sms, zeby sie nie skreslala z listy, malina przeczytala dopiero w drodze powrotnej do domu, jak juz sie przed poludniem dawno skreslila. mowie, ze mozemy pogadac i moze sie znow zapisac, przeciez ta lista bedzie wisiala pewnie z tydzien. na to malina, ze pewnie i dluzej, bo wszystkie nazwiska, ktore zapisane byly do wczoraj… sie wykreslily. na razie lista jest pusta, wiec nie ma pospiechu. aha. na poczatku roku szkolnego postanowilsmy, ze zajec dodatkowych malina bedzie miala minimum, wybrala badminton i koszykowke, raz w tygodniu tanczy. mowie wiec, ze nie mam nic przeciwko machaniu pomponami jesli w takim razie zrezygnuje z tanca, bo to tez w srode. powiedzialam, zeby zastanowila sie do rana a potem zaczelysmy ogladac zdjecia w internecie.
– malina, ale co ci sie w tym wszystkim najbardziej podoba. to jest troche akrobatyki…
– ze tancza z golym brzuchem! – malina az klasnela w rece!
o matko salatko. przy sniadaniu dziecko oswiadczylo, ze woli tanczyc a ja na to, ze w przyszlym roku moze sobie inaczej ulozyc zajecia dodatkowe i zaplanowac zajecia cheerleading tak zeby nie kolidowaly z tancem i obiadem. i tak dzisiejsze sniadnie bylo prawdziwa sielanka a temat zamkniety jest na rok. albo dluzej?
