dzis w nocy obudzilam sie i… pomyslalam o dziennikowych wpisach o malinie. tam jest kawalek malinowego zycia a ja tych wpisow nie zabezpieczylam. nawet nie wiem czy dzienniki jeszcze istnieja. rano wstalam, zagladam, sa! za nic nie moglam sie zalogowac, bo link dzieki ktoremu mozna stworzyc nowy kluczyk, idzie na adres firmy w ktorej nie pracuje juz od lat. poranna intelektualna joga i… przypomnialam sobie haslo, weszlam na swoj dziennik i wszystko jest. wpisy o malinie, ktora ma dwa latka, krolewka, ktora nie chce sie malinie przysnic, maz doskonaly, buraczki, o tym, z w warszawie zawsze wygladam lepiej niz w niemczech. wzruszylam sie jak nie wiem.