kilka lat temu pewein znajomy opowiadal mi o swoim smochodzie i synu. syn byl maly jak ojcie sprawil sobie suv audi q7. wtedy suv jeszcze nie byly takie popularne jak teraz i wielki jak traktor samochod strasznie imponowal i synowi i jego kolegom. minely ledwie 2 czy 3 lata i syn znienacka przeksztalcil sie w nastolatka. zbuntowanego, swiadomgo ekologicznie nastolatka, ktory nie zyczy sobie, zeby tata odbieral go skadkolwiek takim samochodem, bo to wstyd i siara. syn przesiadl sie na rower, przed sniadaniem zaczal pijac letnia wode z imbirem, zaczal kontrolowac rodzinne zakupy: bio? nie bio?, organic? nie organic?
tak sobie o tym przypomnialam, bo w malinowej szkole zorganizowano wyklad o mediach i wplywie internetu i telefonu na mlodziez. nie moglysmy wziac udzialu w tym spotkaniu, ale niektore malinowe kolezanki tam byly i zle wiesci rozeszly sie lotem blyskawicy: komorka to diabel. malina wrocila do domu, sprawdzila wszelkie ustawienia w naszych telefonach, zakleila tatusiowi kamere w laptopie i wprowadzila nowe prawo: od 18:00 przestawiamy nasze telefony na modus samolotowy i wylaczamy internet w domu. juz nie musze sobie strzepic jezyka o wstawianiu zdjec profilowych i wysylani selfie. teraz tylko czekam na malinowa liste bozonarodzeniowych marzen – czy bedzie tam telefon z tastatura?
malinowe pokolenie bedzie jezdzilo autonomicznymi samochodami ale juz pewnie moje wnuki przerzuca sie na stara dobra kierownice.
i tak sie kreci ten swiat…