rozne blogowe, dziennikowe wpisy sa gwarancja dlugiej listy komentarzy i podwyzszonych statystyk. pewnie dlatego coraz czesciej pojawiaja sie wpisy o karmieniu piersia, posylaniu niemowlakow do zlobka, usuwaniu ciazy, przekluwaniu niemowlaczkom uszu, o ekologicznych pieluchach czy o szkole dla 5-latkow. zaden ciekawy wpis o ksiazce, gotowaniu czy podrozy nie budzi tylu emocji. taki wpis to absolutny pewniak.
moje ulubione to wpisy mlodych mam, ktore siedza w domu i swiat im sie wali, bo musza – a zupelnie sie z tym nie liczyly zachodzac w ciaze! – zmieniac pieluchy, wstawac w nocy, niemal po kazdym jedzeniu prac caly ekwipunek delikwenta, ktory dopiero uczy sie jesc, czytac nudne dziecinne ksiazeczki. najgorsze sa dzieci chorujace, bo strasznie marudne i upierdliwe, dzieci bardzo zywe, bo moze maja adhd, dzieci, co rano przeszkadzaja w picu kawy, nie chca sie ubrac, maja biegunke, czkawke, ciagle czegos chca! katastrofa. wsrod tych zrozpaczonych mam, moje ulubione to te, ktore nie pracuja, ale malenkie dzieci wysylaja do zlobka a i tak sa bardzo zmeczone.
pod takimi wpisami wybucha natychmiast wulkan komentarzy, a wiekszosc z nich jest entuzjastycznym wolaniem, ze tak! ze w koncu ktos pisze prawde, ze takie wlasnie jest zycie z dzieckiem i rozpoczyna sie licytacja na ilosc dzieci. komentujace zaraz dziela sie na matki jedynakow, ktore maja najgorzej, bo jedynakiem to trzeba sie zajmowac non stop, oraz matki wielodzietne, ktore poprostu przechodza pieklo na ziemii i zywcem pojda do nieba. do tego obrazu zaraz dochodza ojcowie, ktorych nigdy nie ma a jak sa to po przekroczeniu progu natychmiast maja zajac sie karmieniem, kapaniem, usypianiem albo chocby spacerowaniem.
wczoraj czytalam taki tekst a pod nim ponad sto komentarzy, dwa dni pozniej blogierka zrobila wpis w ktorym zacheca do szukania i dokumentowania szczesliwych momentow w ciagu dnia z dzieckiem. pod tym wpisem jest tylko 10 komentarzy.
nie wtracam sie w te dyskusje, bo malina ma 12 lat i jestesmy na zupelnie innym etapie, zyjemy na swoj sposob, ktory jednym moze sie bardzo podobac, innym nie musi. no i przeczytalam, gdzies, ze bezdzietne oraz matki natolatkow/doroslych dzieci maja sie nie wypowiadac bo nie wiedza jak to jest.
mysle, ze wiekszosc mam chce dla swoich dzieci jak najlepiej i robi co moze, robi co sie da zeby bylo pieknie. tyle, ze dla jednych uspokojenie placzacego dziecka jest misja a dla innych udreka. mysle, ze w dazeniu do szczescia z wlasnym dzieckiem trzeba sie najpierw wziac za siebie.
w gruncie rzeczy wszyscy chca tego samego i maja to samo zadanie, choc zabieraja sie do niego na swoj wlasny sposob: wychowac malego czlowieka na duzego czlowieka.
https://www.youtube.com/watch?x-yt-ts=1421914688&x-yt-cl=84503534&v=Me9yrREXOj4