe czy trudne?…

 – latwe, ale nie moge powiedziec, ze latwe, bo beda sie smiac. na wszelki wypadek tez powiedzialam, ze chyba przesralam. to nie jest cool byc super z laciny. przez lacine mozna wyleciec ze szkoly, nie zdac do 6 klasy. to jest cool!

wraca temat cheerleaderek. juz kiedys to przerabialysmy. jezszce w podstawowce. jestem przeciwna. grupa panienek krecaca tylkiem zeby rozpalic chlopcow do gry. a moze mam jakis stereotyp z american beauty? co ja mam temu dziecku powiedziec?

 

kochana manno_poranno, dac dziecku zyc i spelniac marzenia? dac dziecku wolnosc krecenia tylkiem, bo marzy o tym od dwoch lat? hm? pomocy?

 

 

malina spi a ja pracuje. mam wielka ochote na niepracowanie.

 

 

 

 

malina a lacina.

 

malina ma 6 godzin laciny tygodniowo. jest najlepsza w klasie. ciagle ktos tu dzwoni i prosi o wyjasnienie czegos tam. dzis ma wielki test semestralny, chcialam ja sprawdzic, ale nie nadazam. malina wyspiewuje koncowki koniugacji i deklinacji, ze zupelnie sie w tym nie moge polapac i nie chce sie zbytanio zaglebiac, zeby mi sie nocne koszmary ze studenckich czasow nie zaczely snic. przepytalam wiec ze slowek. pol zeszytu slowek. wszystkie zna i to z roznymi znaczeniami. dzis przy sniadaniu gadala o wygodzie z krotkimi wloskami, o tym ze uwielbia tosty i ze jest zimno. ja bym na jej miejscu umierala ze strachu przed testem i miala zly humor.

a tu… hmmm wlasnie przyszedl mail od jednej z mam adresowany do przewodniczaczej rady rodzicow a reszta rodzicow cc. zatroskana mama pyta czy tez uwazamy, ze lacina idzie zbyt powoli?, ze mija niedlugo pierwszy semestr a dzieci przerobily 1/3 ksiazki zamiast 1/2. i to akurat mama chlopca, ktory srednio daje sobie rade z lacina i popoludniu korzysta z dodatkowej lekcji u nauczyciela. poniewaz akurat bylam w bojowym nastroju, to zaczelam pisac list w stylu: puknij sie w glowe kobieto i daj dziecku spokoj. ale skasowalam co napisalam i olalam sprawe. malina moze szybciej i moze wolniej, co ja sie tam bede wtracala? pokiwalam wiec tylko glowa nad ambitna mamusia i jej podobnym. i piszlam sie denerwowac zawodowo.

 

 

2014

 

przygladam sie mojemu zyciu uwaznie. choc biegnie sobie o tak swinskim truchcikiem, czuje, ze dzieje sie cos, co prowadzi do zmian. zmian we mnie. pod koniec roku mialam wrazenie, ze biegne w burze, deszcz i zawieruche, ludziom zrywa dachy, lamie rece, przewraca samochody, leca szyby, ktos placze, ktos juz nie ma sily plakac a ja kule ramiona i jakby cudem unikam ciosow. u nas wszystko dobrze, pieknie, milo, ale jak sie tym cieszyc, kiedy wokol znajomym wali sie swiat? tak, ze brak slow pocieszenia? trudno cieszyc sie wlasnym szczesciem. a to byl taki dobry rok. malina dostala sie do swietnej szkoly w stylu brawurowym, zawodowo same sukcesy, prywatnie sielanka. swieta spedzilismy w warszawie, sylwestra na mazurach. kilka fajnych spotkan z przjacioleczkami, rodzina zastepcza (genialna dziennikowa kolacja przed ktora maz przeszedl szybki workshop dziennikowo – bloxowy zeby wiedziec kto jest kim) bylo swietnie, pieknie, smacznie, romantycznie, wesolo. rozmowy, spacery, malina basenowo-lyzwiarska. wilanow, starowka, krakowskie orzedmiescie pelne swiatel, malinowy sylwester i najwiekszymi w polsce fajerwerkami. my mielismy zamglone fajerwerki na mazurach. pierwszy raz w zyciu zrobilam sobie ogniscie czerwony pedicure i maz co spogladal na moje stopy to sie smial, ze czuje jakby mnie zdradzal, bo to nie moga byc moje stopy! malina swoje zlociste wlosy za pas sciela za uszko i codziennie sie z tego cieszy od nowa. codziennie lazilismy szybkim marszem dwie godziny po lesie a popoludniu godzine na crossie. wrocilismy wyspani, odprezeni i lekko chudsi. ulubione spa mialo dziwne towarzystwo i pewnie dlugo tam nie wrocimy.

na razie mam super humor, nie przeszkadza mi nic, podoba mi sie w domu, nie przeszkadza i brak sniegu, jesli jeszcze wyrwe sie z tego wakacyjnego nastawienia i zejdzie ze mnie len to juz moze sie ten rok zaczynac! prosze bardzo!!!

alleluja:-)

co za rok pelen emocji, zdarzen i wydarzen.
dobry a jakos tak nas pogonil, ze na koniec to juz resztkami sil.
wszystkim „wrzosowemu” przyjaznym zycze pieknego sylwestra a potem dobrego 2014.
do siego kochane wam i waszym najblizszym!!!

a teraz ide tancowac:-)

do zobaczenia za rok!!!

prezenty mikolajkowe

jeden fajny i dwa niepotrzebne. juz sie kurza.

fajne, to noze z hmmm… porcelany? wydaja sie okropnie tepe a tna jak zyleta. rewelacja. estetyczne, z bialym ostrzem.

a niepotrzebne to kindle. tez estetyczne i tez z bialym… tyle ze ekranem. i nawet w pierwszym momecie pomyslalam, ze moze to i fajne? sciagnelam dwie ksiazki i tu rozczarowanie. myslalam, ze w tej formie ksiazki sa okropnie tanie i stad taki sukces czytnikow, ale dobre, nowosci sa o 1 euro tansze a nie maja ani okladki, ani zapachu ani mojego ulubionego stylu. poczulam sie oszukana, szczgolnie, ze akurat przyszly ksiazki, ktore zamowilam dla maliny pod choinke. w pieknych okladkach i na fajnym papierze, to jest takie mile trzymac je w dloniach.

drugie niepotrzebne to ipad air, cieniusienki jak blok rysunkowy. postawilam go na stojaku i wlaczylam zegar, bo zegar ma fajny. reszta nie dla mnie. wole cieniutki laptopek. malina troche sie zaciekawila, postukala, poprzesuawala i tez odlozyla. nie ma nawyku majstrowania w gadzetach. pewnie to sie jeszcze zmieni, ale na razie jest dobrze.

pamietam jak kiedys na mikolajki przychodzily paczki ze smakolykami, pachnacymi kosmetykami, ksiazkami, fajnym alkoholem, kawa, herbata – bardziej zmyslowe i swiateczne. czasy sie zmieniaja.

 

 

 

malina skaczaca.

 

w piatek malina przyniosla do domu jedynke ze sportu. jedynka jest tu najlepszym stopniem.

 – a za co? – pytam wyobrazajac sobie, ze dzieci musialy pokonac jakis tor trudnosci, skakac wzwyz, w dal lub cos rownie ekscytujacego.

nie pomylilam sie tylko co do skakania:

 – za skakanie na skakance.

 – za skakanie na skakance dostajecie stopnie?!! – dziwie sie. dla mnie skakanie na skakance to sport podworkowo-ogrodowy. myslalam, ze w szkole to moze tylko jako rozgrzewka, ale na stopien?

zeby zaliczyc skakanie na minimalny stopien trzeba bylo skakac do 40 bez „skuchy”. w klasie sa tylko dwie jedynki, kilka innych stopni, a 6 dziewczynek nie zaliczylo i ma szanse poprawic sie w poniedzialek. i nie, nie sa to jakies chore dzieci, normalne 11-latki, ktore chodza na balet, na tenis, na taniec. a skakac nie umieja. widac skakanka wyszla z mody. nie do wiary.

 



6.12

dziwny dzien. dobre przeplata sie ze zlym. straszne z pieknym. mile z niemilym. wesole ze smutnym. a wszystko szybko i intensywnie.

chcialbym czasem zabrac maline i meza, spakowac trzy wielkie walizy, wyjechac i zaczac zupelnie inne zycie. byc kims innym, miec innych przyjaciol, inna prace, nie rozmawiac, nie wspominac, zajac sie czyms, co mnie pochlonie, zajmie i sprawi przyjemnosc. miec inne marzenia i inne plany.