wyslalam mail do kolegi w londynie. odpowiedzial natychmiast: „moge sie tym zajac jutro? ide wlasnie z corka na kolacje i wroce pewnie pozno”. w weekend pracowalam z kolegami z brukseli nad projektem. dzis skoro swit przyslali niedopracowane dokumenty. nic nie poprawilam, poslalam dalej, bo i tak jestesmy spoznieni. wielki projekt do nakrecenia w grudniu. rezyser rezygnuje. 16 grudnia jego syn walczy o czarny pas w karate i ojciec obiecal, ze bedzie mu sekundowal. jesli w tym wszystkim zlym co sie teraz dzieje na swiecie mozna znalezc jakas malenka iskierke dobra, to jest wlasnie to: swiat sie nie zatrzymal, ale jednak kreci sie wolniej. szybko przetasowaly sie priorytety. wiekszosc moich znajomych jesli nie zniknela z fb to ich obecnosc jest bardzo ograniczona. terminy sa jak byly – napiete, ale ton rozmow jest inny, pelen zroumienia, serdeczny.
weekend spedzilam na scinaniu zielonych galezi roznego rodzaju. malina z przyjaciolka wyprodukowaly dwa piekne wience adwentowe, wiec w przyszla niedziele nie mamy nic do roboty. dziewczyny upiekly ciasteczka i te przeznaczone do dekoracji spsikaly brokatem – efekt genialny.
zycie mogloby byc takie piekne.