znajoma mama robi ze mna wywiad. nastepne pokolenie konczy nasza wiejska szkolke jak z elementarza. jej corka tez! malina trzyma kciuki zeby wybraly malinowa szkole, bo dziewczyny sie lubia mimo roznicy wieku. niestety nasza szkola klasztorna wydaje sie rzeczonej mamie „pluszowa, staromodna” – nie to co alternatywa, do ktorej ida prawie wszystkie dzieci z naszej wsi. obok tego gimnazjum rozciaga sie olbrzymi koncern farmaceutyczno-kosmetyczny i ksztalci sobie przyszla kadre. szkola ma tzw. biale tablice, mini obserwatorium astronomiczne i wypasione laboratorium chemiczne. rodzice ogladaja te szkole i mdleja z wrazenia. jezu, jaka nowoczesna, no super. biale tablice tak przeslaniaja im ogolna impresje, ze nie zauwazaja, ze szkola… nie ma wlasnej sali gimnastycznej. dzieci musza isc przez kilka ulic na zajecia z wf-u i przez to traca czas na sport.
ciagle wydaje mi sie, ze w 21 wieku rodzice nie daja sobie mydlic oczu sala komputerowa i bialymi tablicami. ale myle sie. jak zwykle zreszta.



