malina poszla do szkoly w moich, dla niej troche – jak sie okazalo – za malych butach. wrocila z bablem na piecie. nastepnego dnia wrocila do domu z lekka goraczka i w bardzo zlym humorze. napoilam ja herbatka na goraczke, zapakowalam do lozka. wszyscy teraz choruja. jesien. rano bez goraczki ale z lekko obolala stopa poszla do szkoly. z autobusu wyslala sms, ze noga ja coraz bardziej boli. odpisalam, ze zorganizuje termin u ortopedy i wieczorem zobaczymy co tam sie stalo. pewnie naciagniety miesien albo cos. w poludnie malina napisala, ze noga jej spuchla w kostce i bardzo boli. natychmiast odebralismy ja ze szkoly i pojechalismy prosto do ortopedy. stopa jak czerwona pilka, nie dalo sie zalozyc buta ani skarpetki. lekarz zbadal, oznajmil, ze to nie ma nic wspolnego z koscmi tylko weszlo zakazenie tam gdzie byl babel. w niewielkiej ranie jest pelno streptokokow i nastapilo zakazenie krwi, ktore moze prowadzic do sepsy. czerwona kreska od rany – jakby ja ktos namalowal czerwonym flamastrem – ciagnela sie od piety przez cala noge do gory. natychmiast pojechalismy do szpitala. malina dostala silny antybiotyk, kule do chodzenia i moglismy wrocic do domu. gdyby podniosla sie goraczka mamy natychmiast wezwac pogotowie. takie male nic a tyle strachu. i lekcja na cale zycie, ze nie wolno lekcewazyc zadnych najmniejszych nawet ran.