gosci lubie niespodziewanych. wyjscia na kolacje spontaniczne. kwiaty bez powodu. nie lubie dalekosieznych planow, bo z powodu charakteru mojej pracy nigdy nie wiem czy dotrzymam terminu, czy bede miala czas, czy bede tu czy tam i w ogole. biletly kupione z duzym wyprzedzeniem staja mi czesto koscia w gardle i sa strata pieniedzy, bo jakos nigdy nie udaje nam sie ich komus odsprzedac. dlatego wlasnie nie mielismy wiekszej szansy na pojscie na „könig der löwen” w hamburgu. przedstawienie od lat cieszy sie niezmienna popularnoscia. ilosc przedstawien – a tym samym ilosc sprzedanych biletow – pobila rekord „cats”. bilety na dobre miejsca trzeba kupic z 2-3 miesiace wczesniej. tym razem bylo podobnie: sprawdzilismy jakie resztki zostaly i niestety same takie z ograniczona widocznoscia. znalazlam jedno dobre miejsce i jedno takie z boku. malina jest duza, nie musimy przeciez siedziec razem, ona dostanie to super miejsce, ja usiade na tym z boku, pewnie za kolumna:-) malinowy tatus, ktory poslubil mnie MIMO musicalowej pasji, zaoferowal sie, ze nas podwiezie do teatru, bilety kupimy w kasie a on sam pojdzie sobie do sauny i odpocznie. a jak nie dostaniemy biletow to wszyscy pojdziemy do sauny i tez bedzie fajnie.
do teatru plynie sie malym promem (jakies 3 minuty:-) malina i ja na wszelki wypadek troche sie wystroilysmy. do kasy dotarlismy 40 minut przed przedstawieniem. widok hamburga z tej perspektywy zapiera dech w piersiach, wiec nawet jakby nie udalo sie z biletami cieszylam sie, ze malina i maz to zobaczyli. pani w kasie milo nas przywitala i zaczela grzebac w komputerze. na krocej niz godzine przed rozpoczeciem spektaklu, zwalnia sie 5 miejsc automatycznie zarezerwowanych dla managementu teatru i specjalnych gosci. moze chcielibysmy trzy z tych pieciu? najlepsze miejsca w teatrze na cene trzeciej kategorii. co? no pewnie, ze chcemy! maz nawet nie zdazyl porzadnie sie sprzeciwic, bo pani juz robila wydruk:
– dam jeszcze panstwu znizke rodzinna, dobrze?
no pewnie, ze dobrze! bardzo dobrze:-) pani sie usmiechnela i dodala, ze juz dawno nikt tak tak sie u niej nie cieszyl z biletow.
przedstawienie jest absolutnie niesamowite. historia banalna jak to w musicalu i znana chyba kazdemu dziecku, ale kostiumy i scenografia to absolutne dzielo sztuki i nie umiem tego porownac z niczym, co widzialam do tej pory, choc widzialam prawie wszystkie popularne musicale. dodatkowym plusem krola lwow jest fakt, ze czesc tekstu spiewana jest w jezyku zulu. niestety niemiecki nie nadaje sie moim zdaniem do musicalu:-) zeby nie wiem co.
w przerwie maz zaprosil nas na szmapana przy wczesniej zarezerwowanym stoliku i tak sobie podziwialismy olbrzymie obrazy na scianach teatru i… niesamowite pomieszanie strojow wsrod publicznosci. jedni w eleganckich strojach jak do teatru, inni z plecaczkami i w sportowych kurtkach jakby wlasnie zrobili sobie przerwe w gorskiej wspinaczce – ci w przewadze. oczywiscie, ze musical to kultura niskich lotow, ale jednak jest to jakas okazja, zeby wyrwac sie z codziennosci, szczegolnie jesli idzie sie z dzieckiem. w niemczech duzo sie teraz dyskutuje o europejskiej kulturze i o jej zagrozeniu. ale gdzie ta kultura? maniery? dobre wychowanie? rozmowa? tradycja? chcialam cos dodac o dzieciach i iphonach, ale daruje sobie, dobrze?
przedstawienie jest dlugie, ma moral, genialne stroje, niesamowicie fantazyjna scenografie i choreografie. natomiast nie ma kluczowego hitu, piosenki, ktora sie nuci po wyjsciu (jak duch w operze albo miss saigon, czy chorus line) moj ulubiony muzycznie moment to walka lwow z hienami:
https://www.youtube.com/watch?v=Crm2VfqzgIk
ale to pewnie dlatego, ze kilka lat temu malina tanczyla do tej muzyki na szkolnym przedstawieniu.
historia dla dzieci, ale realizacja bardzo interesujaca takze dla doroslych. nawet dla mojego meza!
przeplyniecie elba jest prawdziwa atrakcja i w dzien i wieczorem. szkoda, ze takie krotkie.