malina ma taka ceche – zupelnie nie wiem jak to nazwac – ze podchodzi do zycia w sposob lekki. dwa tygodnie temu wystepowala na wieczorze muzycznym. zagrala fajnie, w jednym miejscu sie posypala, ale zupelnie nie zrobilo to na niej wrazenia ani w trakcie gry ani potem. jest wielu uczniow, ktorzy graja swietnie, maja talent, ale przeciez ona nie bedzie sie nimi martwila i nie przestanie grac, bo inni graja lepiej.oni maja talent, ona ma przyjemnosc.
w jej calodziennej szkole popoludniu uczniowie maja czas „studium”, najpierw w silentium, potem moga sie przepytywac, wzajemnie pomagac itp. w tym czasie opieke nad uczniami sprawuje prefekt. w tym roku klasa dostala nowego prefekta i strasznie sie ze soba mecza i nie lubia. rodzice zwolali spotkanie co by tu zrobic? jak na niego wplynac, moze jakos zalatwic z dyrektorem zeby go wywalil? szkola jest prywatna, to chyba kurcze mozna jakos to zalatwic? rodzice postanowili zebrac argumenty do rozmowy z prefektem a potem z dyrektorem szkoly.
robie wywiad w domu. malina wzrusza ramionami: ja go nie lubie i juz. no ale jakiesz szczegoly, dlaczego i co i jak?
– mamusiu, ja sie nad nim nie zastanawiam, raz na mnie nakrzyczal, bo skakalam po krzesle, ale pewnie inny nauczyciel tez by nakrzyczal.
na spotkanie poszlam wiec bez argumentow. malina uwielbia szkole i jedyne co jest tam okropne to jedzenie. rodzice narzekali na fizyka, na germaniste, na lacinnika oraz na pania od matematyki. mimo popoludniowego studium, dzieci siedza cale wieczory i zakuwaja so poznych godzin.
– a u was? co wy nic nie mowicie? – zwraca sie do nas przewodniczacy rady rodzicow. moj maz glodny, wiec nic nie mowi, ja stekam wiec:
– no hmmm malina wraca ze szkoly glodna, bo nigdy jej nic nie smakuje.
– a pani od sportu? malina nie narzeka? przeciez dziewczynki sa tak wykonczone, wymiotuja, trzeba je w srode po sporcie zabrac do domu.
– tak? – co tu powiedziec? denerwuje sie, bo malina ostatnio pokazywala mi talie, ze schudla dzieki nowej pani od sportu i ze czuje ze ma lepsza kondycje – no jak wymiotuja to niedobrze… hmmm … no malina nie wymiotuje.
malina jest rzecia w klasie jesli chodzi o srednia. dwie pierwsze dziewczynki maja pokoj wytapetowany slowkami z laciny, ojcow, ktorzy studiuja z nimi fizyke i matematyke, mamy z ktorymi cwicza francuski i angielski – cale wieczory i weekendy. malina ma dwa wieczory wyjete z zycia: pianino i tance a reszte wieczorow spedza czytajac glupie gazetki dla nastolatkow no i codziennie jemy razem kolacje. w soboty polska szkolka. no to co ja mam powiedziec, zeby ludzie nie mysleli, ze opowiadam im bajki?
ale ten wpis jest glownie o tym, ze malina odhacza zadania szybko i skutecznie nie wglebiajac sie w ich glebszy sens. ma zagrac na pianinie – gra. nie mysli czy zostanie swiatowa pianistka. ma rozwiazac matematyczne zadanie – rozwiazuje. nie zstanawia sie czy to jej sie przyda w zyciu czy nie. ma nauczyc sie wiersza – siada, czyta 5 razy, umie. nie denerwuje sie, ze wiersz nie ma rymow, jest trudny, ze zdenerwowane mamy wystosowaly list do germanisty, ze taki wiersz to bez sensu. malina jest bardzo zadowolonym z zycia czlowiekiem i nie traci czasu na rozmyslanie o niepowodzeniach i smutkach i coraz lepiej pojmuje swiat. jestem pelna podziwu. ja cale zycie jak spiewalam piosenke, to sie martwilam, ze nie robie czegos powaznego. jak pisalam dyplom to sie martwilam, ze nie robie czego co mnie pasjonuje, tylko zajmuje sie nikomu niepotrzebnymi nudami. czego bym nie robila to zawsze serce gdzie indziej, glowa gdzie indziej. ciesze sie, ze malina ma inaczej.