malina powiedziala wczoraj, ze jestesmy przyjaciolkami. powiedzialam jej ze nie jestesmy, bo w przyjazni nie ma zaleznosci. podobnie zreszta jest z miloscia i ze jak kiedys bedzie miala jakies watpliwosci to warto zeby sobie te nasza rozmowe przypomniala. malina nie moze nawet pojechac do kolezanki bez mojej pomocy, bo mieszkamy na wsi trzeba ja podwiezc, nie zarabia pieniedzy a jak sie zezloszcze ze ma balagan w pokoju to musi posprzatac. w przyjazni nikt nic nie musi poza respektowaniem, cierpliwoscia i wybaczaniem. podobnie jak w milosci. pocieszylam ja, ze mamy dobre zadatki na przyjaciolki i ze jak bedzie dorosla to mam nadzieje, ze zostaniemy przyjaciolkami. zyjemy w podobnym rytmie, umiemy ubrac sie w trzy minuty plus makijaz (tak, tak, malina kupila sobie w polsce chabrowy tusz do rzes i maluje sie nim teraz w wakacje. musze przyznac, ze wyglada to swietnie), w sekunde zmienic plan i wsiasc we wlasnie przejezdzajacy tramwaj i pojechac zupelnie w inna strone niz planowalysmy. nasze rozmowy wieczorne przy stole w moim ukochanym hoteliku w hamburgu sa chyba tak samo wazne dla mnie jak i dla niej. przepoludnia spedza w szkole plastycznej, lunch z nami w biurze lub kolo biura, w srode krecimy w hamburgu i malina dostala od mojego kolegi producenta oferte pracy na planie – bedzie wspomagala stylistke i kostiumy. juz dzis jest bardzo przejeta i szczesliwa. tatus dzwoni do nas co i raz i teskni. my tez, ale tez jest bardzo fajnie.
