ch. jest kaprysna, zlosliwa i szybko sie obraza. nikt jej w klasie nie lubi. tlumacze malinie, ze moze powinny byc dla ch. bardziej wyrozumiale, bo ona ma trudniej niz reszta dziewczynek w klasie. malina tak sie zdziwila moja propozcja, ze przez chwile przestala jesc.
– trudniej? jak to trudniej?
– no dobrze wiesz dlaczego?
– wiem, bo juz tak kiedys mowilas, ale rozmawialam o tym z dziewczynami i wszystkie uwazamy, ze wlasnie ch, ma lepiej.
– tak? czemu?
– bo ona ma wszystko. no wszystko ma! a niektore rzeczy nawet podwojnie!!!
o ludzie, mysle sobie, tyle rozmow, tyle ksiazek tyle filmow, zeby jakos to dziecko wychowac… niestety pojechalam po bandzie, rozdrapalam rany i zrobilam jej emocjonalny prysznic, bo sie rozjuszylam normalnie:
– a mamusia ja caluje co wieczor na dobranoc? a masuje plecki? a zaspiewa kolysanke jak dzidziusiowi? a wloski wysuszy jak dziecko ma lenia? a grzank zrobi, chociaz niezdrowe? a pamietasz jaki mialas malutki pokoik w chatce a jaki teraz masz salon? i co? od dwoch lat tesknisz za chatka. a jak przynioslas
4 z laciny to tez mialas podwojna… afere, ze sie nie uczysz. jedna od mamusi druga od tatusia. ok? podwojne nie znaczy lepsze.
malina jakos sie nie zmartwila ta przemowa, tylko padla mi w ramiona. mysle, ze od czasu do czasu warto zrobic taka wyliczanke i uswiadomic malemu czlowiekowi, ze ma fajnie.
ch. ma bardzo zamoznych rozwiedzionych rodzicow. mieszka z tata, bo w ten sposob ma blizej do szkoly. w obu domach ma piekny ogrod, pokoj, media, ciuchy o jakich polowa klasy moze tylko pomarzyc. no i co? jezscze nigdy nie widzialam zeby porzadnie sie usmiechnela, nikt jej nie lubi, ciagle sie o cos obraza albo smieje bez powodu. za miesiac klasa jedzie na trzydniowa wycieczke. malina namowila swoje kolezanki na zabranie ch. do ich pokoju, smiala sie i powiedziala wprost:
– w naszym pokoju nocuja tylko najfajniejsze dziewczyny z klasy. takie co sie nigdy nie obrazaja.
no dobra. zobaczymy co z tego wyjdzie.