malinowy piatek.

 

poszlam dzis z malina kupowac buty, bo idzie z nami na impreze i ma wygladac jak czlowiek. buty znalazlysmy genialne. replay. panu tak sie spodobalysmy, ze wyciagnal jeszcze jedna pare podobne ale inne do ktorych malinie zaswiecily sie oczy jeszcze bardziej. kupilysmy wiec obie paryz. pierwsze dla mnie, drugie dla maliny. pan pakujac je do pieknych kartonow (portmonetke grzecznie schowalam do torby!) odpowiedzial na moje troche stroskane:

 – ale moze jednak troche za mlodziezowe?

 – nic podobnego. przeciez widze jakie pani nosi buty! no i jesli moge sobie pozwolic na szczerosc: te buty kupila niedawno taka pani juz nawet po 40 -ce, wiec… no sama pani rozumie!

moja piekna corka stuknela sie ze mna coca cola, ktora poczestowal nas sprzedawca. kazdy sie bez dalszych komentarzy ucieszyl mila sytuacja: pan zrobil dobry interes, ja uwierzylam w komplement a malina ma nowe buty.

 

wczoraj odbilam sie od dna. jestem wyczerpana ale szczesliwa. moj maz wlasnie w tym momencie zostaje czlonkiem anszego klubu zeglarskiego. po okresie probnym i listach polecajacych trzech czlonkow z ponad 10letnim czlonkowstwem! malina natomiast dostala statuetke najlepszej zeglarki naszego jeziora w kategorii laser. zaraz przyjada do domu. ja nie poszlam, bo padam na nos. pije bezglutenowe piwo i dziergam (zaispirowana habalem) zupelnie niepotrzebna mi poduszke z bialej welny. niepotrzebna ale bardzo piekna. moze nawet nie taka piekna i tak mi sie podoba.

 

 

 

 

Dodaj komentarz