we wtorek zaczela sie szkola. po dwoch latach w gimnazjum zmieniaja sie wszyscy nauczyciele, wychowawca, sala, prefekt. potencjalny stres. od razu we wtorek pani od angielskiego zapowiedziala klasowke. miedzy rodzicami zaczely krazyc wieczorem maile. no bo jeszcze nawet nie ma nowej ksiazki ani zeszytu a tu klasowka. w srode rzeczywiscie klasowka. nie ma zmiluj. wieczorem maile, ze co to jest, ze w ten sposob nie motywuje sie dzieci, ze przedwczoraj jeszcze wakacje a tu takie cos! jak obuchem w leb! w czwartek pani oddala klasowki i okazalo sie, ze bardzo zle oceny. w mailach zawrzalo: jeszcze sie dobrze szkola nie zaczela a tu juz zle stopnie. malina nic w domu nie mowila a ze bylam w berlinie to nawet nie mialam kiedy sprawdzic co sie dzieje. dzis mi sie przypomnialo i niby nic zapytalam czy juz mieli jakies testy albo przepytywanki albo co?
– nie. nic specjalnego. tylko z angielskiego test, ale latwy. dostalam jedynke i zapomnialam ci powiedziec.
dobrze, ze sie w te maile nie wtracalam.
jutro powinna zaczac sie polska szkolka, ale sa jakies problemy z lokacja. jestem wdzieczna – bo sama nie mam na to czasu – ze sa rodzice, ktorzy bardzo sie w te szkolke angazuja. nawet ksiazki bedzie mozna kupic w klasie. dla mnie wazne, bo nie bylam w te wakacje w polsce. zla wiadomosc, to fakt, ze zajecia trwaja do 16:00. wiecej do nauki. i jak tu sprzedac dziecku fakt, ze i w niemieckiej i w sobotniej szkolce wiecej zajec? gadalam ze znajoma mama, ze bedziemy chowac zegarki w soboty – moze nie zauwaza? wiele dzieci pozegnalo sie ze szkola przy rozdaniu swiadectw. po tygodniu normalnej szkoly nie chca spedzac soboty w szkole. trzeba tez przyznac, ze budynek jest tak obskorny, ze dostaje gesiej skorki jak tam wchodzimy. ciekawa jestem jak duza bedzie klasa. pewnie ok. 7-10 dzieci. na razie jutrzejsze zajecia sa odwolane, spimy do oporu a potem tatus wraca z wielkiego trzydniowego meetingu i robimy ognisko.
dobranoc.