lylowe teksty.

 

wiele dziennikow do ktorych zagladam przechodzi metamorfoze lub przygotowuje sie do zamkniecia bram. kryzys wirtualnej tozsamosci? chec zmiany bloga spontanicznego na bloga, ktory zarabia pieniadze, wyczerpanie tematu, brak czasu.

nie wiem czy mnie to kiedys dotknie. mysle, ze gdybym miala zarabiac blogiem forse – a ja uwielbiam zarabiac forse! – to by mnie to zestresowalo i paralizowalo. a z drugiej strony samodyscyplina, z gory narzucone ramy i tematy to dobre cwiczenie warsztatu. mysle sobie wtedy o kunst der fuge. albo o solistce w jeziorze labedzim czy o pogorelichu przy fotepianie. kwadratowe ramki, zelazne reguly a jednak wolna sztuka, magia, wlasny charakter.

moje wpisy powstaja w wolnej chwili. kiedy akurat mam czas, pisze to co akurat wlasnie mam w glowie. teraz. nie wczoraj, nie dzis rano. tylko wlasnie teraz. nie planuje wpisow, nie rozmyslam kiedy najlepiej je wstawic, zeby mialy duzo komentarzy. komentuja mnie zyczliwe osoby od lat i zawsze sprawia mi to ogromna przyjemnosc, ze komus sie chce tu cos napisac. uwielbiam pisanie jak jedzenie czekolady. w mojej glowie trwa nieprzerwany monolog, opisy, zachwyty i zlosc, wzruszam sie i wsciekam sie tekstami z wielokropkami, pytajnikami i wykrzyknikami. ale najbardziej lubie kropki. nie ma nic ladniejszego od zgrabnego zdania zakonczonego kropka. taki tekst, refleksje czy komentarz lub opis zapisuje tu jesli akurat siedze pred komputerem. jesli nie, to przeplywa on przez moja glowe i odchodzi w zapomnienie. i nic nie szkodzi, bo zaraz przychodza nowe mysli, emocje, cos sie wydarza. moglabym pisac w zasadzie caly czas. pisze nawet jak nie pisze.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz