mamy za soba dwie imprezy o charakterze uroczysto-zakonczeniowym: jedna po polsku i jedna po niemiecku. od lat jest podobnie jesli chodzi chodzi o mode i stylizacje.
impreza polska:
dzieci – elegancko, kolorystycznie stonowane stroje utrzymane w galowym granacie i bieli, mlodsze rodzenstwow falbankach albo koszuli z mini-mucha, odswietne buty – nie wiadomo czy wygodne ale bardzo ladne, dziewczynki w wieku maliny troche bizuterii ale skromnie, duzo pieknych ozdobnych warkoczy albo rozpuszczonych wlosow.
mamy – zadbane wlosy, perfekcyjnie zrobione stopy i dlonie, wyjsciowe kiecki, czesto do kolana lub przed ukazujace nienagannie wypielegnowane zgrabne lydki, dobre makijaze, fatalne torebki
ojcowie – krotkie spodenki lub bermudy a do tego klapki lub sandaly i skarpety, sportowe podkoszulki, w stosunku do zon wygladaja jakby zona szla na koktailowe przyjecie a maz na ryby lub grzyby ale w ostatniej chwili dolaczyl do zony.
impreza niemiecka:
dzieci – sportowo&wygodnie, krotkie spodenki dla obu plci, wygodne, przewiewne buty watpliwej urody. dziewczynki w wieku maliny maja ostro pomalowane paznokcie u rak i takiez u niedomytych nog. wlosy spiete w praktyczna kitke, sportowe koszulki z kolorowym nadrukiem.
mamy – przewaga siwy odrostow i szybko spiety kok jak „pod prysznic”, drogi zegarek i kolczyki takie co sie je nosi przez okragly rok (drobne a cenne), buty wygodne, spodnie wygodne do tego bluzka lepsza niz na wycieczke ale tez raczej wygodna. stonowane kolory.
ojcowie – zawsze dlugie spodnie, wygodne buty, ale o eleganckiej formie, biala lub blekitna koszula nienagannie wyprasowana, jesli tata wlasnie wraca z pracy to i garnitur, dobrze obciete wlosy, generacje ojcow malinowych znajomych ominela moda na drwala.
i oczywiscie we wszystkich tych grupach sa wyjatki, ale generalny rys jest wlasnie taki. nic nie jest ani lepsze ani gorsze. tylko troche inne.
polskie swiadectwo juz w domu. tu zaczely sie ferie. na niemieckie jeszcze poczekamy dwa tygodnie.